(©Max Wolfs/Unsplash)

„Nie dziecko porzucenia, lecz nieskończonej preferencji”

Spotkanie z Ruchem za pośrednictwem adopcyjnych rodziców i przyjaciela, który zmarł przedwcześnie. A potem życie zaczęło się od nowa, na uniwersytecie, dzięki innym przyjaciołom

Urodziłem się w Rosji. W wieku trzech i pół roku zostałem adoptowany wraz z bratem Nikołajem i przyjechałem do Włoch. Zawsze odczuwałem silne pragnienie bycia preferowanym, być może właśnie z powodu tej preferencji, której nie czułem, gdy się urodziłem. Dzięki moim adopcyjnym rodzicom, Davide i Danieli, spotkałem Ruch, który po wielu latach zacząłem postrzegać jako dom i miejsce, w którym nawet ktoś taki jak ja mógł czuć się preferowany i chciany.

Moja prawdziwa relacja z Ruchem rozpoczęła się jednak wiele lat temu od spotkania z Memor Domini o imieniu Renè, z którym rozpocząłem tę wspaniałą drogę. Z Renè życie było piękne, a ja byłem ogarniany spojrzeniem taki, jaki byłem, ze wszystkimi moimi ograniczeniami, i pomimo nich kochany. Często zastanawiałem się, co łączy nastolatka i sześćdziesięciolatka, ale mimo że nie znalazłem odpowiedzi, nie mogłem zostawić tego człowieka, który znał mnie lepiej niż ja sam siebie.

Pewnego dnia w 2019 roku Renè zmarł nagle, gdy byliśmy razem w domu. To było jak utrata ojca, mogłem tylko patrzeć. Poczucie porzucenia powróciło, tym razem spotęgowane poczuciem bezradności. Im bardziej odczuwałem to porzucenie, tym bardziej pogłębiała się rana, która krzyczała o pragnieniu bycia kochanym i na nowo preferowanym. Im więcej czasu mijało, tym bardziej byłem porzucany przez świat, który mnie nie chciał, który dostrzegał tylko moje ograniczenia i wady, i zastanawiałem się, jak to możliwe, że Bóg mógł mnie aż tak nie kochać, że umieścił w moim sercu tak wielkie pragnienie, a potem o nim zapomniał, jak rolnik, który obsieje swoje pole, a potem go nie podlewa.

Byłem zły. Czułem, jak w moim sercu płonie ogromne pytanie, pytanie tak wielkie, że nie dawało mi spokoju nawet na chwilę, ale ja nie chciałem tego pytania.

Zostawiłem na jakiś czas Ruch, bo myślałem, że jeśli ten, który wskazał mi tę drogę, mógł umrzeć w tak okrutny sposób, to sam sens Ruchu również umrze. Jednak po kilku miesiącach byłem jeszcze bardziej samotny, a rana tylko się pogłębiła, tak jak moja samotność, w której sam siebie pogrążałem.

Wciąż miałem jeszcze nielicznych przyjaciół, którzy podążali za GS, i zacząłem się zastanawiać, czy mógłbym zacząć z nimi od nowa, ale natychmiast przestraszyłem się tego, jakby zareagowali. Zostawiłem ich bez słowa; pomyślałem, że nie zasługuję już na taką przyjaźń. Cudownie było zatem odkryć, że niektórzy przyjaciele czekali tam na mnie.

Następnie życie zaczęło się od nowa na uniwersytecie, gdzie to pragnienie zostało przyjęte i pielęgnowane jak małe ziarenko. Im bardziej rosło, tym większe były pytania, a im więcej przyjaciół spotykałem po drodze, tym większa była rana. Wciąż paliła, mocniej niż wcześniej, ale już nie ścierała się z moim życiem i chciałem go wciąż coraz bardziej. W końcu byłem kochany, a im bardziej pragnąłem tego życia, tym bardziej czułem się chciany, tak jak w przypadku wyjątkowo silnej więzi, którą im mocniej zaciskałem, tym bardziej mnie przyciągała i nigdy mnie nie opuszczała.

Podczas studiów mogłem dostrzec żywą obecność Chrystusa w niektórych twarzach, które mi towarzyszyły. Wraz z upływem miesięcy i rozwojem tego życia zacząłem przeczuwać coś bardzo ważnego: w końcu zrozumiałem, że moje życie nie jest porzuceniem, ale oczekiwaniem. Nieskończonym oczekiwaniem Tego, który był spragniony mojego życia i który po każdym porzuceniu był tam, czekając na mnie i pocieszając to serce, które było tak zmęczone, ale nie mogło przestać szukać.

CZYTAJ TAKŻE: Znak dla ludzi wokół nas

W końcu odkryłem nie tylko to, że byłem oczekiwany, ale także to, że byłem preferowany. Mówię to w odniesieniu do śmierci Renè w tych bardzo trudnych i realnych okolicznościach. Długo wierzyłem, że jestem karany, że nadeszła moja kolej, by doświadczyć tego okrutnego widoku śmierci. Dopiero niedawno zrozumiałem, że jestem preferowany nawet w śmierci, ponieważ otrzymałem dar ujrzenia spełnienia obietnicy Chrystusa – przyjaźni, która jest większa niż cokolwiek innego, nawet od samej śmierci. Chrystus był moim przyjacielem zarówno w życiu, jak i w śmierci Renè. Czekałem na miłość rodziców, a przybyli Davide i Daniela. Czekałem na przyjaciół i spotkałem ich w drodze. Czekałem na towarzysza życia i spotkałem Chrystusa.

Byłem coraz bardziej oczekiwany i coraz częściej pojawiał się ktoś, kto bezgranicznie mnie preferował. Zrozumiałem, że nie jestem dzieckiem porzucenia, ale dzieckiem obietnicy, która ciągnie mnie ku nieskończoności.

Yuri, Mediolan