Nawet ulice w Iranie były podzielone między tych, którzy świętowali, a tych, którzy upamiętniali śmierć Chameneiego (©Mohsen Khorrampour /Unsplash)

Iran. Zapomniana dyplomacja i apel papieża

Eskalacja na Bliskim Wschodzie: jawne łamanie międzynarodowych zasad grozi zaostrzeniem konfliktu i globalną destabilizacją. Analiza Claudio Fontany (Oasis)
Maria Acqua Simi

Nowa wojna wstrząsa Bliskim Wschodem i nie tylko. Po tygodniach negocjacji, które zdaniem omańskich mediatorów zdawały się mieć pomyślny przebieg, w sobotę Izrael i Stany Zjednoczone zaatakowały Teheran, dokonując dekapitacji irańskich przywódców. Zginęli Ajatollah Ali Chamenei, Najwyższy Przywódca Iranu, oraz dowódca Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Mohammad Pakpour wraz z innymi ważnymi osobistościami Republiki Islamskiej. Ta zakrojona na szeroką skalę operacja wywołała gwałtowną reakcję Iranu. Papież Leon XIV zabrał publicznie głos, wzywając do zaprzestania przemocy i przywołując wartość dyplomacji i dialogu jako jedynej drogi do pokoju. Poprosiliśmy Claudio Fontanę, badacza z Fundacji Oasis, aby pomógł nam zrozumieć to, co się dzieje.

Świat ponownie obudził się pośród wojny. Co się dzieje?
Atak nastąpił około godziny 10:00, co jest istotne, ponieważ tego typu operacje zazwyczaj rozpoczynają się w nocy. Deklarowany cel Izraela i Waszyngtonu jest jeden: zmiana reżimu. Tyle że w Iranie instytucje i cały system są zaprojektowane tak, aby przetrwać taką ewentualność. Dowodem na to jest niezwykle szybka reakcja Iranu, która nie zwolniła tempa pomimo zamachu na przywódcę: centra dowodzenia działają.

Jak ukierunkowuje się irańska odpowiedź?
Ku Izraelowi i amerykańskim bazom wojskowym w regionie, z pewnością, ale także w kierunku krajów Zatoki Perskiej: Emiratów Arabskich, Kataru, Bahrajnu, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, a nawet Omanu. Powoduje to znaczne szkody gospodarcze nie tylko dla nich, ale i dla światowej gospodarki. Ceny ropy naftowej już znacząco wzrosły i prawdopodobnie będą nadal rosły w nadchodzących dniach. Iran kontroluje Cieśninę Ormuz, przez którą przepływa około 20% światowego tranzytu węglowodorów. Groźba Iranu, że ją zamknie i zaatakuje tankowce, wystarczyła, by przekonać armatorów i ubezpieczycieli do zaprzestania przepraw. Koszty ubezpieczenia towarów są zbyt wysokie. Taka decyzja nie była jednak czymś oczywistym dla Irańczyków i pokazuje powagę sytuacji. Jest to wybór, który szkodzi samemu Teheranowi, zważywszy na to, że uderza gospodarczo w Chiny, jeden z niewielu krajów, które nadal utrzymują pozytywne stosunki z Iranem.

Czy zatem cel zmiany reżimu został osiągnięty?
System irański, jak już wspomniałem, od lat przygotowywał się na śmierć Najwyższego Przywódcy, zresztą Chamenei miał 86 lat i od dłuższego czasu chorował. Prasa zachodnia położyła nacisk na przejawy radości z powodu śmierci ajatollaha i z pewnością nie możemy zapomnieć o tysiącach irańskich demonstrantów zmasakrowanych przez reżim zaledwie kilka tygodni temu. Prawdą jest jednak również to, że tysiące ludzi w całym kraju organizują uroczystości upamiętniające jego osobę. Nie można powiedzieć, że całe społeczeństwo irańskie jest gotowe zrezygnować z Republiki Islamskiej – wielu jest gotowych walczyć o jej przetrwanie. Co więcej, wszyscy badacze i analitycy wyjaśniają, że zmiany reżimu nie da się osiągnąć wyłącznie za pomocą nalotów.

Dlaczego zatem Stany Zjednoczone i Izrael podjęły się tego przedsięwzięcia?
Możemy postawić hipotezę, że Waszyngton – a zwłaszcza Tel Awiw – być może nie dążą do prawdziwej zmiany, lecz do upadku reżimu: próżni władzy, która przekształciłaby Iran w czarną dziurę niestabilności, zmuszając państwa regionu do skupienia się na powstrzymywaniu. Główną korzyść odniósłby Izrael, który cieszyłby się większą swobodą działania w regionie. Wzmocniłoby to również więzi między Izraelem, Stanami Zjednoczonymi i krajami Zatoki Perskiej, które mogłyby dążyć do zacieśnienia współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa.

Wiemy jednak, że Iran z czasem stworzył system milicji i ugrupowań terrorystycznych, które stanowią jego zbrojne skrzydło w krajach takich jak Liban, Irak, Syria i Jemen, a nawet w tak odległych miejscach jak Strefa Gazy. Jak postępują te działania i jakie jest ryzyko rozszerzenia się konfliktu?
Iran wie, że nie może wygrać militarnie z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi. Może jednak przedłużyć konflikt, zwiększając polityczne i ekonomiczne koszty wojny, licząc na to, że z czasem Amerykanie i ich sojusznicy się zmęczą. W Teheranie wiedzą, że zbliżają się wybory parlamentarne. Oprócz użycia pocisków rakietowych i dronów, ważną rolę mogą odegrać regionalne milicje. Przykład? Hezbollah, libański ruch szyicki powiązany z Teheranem, włączył się do walki w ostatnich godzinach. Liban, kraj już i tak bardzo cierpiący, jest teraz wciągany w kolejny, bardzo poważny kryzys. Huti w Jemenie mogliby wznowić ataki na Morzu Czerwonym: doszłoby do jednoczesnej blokady Cieśniny Ormuz i cieśniny Bab al-Mandab, co również wywołałoby kryzys w Egipcie, blokując ruch w Kanale Sueskim.

A Europa?
To operacja dowodzona przez Izrael i Amerykę. W przeciwieństwie do tego, co wydarzyło się w Iraku w 2003 roku czy w Libii, Stany Zjednoczone nie zabiegały o aktywne zaangażowanie swoich europejskich sojuszników i jest jasne, że Europa znajduje się teraz w podporządkowanej pozycji. Nie jest jednak jasne, jak zareaguje. Z pewnością niektóre kraje, takie jak Francja i Wielka Brytania, podejmują działania, biorąc pod uwagę na przykład atak na bazę RAF na Cyprze.

Co więc jest stawką?
Przyszłość Bliskiego Wschodu jest zagrożona, ale reperkusje będą jeszcze bardziej dalekosiężne. Republika Islamska wyrządziła regionowi ogromne szkody, ale zastąpienie jej sytuacją całkowitej niestabilności lub niedokończona zmiana reżimu mogą doprowadzić do jeszcze gorszego scenariusza. W perspektywie grozi to przerodzeniem się w przedłużający się konflikt o nieprzewidywalnych skutkach, w którym pokusa polegania wyłącznie na sile grozi zupełnym zaniechaniem działań dyplomatycznych, które papież wciąż wskazuje jako jedyną realistyczną drogę do pokoju.

Czy niemożliwe są pozytywne implikacje tej sytuacji?
Z pewnością nie możemy ograniczać Opatrzności. Nie ma wątpliwości, że wielu Irańczyków marzy o bardziej wolnym kraju, w którym nie będą poddawani niepokojącej dyskrecjonalności rządzących. Jednak obecnie, w oparciu o posiadane dowody, trudno sobie wyobrazić pojawienie się postaci niezwiązanej z reżimem, która byłaby w stanie poprowadzić kraj ku stabilizacji.

Czy prawo międzynarodowe posiada jeszcze jakąkolwiek wiarygodność?
Mamy do czynienia z zamachem na głowę państwa. Nawet jeśli Chamenei był brutalnym dyktatorem, stanowi to jawne naruszenie prawa międzynarodowego. Wydaje się jednak, że nikogo to nie obchodzi, a to chyba najbardziej niepokojący znak. Obecnie na świecie rządzi prawo najsilniejszego. Nawet ci, którzy wielokrotnie podkreślali wartość prawa międzynarodowego, teraz o nim zapominają, kierując się politycznymi korzyściami. Można by zaprotestować, twierdząc, że prawo międzynarodowe zawsze było wyrazem interesów najsilniejszych. To po części prawda. Po drugiej wojnie światowej struktura ONZ odzwierciedlała równowagę sił i interesy zwycięskich państw. To jest fakt historyczny. W każdym razie przez lata prawo międzynarodowe zawsze odgrywało ważną rolę: nakładało polityczne koszty na tych, którzy je łamali. Dlatego za każdym razem, gdy dochodziło do jego naruszenia, ci, którzy się tego dopuszczali, odczuwali potrzebę wyjaśnienia światu, dlaczego przekraczają pewną granicę. Dziś wydaje się, że nikt się tym nie przejmuje. Nie podejmuje się nawet próby znalezienia narracji, która uznałaby użycie siły za akceptowalne. To bardzo niepokojący skok jakościowy.

CZYTAJ TAKŻE: Kard. Vesco. „Szukamy jedynego, który zbawia”

Papież zaapelował do dyplomacji i odpowiedzialności moralnej. Kto jednak może go posłuchać?
Przede wszystkim każdy z nas. W pierwszej kolejności odpowiedzialność jest osobista: nie stać się zwolennikiem, nie przypisywać różnej wartości życiu osoby, która ginie na wojnie, w zależności od tego, po której stronie się opowiada. Ochrona nieocenionej wartości każdego życia to pierwszy krok. Z tego może zrodzić się również konkretne zaangażowanie kulturowe i obywatelskie. Z perspektywy politycznej jest jeden podmiot, który bardziej niż inni powinien zwrócić uwagę na te słowa: Europa. Historycznie Unia Europejska narodziła się jako alternatywa dla wojny. Oczywiście z czasem stopniowo wyrzekła się swojego powołania, doprowadzając do podporządkowania i niezdolności do politycznego wpływania na innych. Nadzieja – prawdopodobnie płonna – polega na tym, że ktoś zechce wziąć na siebie tę odpowiedzialność.