Pielgrzymka do Częstochowy 2019. Trud drogi i fajerwerki

Co takiego jest między pielgrzymami, że chciał do nich przylgnąć? Co się zmieniło, że nie obawiał się już o sprawy zawodowe? I o tym kiedy możliwe jest budzenie serca opowiada jeden z pielgrzymów

W tegorocznej pielgrzymce ruchu Komunia i Wyzwolenie wzięło udział ponad 900 osób: młodzież z Włoch, Hiszpanii, Niemiec, Holandii, Szwajcarii, Czech, USA oraz grupa z Polski. Pielgrzymka rozpoczęła się dwudniowym pobytem w Krakowie, gdzie oprócz zwiedzania odbyło się wprowadzenie księdza Elii (odpowiedzialnego za pielgrzymkę), wieczór międzynarodowy ze śpiewami oraz świadectwo Polaków o tym, dlaczego pielgrzymujemy do Częstochowy. Ważnym momentem było świadectwo Davida, w którym próbował odpowiedzieć na pytanie: „Jaki wpływ na moje życie ma Ruch?”. David pokazał, jak zmieniła się jego postawa wobec życia w ciągu ostatnich dwóch lat, jak ważne jest zaangażowanie w okoliczności życia, które pozwalają wyruszyć człowiekowi w pełną pasji drogę.

Nie miałem ochoty iść na pielgrzymkę, ale kilkakrotne pytanie księdza Jurka o to, kto jest gotowy pójść z młodymi, postawiło mnie wobec potrzeby, na którą postanowiliśmy z Basią odpowiedzieć. Mieliśmy świadomość, że jest to potrzeba, którą stawia wobec nas Pan. Nie spodziewałem się fajerwerków, a jedynie trudu drogi. Okazało się, że nie zabrakło ani jednego, ani drugiego. Decydujące były pierwsze 24 godziny pielgrzymowania. Zostałem ogołocony ze wszystkiego, co do tej pory było standardem życia. Warunki sanitarne okazały się dla mnie trudniejsze do zaakceptowania, niż się tego spodziewałem (np. prysznic przy cmentarzu odbywający się przy pomocy dwóch butelek po coli). Ponadto pogubiłem części namiotu, przez co musiałem spać w cudzym namiocie, na dodatek na kępie trawy. Pobudka też nie należała do ulubionych momentów dnia: szybkie pakowanie namiotu, brak śniadania (dopiero o godzinie 10 na pierwszym postoju).

Wobec tego wszystkiego, stojąc na środka pola namiotowego, wykrzyczałem pytanie: co ja tutaj robię? I zdumiała mnie natychmiastowa odpowiedź: chcę iść dalej z tymi ludźmi! Ponieważ jest tutaj coś nieusuwalnego, jest coś, co sprawia, że nie chcę, żeby to pielgrzymowanie zakończyło się pomimo wszystkich niedogodności. Nie dominowała we mnie potrzeba dotarcia do Częstochowy, ale potrzeba przylgnięcia do tego miejsca, do tych twarzy, żeby to trwało, nie kończyło się. Co takiego jest między tymi pielgrzymami, że chcę do nich przylgnąć? – nie chciałem na to pytanie odpowiedzieć po prostu: Jezus Chrystus (to byłby jakiś niezrozumiały przeskok), chciałem doświadczyć czegoś, dzięki czemu z całą pewnością mógłbym stwierdzić: to jest Pan!



Pytanie, które nosiłem w sobie, znalazło odpowiedź podczas dalszej wędrówki. Widziałem, jak pielgrzymi się zmieniają. Szczególnie wzruszyła mnie pewna dziewczyna przeżywająca trud związany z miejscem, w którym mieszka, nie widziała nic pozytywnego. Po przejściu całej drogi powiedziała: „To, co mi się wydarzyło na pielgrzymce, jest możliwe również w domu”. Co za przemiana! Ale to, co się dokonało w jej sercu, ta nowa nadzieja, nie jest wynikiem ludzkich wysiłków, tylko On potrafi tak przemienić spojrzenie człowieka. Stojąc wobec tej dziewczyny, musiałem powiedzieć: „Jezu Chryste, to Ty jesteś pośród nas, bo ja nie jestem zdolny zmienić ludzkiego serca”. Ta przemiana dokonała się również we mnie. W trakcie pielgrzymowania odebrałem telefon z pracy z wiadomością, że mogę utracić pewien firmowy projekt, który prowadziłem. To była i dalej jest ważna dla mnie sprawa zawodowa. Kiedy się o tym dowiedziałem na pielgrzymce, przez ułamek sekundy poczułem lęk. I byłem tym zaskoczony: dlaczego się bałem? Pomyślałem, że dlatego, iż uważam tę sprawę tylko za moją. Opowiedziałem o tym koleżance i usłyszałem krótkie stwierdzenie: lękasz się, bo uważasz, że to jest wyłącznie twoje i nie dopuszczasz do tego Chrystusa. Ta świadomość była dla mnie nowym początkiem. Od tego momentu patrzę na to, co się wydarza, z tej perspektywy: chcę zobaczyć, czego chce Chrystus. Jest we mnie ciekawość: w jaki sposób, Panie, objawisz się w tym projekcie? Sytuacja do tej pory się nie zmieniła, ale zmieniłem się ja. I taka zmiana, takie budzenie serca jest możliwe tylko w relacji z Chrystusem.

Droga była piękna, w tym towarzystwie, z takim prowadzeniem księdza Elii, który nie przysłaniał Chrystusa, a jedynie wskazywał na Niego. I ktoś powiedział, że pielgrzymka to ruch CL w pigułce. Potwierdzam i zachęcam wszystkich młodych do tej drogi, można zakochać się w Ruchu.

Jarek, Kraków