
Od luteranizmu do katolicyzmu za sprawą grupy przyjaciół
Droga nawrócenia, która rozpoczęła się w ukochanej wspólnocie protestanckiej. Historia Giseli (z wrześniowych „Tracce”)„Zawsze miałam wiele pytań i nie znajdowałam odpowiedzi”. To jedno zdanie podsumowuje młodość Giseli Zöhrer, która dziś jest dojrzałą kobietą i w ten sposób wspomina lata swoich poszukiwań. Urodzona w Getyndze w Saksonii i wychowana w Brunszwiku, niedaleko ówczesnej granicy z NRD, Gisela pochodziła z niepraktykującej rodziny luterańskiej. Gdy miała mniej więcej 13 lat, zbliżał się czas bierzmowania – ceremonii odnowienia wiary i przyjęcia odpowiedzialności we wspólnocie, a nie sakramentu. „Przyrzeczenia złożone podczas chrztu przez rodziców chrzestnych stają się twoimi – wyjaśnia. – Podczas kursu przygotowawczego w katechizmie Lutra czytaliśmy: «Czym jest sakrament ołtarza?», a odpowiedź brzmiała: «To prawdziwe ciało i krew naszego Pana Jezusa Chrystusa». Byłam zdumiona i zapytałam pastora: «Jak to możliwe? Co to znaczy?». Odpowiedział: «Kiedy to robimy, pamiętamy i myślimy o Jezusie». Rozczarowana tą tak wymijającą odpowiedzią, drążyłam: «Zatem jeśli zjem kanapkę w domu i pomyślę o Jezusie, to to samo?». A on «wymigał się»: «Yyy, w zasadzie tak». Byłam zdezorientowana. I postanowiłam przenieść się do innej parafii”. Tutaj wrażenie zrobił na niej pastor, człowiek, który wierzył w to, co mówił. Uroczystości odbywały się w każdą niedzielę, a w ciągu tygodnia Liturgia Godzin cztery razy dziennie, zgodnie z Confessio Augustana. „Ta wspólnota stała się moim domem” – wspomina.
W ostatniej klasie liceum, w 1972 roku, Gisela poznała kilku włoskich chłopaków: „Byli inni, nawet w sposobie bycia razem”. Jej ojciec był zachwycony, gdy zapytała, czy mogłaby pojechać do Włoch po ukończeniu liceum. Postrzegał to jako otwarcie na inną kulturę, doświadczenie, które przyniesie korzyść jego córce. Był rok 1973. Jej celem był Uniwersytet dla Obcokrajowców w Perugii. „Zdałam sobie sprawę, że nie ma ani jednej wspólnoty luterańskiej, która wierzyłaby w rzeczywistą obecność Pana w Eucharystii – wspomina. – Zapytałam kapelana katolickiego, czy mogę przyjmować komunię w Kościele katolickim podczas mojego pobytu i otrzymałam pozwolenie”.
Pewnego popołudnia, gdy Gisela weszła do kościoła uniwersyteckiego, zastała tam małą grupkę czterech lub pięciu studentów odmawiających nieszpory. Wychodząc, podeszła do nich, a oni zapytali ją, kim jest. „Rozmowa nie była bezpośrednia z powodu bariery językowej, ale zaprosili mnie do stołówki. Tymi młodymi ludźmi byli Vando Valentini, Egisto Mercati, Cristina Tarducci, Valeria i Cristina Cernetti… Ludzie, o których później dowiedziałam się, że byli z Comunione e Liberazione”. Okazji do spotkań było coraz więcej. Jak wycieczka do Sansepolcro, gdzie Gisela poznała księdza Ciccio Ventorino, kapłana z Katanii i odpowiedzialnego za CL w południowych Włoszech, który natychmiast poprosił ją, by opowiedziała mu swoją historię. „Mówiłam, a on rozumiał całą moją wewnętrzną walkę. Być może rozumiał ją lepiej niż ja…” Życie w Perugii toczyło się dalej z tymi przyjaciółmi. Spędzali razem wiele chwil, a kiedy się rozstawali, Vando kazał odmawiać Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i Chwała Ojcu, aby przypomnieć im, dlaczego są razem.
Rok 1974. Referendum w sprawie rozwodów. W Niemczech praktyka ta była od dawna ugruntowana. „Dobrze rozumiałam, że dla chrześcijan małżeństwo jest nierozerwalne, ale nie byłam pewna, jak mogą wpływać na całe społeczeństwo. Cristina Tarducci powiedziała mi: «Nie działamy, aby wygrać, ale aby dać świadectwo, że małżeństwo, gdy pozostaje rodziną, jest piękne, jest czymś, o czym można mówić wszystkim». To było jak rażenie piorunem. Dla mnie wiara zawsze była kapsułą, czymś zamkniętym, czymś moim, co nie ma wpływu na świat. Cóż, krok po kroku ta kapsuła rozpadała się”.
Z czasem praca w Szkole Wspólnoty nad Zmysłem religijnym pozwoliła Giseli odkryć coś o sobie: „Pieśń Lutra mówi, że z powodu upadku Adama człowiek jest skażony i zbawiony jedynie dzięki Chrystusowi. Jednak na podstawie tego, czym żyłam, zaczynałam rozumieć, że nasze serce jest capax Dei, «zdolne do Boga», to znaczy, jestem zraniona grzechem pierworodnym, ale jest we mnie coś, co czeka, coś, co jest zdolne przyjąć Boga”. Cztery razy w roku Gisela podążała za przyjaciółmi do Rimini, gdzie ksiądz Francesco Ricci prowadził „zapowiedź” (moment prezentacji drogi Szkoły Wspólnoty – przyp. red.), której towarzyszyła broszura zawierająca teksty biblijne, fragmenty Ojców Kościoła, poetów takich jak Leopardi, a nawet Karola Marksa. „Dzięki tej pracy pogłębiałam swoją przynależność do wspólnoty luterańskiej, którą tak bardzo kochałam, ale z drugiej strony zrozumiałam, że to tutaj jest otwarcie i możliwość wzrastania w wierze”. Narodziło się długie i szczere pytanie o nawrócenie, „także bolesne, ponieważ wydawało mi się, że zdradzam miejsce, dzięki któremu poznałam Chrystusa w młodości”. Tempietto, mały romański kościółek niedaleko uniwersytetu, często widywał ją we łzach, gdy tymczasem ksiądz Ciccio namawiał ją, by się nie spieszyła.
Po ukończeniu studiów w Perugii Gisela chciała wrócić do Niemiec, aby studiować teologię, ale krótko przed wyjazdem spędziła kilka miesięcy w Katanii na zaproszenie księdza Ciccio. Była gościem Anny Marii Meli i poznała Ninniego i Lucię: „Byli dla mnie «katolicką kolebką» i tam ostatecznie zdecydowałam się przyjąć katolicyzm”. Zanim Gisela opuściła Sycylię, ksiądz Ciccio polecił jej Uniwersytet w Ratyzbonie, aby kontynuowała studia. Mogła tam uczęszczać na wykłady księdza profesora Josepha Ratzingera: „Było to kilka lat przed zakończeniem Soboru Watykańskiego II i ryzyko spotkania teologów, którzy «wyrzucali tradycję Kościoła przez okno», było realne”.
Pobyt w domu był dla niej niespodzianką: „Poszłam do proboszcza, żeby powiedzieć mu o swojej decyzji. W odpowiedzi powiedział mi, że po zgłębieniu myśli Johna Henry’ego Newmana, on również postanowił zostać katolikiem. Był żonaty i miał ośmioro dzieci. To mnie zszokowało…”.
Na Uniwersytecie w Ratyzbonie częste wizyty w Kościele katolickim były czymś naturalnym. I tu tkwi paradoks: katolicy byli bardziej zainteresowani oferowaniem studentom kursów fotografii i gotowania niż rozważań nad wiarą; tymczasem proboszcz wspólnoty ewangelickiej Wolfhart Schlichting zadawał studentom pytanie: „Co Jezus Chrystus ma wspólnego z naszą nauką?”. To pomogło Giseli odkryć, że „chrześcijaństwo to nie system wiary, ale droga”. Zrozumiała, że jej przyjaciele w Perugii byli bramą do Kościoła katolickiego. I nie zostawili jej samej: ksiądz Ciccio, ksiądz Ricci i inni odwiedzili ją kilkakrotnie w Ratyzbonie. Gisela natomiast wróciła na Sycylię, zabierając ze sobą pastora Wolfharta. Z tych kontaktów zrodziły się głębokie przyjaźnie, tak głębokie, że ksiądz Giussani także miał okazję odwiedzić Ratyzbonę. „Z Wolfhartem i innymi staraliśmy się również zorganizować Szkołę Wspólnoty. w tej grupie przyjaciół Sepp, jeden z ostatnich doktorantów Ratzingera, austriacki katolik, znający dobrze łacinę, zabrał się za tłumaczenie książki księdza Giussaniego Śladami chrześcijańskiego doświadczenia.
Arcybiskup Fryburga Bryzgowijskiego Oskar Saier dowiedział się o CL od biskupa Lugano Eugenia Corecco, wielkiego przyjaciela księdza Giussaniego. W 1979 roku poprosił o obecność członków CL w swoim mieście i zaoferował stypendia studentom z CL. Z Włoch przybyli wtedy Lorenza Violini, Monica Zappa i Guido Bonoldi.
W 1982 roku Gisela i Sepp pobrali się i postanowili zamieszkać we Fryburgu właśnie po to, by być z przyjaciółmi z CL. Oboje mieli przywilej utrzymywania kontaktów z Ratzingerem, gdy był on najpierw biskupem, potem kardynałem, a następnie papieżem. Oboje kontynuowali karierę nauczycielską: byli nauczycielami religii katolickiej w szkołach.
W 2015 roku ponownie odwiedził ich ksiądz Ciccio. Gisela i Sepp powiadomili Wolfharta o wizycie i ewangelicki ksiądz natychmiast wsiadł do pociągu: „Wszyscy poszliśmy na dworzec: trzeba było zobaczyć tych dwóch, Wolfharta i Ciccio, obejmujących się i niemal tańczących na peronie z radości z ponownego spotkania”.
CZYTAJ TAKŻE: Ten uśmiech, który podbił świat
Gisela pamięta te lata, jakby to było wczoraj. W jej pamięci utkwiło jedno ze zdań Wawrzyńca Pustelnika, które, jak sama mówi, „trochę mnie opisuje: «Wtedy zrozumiałem, że całe życie upłynie mi na uświadamianiu sobie tego, co mi się przydarzyło»”.#Ślady