Giotto, <em>Kazanie do ptaków</em> (fragment), bazylika górna św. Franciszka w Asyżu (©Album/Mondadori Portfolio)

Pieśń, która nie przestaje śpiewać

Najsłynniejsze dzieło świętego Franciszka kończy 800 lat. Hymn wzruszonej miłości do stworzeń. I do ich Stwórcy (z grudniowych „Tracce”)
Davide Rondoni*

*Pisarz i poeta, przewodniczący Narodowego Komitetu obchodów 800-lecia śmierci świętego Franciszka z Asyżu

Pochwała płynie z ust wyniszczonego człowieka. Jaki głos znajduje wyraz w schorowanym Franciszku, wycieńczonym tułaczym, modlitewnym i kaznodziejskim życiem? Jaki głos rozlega się w ciele, które staje się ziemią, prochem, cieniem? Głos, który przede wszystkim szepcze: „Altissimu – Najwyższy”.

Był człowiekiem przepełnionym oszałamiającym poczuciem niezgłębionej wielkości Tajemnicy, człowiekiem wyczuwającym dystans, dysproporcję między życiem istoty ludzkiej, która jest „jak polny kwiat”, a absolutną tajemnicą, największą tajemnicą życia… Pierwszy paradoks Pieśni – tekstu paradoksalnego do głębi, a przez to wymykającego się wszelkiej klasyfikacji – polega na tym, że jest pieśnią pochwalną na ustach człowieka, który miałby tysiące powodów do narzekania. A tymczasem wyśpiewuje „Altissimu – Najwyższemu”, przed którym upadał na twarz niczym nędznik, niczym mała istota, maleńka. „Kimże ja jestem, kimże jesteś Ty…” Franciszek, który kochał Go tak bardzo, że – jak mówią nam świadkowie – zawodził, wypowiadając ze zdumieniem i wzruszeniem Jego imię, imię wcielonego dziecka. Kochał Go tak, jak trubadurzy kochali „odległą” miłość, nie mając żadnej możliwości wzięcia jej w posiadanie. Absolutną Inność.

Smutny i radosny odejdę,
po ujrzeniu jej, odległej miłości…

(Jouffré Rudel)

Ten „smutny i szczęśliwy” człowiek (oto paradoks zakochanego i chrześcijanina) wznosi pochwałę. I wznosi ją dla stworzenia, Jego znaku, a nie dla Natury jako bytu doskonałego. Mówiliśmy o tym w książce, napisanej na cztery ręce wraz z zakonnikiem Guidalberto Bormolinim, gdzie znajduje się nasz komentarz (Vivere il Cantico delle Creature, Edizioni Messaggero Padova).

Pochwała i poezja od zawsze występowały razem przeciwko wszelkiemu dawnemu i wciąż nowemu spirytualizmowi, który chciałby oddzielić imię Boga od Jego stworzenia, od materialnych granic świata lub poszukuje nietranscendentnego macierzyństwa w Naturze. Ten spirytualizm eliminuje Tajemnicę i jej bliskość, szepcząc o duchowych „sprawach”. Ci, którzy niczego nie kochają, przypominał poeta Péguy, i dlatego myślą, że kochają Boga. Tymczasem Pieśń rozpoczynająca się od „Altissimu – Najwyższy” kończy się na „pokorze”, a w pomiędzy wspominane są z życzliwością i zachwytem wszystkie rzeczy widoczne we wszechświecie. Godne miłości nie dlatego, że są moje, albo dobre same w sobie, ale dlatego, że zostały stworzone. Nawet śmierć – wiecznie Obrażaną, wiecznie znienawidzoną, wiecznie budzącą lęk – Franciszek nazywa „siostrą”, siostrą śmiercią. Kto ją tak kiedykolwiek nazwał? Świat jest znakiem Tajemnicy; Zmartwychwstanie odsłania prawdziwą perspektywę poznania. Wychwala śmierć, bo istnieje.

Franciszek jest Alter Christus, nowym Orfeuszem, który na nowo budzi stworzenie jako jednolity organizm z jego naturą znaku, dziwnym człowiekiem zrodzonym z francuskiej matki, wykarmionym limfą pieśni trubadurów, karmionych z kolei limfą poezji arabskiej i celtyckiego monastycyzmu. Człowiekiem będącym pomostem między Zachodem i Wschodem – tego słowa nieprzypadkowo używa Dante, by go opisać. Pomostem monastycznym – czyli znakiem człowieka zjednoczonego z Bogiem. Bez człowieka Bożego, mnicha, obecnego w tradycjach wschodnich i przyjętego do chrześcijaństwa w tej krainie spotkania Zachodu ze Wschodem, zwanej Italią, zwanej Europą, świat staje się jedynie krainą religii konsumpcji i sukcesu.

Franciszek był zatem interpretatorem powołania Italii i ziemi środka, jakim są ziemie leżące nad Morzem Śródziemnym, a być może, z wieloma „być może”, mogłaby być jeszcze Europa.

Młodzieńczość błazna i poety, która przenika całe jego życie, znajduje w Pieśni nadprzyrodzone dramatyczne świadectwo i najdelikatniejszą formę rytmicznej prozy poetyckiej, znak zamiłowania do pisania. Osiąga precyzję przymiotników – na przykład w odniesieniu do wody: „pożyteczna i pokorna, cenna i czysta”, lub w odniesieniu gwiazd: „jasne i cenne, i piękne” – co jest oznaką poetyckiego umysłu, a nie tylko kunsztu. Ponieważ poetycki sposób wyrażania się dąży i skupia się na swoim przedmiocie, z napiętymi, precyzyjnymi i nowatorskimi przymiotnikami, z metaforami i wizjami, a nie na tym, co go „wyjaśnia”. Jest to mowa tych, którzy nauczają i przekonują, ponieważ wciągają w swoje dążenie. Dążąc do prawdy, pokazują ją. Rozmawiałem z księdzem Giussanim na temat „poetyckiego” sposobu przemawiania świętego Franciszka.

Te słowa Franciszka są podbojem, jakiego dokonał, podążając za Chrystusem, zjadając zęby na kamieniu posłuszeństwa i poświęcenia oraz znajdując doskonałą radość (czyli płodność) w wirze przeciwności. Letizia – Radość, jak nawóz (letame), wywodzi się od łacińskiego słowa laetus: radosna jest użyźniona ziemia. A dla Franciszka tym nawozem jest jego Jezus. Staje się nawozem wraz z nim, a dzięki „cum” między stworzeniami a Stwórcą, ratuje chrześcijaństwo (jak święty Benedykt, a później ksiądz Giussani, jak wielu świętych) przed przekształceniem się w dewocję wobec Boga, który jest „Altissimu – Najwyższy”, ale daleki od świata. Ogień, ziemia, wiatr, woda, zgodnie z interpretacją pierwotnych elementów, występujących w każdej kosmogonii i w każdym mistycznym ujęciu ludzkiego wnętrza, są kamieniami węgielnymi organizmu-życia wszechświata, którego człowiek jest częścią i świadomością. Ponieważ jest świadomością bycia stworzeniem.

Ten chłopak, który pragnął być księciem, a oddał się na służbę prawdziwemu Królowi, podśpiewywał po francusku, tańczył, głosząc kazania, udawał, że gra na wyimaginowanych instrumentach. I pisał listy pełne miłości do swoich braci, do swoich „ziomków”, jak powiedzielibyśmy dzisiaj. Klara, która uważała się za jego „roślinkę”, płonęła ogniem miłości.

Człowiek, jakim był ten chłopak, widząc nadciągającą ciemność, tracąc wzrok, tracąc siły, postanowił pozostawić swoim nie tylko regułę i testament. Ale także wiersz, tekst rytmicznej i śpiewnej prozy poetyckiej. Śpiewajcie go zawsze, mówił swoim. Jeśli ktoś obdarowuje twoją pamięć i serce wierszem, oznacza to, że uważa je za godne obcowania z nieskończonością i otchłanią. To jest najwyższy gest przyjaźni. Ubogo, bogato.

Ubóstwo Franciszka nie było nędzą (gdyby nią było, mieliby rację ci, którzy kpią z papieża lub z wysokiego duchowieństwa zachwycającego się biednymi, a mieszkającego w najpiękniejszych i najwspanialszych miejscach na świecie). Ubóstwo to raczej określone spojrzenie na wszystko, nawet na śmierć, nie jako na „własność”, ale na „znak”. Tak właśnie postrzegali ukochane kobiety prowansalscy poeci, a potem Stil Novo, a następnie Dante. Kochana nie dlatego, że moja. Czy to było niewyobrażalne spojrzenie Chrystusa? Wytworność serca objawia się w rozróżnianiu miłości od posiadania. Ci poeci ukazywali ubóstwo, które Franciszek poślubił i spełniał w swojej miłości, bez posiadania, do całego świata.

Nieprzypadkowo cechą, którą Franciszek odkrywa w człowieku i za którą wychwala „Altissimu”, jest jego zdolność do przebaczania, to znaczy do naznaczania wolnym aktem (tak jak wolna jest poezja) relacji międzyludzkich, zarówno osobistych, jak i obywatelskich, wyzwalając się z koniecznych praw natury, z sekwencji odpowiadania złem na zło, które dziś dręczą świat i życie tak wielu.

CZYTAJ TAKŻE: Miejsce, gdzie wszystko rodzi się na nowo

Bo tylko człowiek wolny i związany z Tajemnicą może być twórcą odnowionych relacji. Istota, która wie, że jest tajemnicą, a nie tylko godnym miłości stworzeniem jak karczoch czy algorytm. Tylko istota wolna może być przedmiotem prawdziwej, integralnej i wolnej od ideologii uwagi i miłości do życia i do tego, co nazywamy „naturą”. Nazywamy ją tak, myśląc, że wiemy, o czym mówimy, gdy tymczasem, jak wiedzą wielcy poeci od Lukrecjusza przez Leopardiego po Luziego, wskazujemy tym imieniem, które pochodzi od „narodzin”, pierwsze imię tajemnicy.