
Coś nowego w Grenoble
We Francji każdego roku chrzest przyjmują tysiące dorosłych i nastolatków. Powtarzającym się powodem jest to, że „wiara pozwala mi naprawdę stać się sobą”. Reportaż z Grenoble, opublikowany w grudniowym numerze „Tracce”„Kim jest dla ciebie Jezus?” To jedno z pytań, które ksiądz Christophe Rosier zadaje zawsze podczas pierwszego spotkania z osobami zbliżającymi się do Kościoła. „Jest przyjacielem, który nam pomaga”, „członkiem rodziny, który nad nami czuwa” – to niektóre z odpowiedzi. „Co wiara zmieniła w twoim życiu?” – pyta dalej ksiądz Christophe. Niektórzy mówią o swoich nawykach, ubraniach, konsumpcji; inni o tym, jak spędzają czas, odnalezionej ufności, o przyszłości. Powtarzającą się odpowiedzią jest to, że wiara „pozwala mi naprawdę stać się sobą”. Chrystus jest zatem przyjazną obecnością, dzięki której wyłania się autentyczne „ja”. Tak mówi większość młodych ludzi podczas pierwszej rozmowy z proboszczem parafii św. Józefa w Grenoble, która może stać się pierwszym krokiem do chrztu.
Znana wszystkim jako „parafia młodych”, parafia św. Józefa jest jednym z wielu miejsc we Francji, gdzie post-sekularyzowana młodzież zgłębia wiarę. „Ci młodzi ludzie w większości nie otrzymali wiary od swoich rodziców; nie urodzili się katolikami i nie mają punktów odniesienia – opowiada ksiądz Christophe – ale nie mają też uprzedzeń, i to jest pozytywne”. Drugą wspólną cechą jest to, że prawie wszyscy mają autentyczne doświadczenie duchowe. „W kościele, gdy czytają Biblię, modlą się lub przechodzą przez jakąś próbę, Pan zdaje się dawać znaki swojej obecności w postaci namacalnych łask” – mówi ksiądz Christophe, dodając trzecią wspólną cechę: zanim podejmą krok skłaniający ich do poproszenia o spotkanie, wszyscy prowadzą osobiste poszukiwania, trwające czasem latami. Czytają Biblię, zgłębiają nauczanie Kościoła i szukają, gdzie tylko mogą.
Ten proces autoformacji odbywa się częściej na TikToku niż na uniwersytetach papieskich, a we francuskojęzycznych mediach społecznościowych można spotkać chrześcijańskich influencerów wszelkiej maści. Do najpopularniejszych należą dominikanin Paul-Adrien (569 tysięcy obserwujących na YouTube), siostra Albertine Debacker (230 tysięcy na Instagramie) i tradycjonalistyczny ksiądz Matthieu Raffray (182 tysiące na Instagramie). To również są furtki dostępu. „W pokoleniu ich rodziców wielu deklarowało się jako katolicy, ale niekoniecznie spotkali Chrystusa. Tymczasem ci młodzi ludzie przede wszystkim spotykają Chrystusa, a potem jako konsekwencja przychodzi praktykowanie wiary” – mówi ksiądz Christophe. Ostatnim krokiem na osobistej drodze jest odkrycie, że nie można być chrześcijaninem samemu, lecz tylko w towarzystwie.
Kiedy decydują się zwrócić do kogoś, spotykają proboszcza i grupę wychowawców, którzy prowadzą ich drogą sakramentalną. Wśród nich są siostra Annie Devlin i siostra Antonella Piazzoli, dwie misjonarki z Bractwa św. Karola Boromeusza, które oprócz nauczania w szkołach, towarzyszą młodzieży parafialnej w ich drodze sakramentalnej i prowadzą Szkołę Wspólnoty CLU. Ta dynamika sprawiła, że odrodzenie wiary stało się statystycznie istotne i historycznie zaskakujące w królestwie sekularyzmu, gdzie ateizm jest najbardziej rozpowszechnioną religią, katolicyzm formalnie najpopularniejszą, a islam najliczniej praktykowaną. W ostatnią Wielkanoc ochrzczono 17 800 osób, licząc dorosłych i młodzież, co stanowi wzrost o 45% w porównaniu z rokiem poprzednim, który sam w sobie był znaczącym skokiem. Podobny przyrost przewidywany jest na rok 2026.
W parafii św. Józefa liczby stają się twarzami. Spotykamy młodych ludzi przed mszą św. w dni powszednie o 19:00. Juliette Oulié ma 21 lat, studiuje matematykę na Uniwersytecie w Grenoble i przyjmie chrzest w Wielkanoc. Jej rodzina nie jest katolicka; na wiarę natknęła się za pośrednictwem skautów. „Zaczęłam wprowadzać modlitwę do mojego życia podczas zbiórek – opowiada – ale to była okazjonalna okoliczność, ponieważ widywaliśmy się co trzy tygodnie, a potem na obozie letnim. Podczas wakacji modliliśmy się trzy razy dziennie i pomyślałam, że chciałabym tak żyć każdego dnia”.
Jednak codzienne życie Juliette było, jak sama to określa, „podzielone”: jej koledzy z liceum nie byli katolikami, a w domu temat ten nie był nawet poruszany. Wiara była sprawą prywatną. Trzy lata temu uczestniczyła w tygodniowych rekolekcjach w Prowansji, również ze skautami. Chodziliśmy na mszę św. każdego ranka o 6:45, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Wtedy pomyślałam sobie: «To jest moment, w którym Bóg i ja przestaniemy ze sobą rozmawiać». W rzeczywistości było odwrotnie. Dziwnie łatwo było chodzić na mszę każdego ranka; chciałam to robić, mimo że byłam zmęczona. Kiedy potem przestałam, brakowało mi tego. Wtedy zdałam sobie sprawę, że muszę wyruszyć w drogę do chrztu i sześć miesięcy temu pojawiłam się tutaj”.
Arnaud Costanziello jest jednym z weteranów grupy parafialnej. Ma 27 lat i przyjął chrzest w zeszłym roku. On również nie dorastał w środowisku katolickim, wręcz przeciwnie. „Prawie czułem nienawiść do Jezusa i Kościoła” – opowiada. W wieku 14 lat zadał sobie logiczne pytanie: „Dlaczego tak bardzo nienawidzę czegoś, co nawet nie istnieje?”. Podejmując gest będący czymś pomiędzy zaciśniętą pięścią wskazującą niebo a zakładem Pascala, postanowił przeczytać modlitwę, wkładając w to całe serce, żeby zobaczyć, co się stanie. „Pamiętam, że cała ta nienawiść do katolicyzmu jakby zniknęła; łzy napłynęły mi do oczu. Nie wiem, co się stało, ale w tamtej chwili uwolniłem się od czegoś”.
Z tym ziarnem zasianym w sercu Arnaud zaczął szukać swojego miejsca na świecie. Otaczali go przyjaciele, którzy odnosili niesamowite sukcesy w nauce i pracy, podczas gdy on z trudem zarabiał na życie jako kelner. „Nie mogłem znaleźć swojego miejsca, bo nie byłem na ich poziomie” – opowiada. Poczucie nieadekwatności w porównaniu z dominującym modelem spełnienia wpędziło go w fazę depresji. Powiedział do Boga: „Pobłogosławiłeś moim przyjaciołom, dając im ewidentnie niezwykłe zadanie. Jednak nie widzę, dokąd chcesz, żebym poszedł ja”. Wziął sobie roczny urlop, który spędził w organizacji pomagającej ubogim. „Poproszono mnie o zorganizowanie przyjęcia bożonarodzeniowego dla tych, którzy nie mieli dokąd pójść. Byłem spanikowany, ponieważ nie potrafiłem nic zrobić, ale potraktowałem swoje zadanie poważnie i zobaczyłem, że coś się wydarza. Wtedy zrozumiałem, że ja również mam talent do przebywania z ludźmi. Potem, w procesie nawrócenia, zrozumiałem coś ważniejszego: że sam fakt mojego istnienia napełnia Boga radością, niezależnie od tego, do czego jestem zdolny” – opowiada. Chrzest skłonił Arnauda do podjęcia radykalnych decyzji, takich jak odejście od dziewczyny, z którą mieszkał od dawna. „Była ateistką i sprzeciwiała się małżeństwu; nie chciała mieć dzieci. Wszystkie te sprawy szły w przeciwnym kierunku niż ja. Bardzo ją kochałem i z wielkim smutkiem powiedziałem jej, że to koniec” – mówi, zastanawiając się nad faktem, że spotkanie z Kościołem wymaga zmiany, która może kosztować poświęcenie.
Na środową mszę św. przychodzi około siedemdziesięciu młodych ludzi w wieku studenckim. Ci, którzy jeszcze nie zostali ochrzczeni, stają przed księdzem z rękami skrzyżowanymi na piersi, aby otrzymać błogosławieństwo. W zimnej, spękanej bazylice panuje atmosfera z Dziejów Apostolskich. Dywan wokół ołtarza wymaga naprawy, ale Europa jest pełna kościołów z drogocennymi marmurami, na których nikt nie klęczy. Po środowej mszy św. młodzi ludzie jedzą wspólnie kolację i uczestniczą w jakiejś propozycji kulturalnej. Parafia tętni życiem: oprócz przygotowania do sakramentów odbywają się zajęcia rekreacyjne, wakacje, zajęcia sportowe, grupy wspólnej nauki, kawiarnia i przestrzeń coworkingowa do współdzielenia pracy. Każdego tygodnia pojawia się nowa twarz. Młodzi ludzie są nie tylko odbiorcami działań duszpasterskich, ale są również za nie odpowiedzialni.
„Ludzie oczekują komunii i miejsca, w którym ta komunia może się wyrazić. Jedynie w tej komunii każdy może ofiarować się Bogu” – mówi ksiądz Emmanuel Decaux, który od 2023 roku jest wikariuszem generalnym diecezji Grenoble-Vienne. Przed objęciem tej funkcji był proboszczem parafii św. Józefa i nadzorował etap refleksji całej diecezji nad wiarygodną propozycją, jaką można przedstawić temu poszukującemu pokoleniu. „Ryzyko dla nas polega na chęci wyjaśnienia przyczyny zjawiska, które obserwujemy – wyjaśnia ksiądz Emmanuel – a chodzi o to, aby zrozumieć, dokąd zmierzamy. Mam wrażenie, że dzisiaj następuje przebudzenie wiary, ponieważ ludzie czekają na kogoś, kto weźmie ich za rękę i powie: chodźcie, idziemy. Nasza wiara nie wyjaśnia, lecz prowadzi”.
Misja sióstr św. Karola Boromeusza jest wpleciona w tkankę lokalnego Kościoła. W 2019 roku otworzyły dom w miejscowości Corenc, niedaleko miasta, które rozciąga się wzdłuż rzeki Isère, otoczonej Alpami. Ogród domu graniczy z głównym budynkiem szkoły, w której uczą siostra Mariagiulia Cremonesi, siostra Francesca Salvi, siostra Annie Devlin i siostra Antonella Piazzoli; siostra Monica Noce z kolei pracuje w szkole podstawowej i gimnazjum oraz odwiedza chorych w dużym szpitalu w Grenoble. Wszystkie angażują się w działalność lokalnego Kościoła. Pomimo tego, że jest to szkoła katolicka, państwo francuskie, które również rekrutuje i opłaca nauczycieli prywatnych szkół, dokłada wszelkich starań, aby religia nie pojawiała się w szkolnych klasach i pozwala na dyskusje o wierze tylko przed i po dzwonku. Wszystko pomiędzy to prozelityzm.
Nie przeszkadza to misjonarkom w byciu obecnością. Przede wszystkim obecnością widoczną. Noszenie habitu we Francji, która drastycznie ogranicza oznaki wiary w przestrzeni publicznej, jest znaczące i skłania do zastanowienia poszukujących. W czwartki zaproponowały wszystkim uczniom pójście na mszę św. o 12:20, a następnie zapraszają na krótki lunch przed zajęciami popołudniowymi w salonie na parterze swojego domu, miejscu zaprojektowanym tak, aby przyjąć wszystkich: parafian, uczniów, przyjaciół ze wspólnoty CL. Dziesiątki uczniów uczestniczą we mszy św., ale nie wszyscy są katolikami. Niektórzy przychodzą tylko dlatego, że zostali zaproszeni, inni z ciekawości. Niektórzy, ponieważ mają w sercu coś, co jeszcze nie zostało nazwane. Po mszy jedna z uczennic nie chciała zostać na lunchu; przyszła pierwszy raz, nie znała dobrze pozostałych uczniów i czuła się zakłopotana. Siostra Francesca, nalegając niezwykle delikatnie, zaprosiła ją do pozostania. Podczas rozmowy przy stole zwierzyła się, że narasta w niej pragnienie chrztu, ale nikomu jeszcze o tym nie powiedziała.
Wśród przyjaciół misjonarek jest ksiądz Roch-Marie Cognet, 41-letni kapłan i wikariusz parafii Notre-Dame de Vouise, w innym regionie diecezji. On również jest świadkiem fermentu skłaniającego młodych ludzi do zainteresowania się wiarą. W tym regionie „dziadkowie byli katolikami, rodzice nie praktykują, dzieci nie wiedzą, kim są – mówi ksiądz Roch-Marie – i dlatego pytania o wiarę są punktem wyjścia, a na pewno nie punktem docelowym, ponieważ nawet osoby z kulturowym zakorzenieniem w chrześcijaństwie muszą odbudować uczuciową relację z Bogiem”.
W parafialnych zajęciach uczestniczy około 150 młodych ludzi, a ksiądz Roch-Marie jest niestrudzoną siłą napędową inicjatyw, od pielgrzymek na rowerach górskich – których spotyka mnóstwo w środowisku pełnym entuzjastów sportu – po dni spędzane na nartach. Jego podejście odzwierciedla obserwację związaną z pewną intelektualną lub spirytualistyczną pokusą we francuskim chrześcijaństwie: „Tutaj wiara musi przejść z głowy do serca. Droga towarzyszenia do chrztu, którą tak wielu rozpoczyna, jest niewiarygodną łaską – wyjaśnia ksiądz Roch-Marie – ale staramy się przekazać, że treść sakramentu objawia się w życiu chrześcijańskim. Przyjaźń z Bogiem wymaga czasu, przestrzeni i współdzielenia”. W zeszłym roku w jego parafii ochrzczono 120 osób, w tym sześciu dorosłych i pięciu uczniów szkół średnich. Jeden dorosły potajemnie nawrócił się z islamu.
CZYTAKJ TAKŻE: Ksiądz prałat Catta: „Wszystko jest zasługą Łaski”
„Stoimy w obliczu czegoś, co jest wyłącznie dziełem Pana – mówi Mirco Iadarola, odpowiedzialny za CL we Francji – i to rodzi w nas pytanie o to, jak towarzyszyć tym naszym braciom i siostrom. Po doświadczeniu katechumenatu, w którym są oni prowadzeni krok po kroku, mogą czuć się zagubieni w wielkiej magmie zwyczajnego życia chrześcijańskiego. Pochodzący z Bergamo Iadarola mieszka we Francji od ponad trzydziestu lat i kieruje ośrodkiem kulturalnym Parvis Part-Dieu w diecezji Lyon, uprzywilejowanym punktem obserwacji przebudzenia wiary. To również wielkie wyzwanie dla Ruchu: „My, którzy żyjemy tak silnym wymiarem wspólnotowym, jesteśmy zaproszeni, tak sądzę, do odnowienia naszego misyjnego zapału – mówi Iadarola. – Możemy jedynie oddać się na służbę temu, co dzieje się poprzez dzieło Kogoś Innego”.
#Ślady