Pielgrzymka do Częstochowy 2019. Co znaczy służyć?

Hipotezy robocze i piękno propozycji. A także wychodzenie z „własnej strefy komfortu” i zanurzenie się w rzeczywistości

W tym roku po raz kolejny dane mi było uczestniczyć w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. Ostatni raz brałam w niej udział 6 lat temu i wydawało mi się, że pod kątem organizacyjnym czy nawet oczekiwań „co do efektu” wiem wszystko. Więc po co iść? Czy tylko dlatego, że mam czas i potrzebny jest tłumacz? W obliczu trudu takie argumenty są niewystarczające. Na pielgrzymkę, oprócz worka intencji, zabrałam także „hipotezę roboczą” do podjęcia w drodze – co znaczy służyć? Co oznacza mówić „tak” w napotkanych okolicznościach? Hipotezę – bo jakaś wizja odpowiedzi już się klarowała.



Pierwsze odkrycia pojawiły się, zanim pielgrzymka wyruszyła, jeszcze na etapie przygotowań – liczna korespondencja związana z tłumaczeniami, z tekstami, z przygotowywanym spotkaniem świadectw. W obliczu tych wyzwań, choć przeważało bezwarunkowe „tak”, pojawiały się także moje „ale”. Potrzeba było czasu, by zobaczyć, jak „ale” pokonywane jest przez piękno propozycji, ale też jak bardzo w tym „ale” rozgrywała się walka między „moją wolą” a „niech mi się stanie według twego słowa”.

Co oznacza służyć? To przedkładać potrzebę drugiego ponad własną wygodę, własną koncepcję czasu i przestrzeni. To jest ta sama walka co wcześniej. Podczas pielgrzymki doświadczyłam przede wszystkim, iż tylko wyjście z „własnej strefy komfortu” i zanurzenie się w rzeczywistości (takiej jaka ona jest, a nie jaką bym chciała, aby była) pozwala dostrzec potrzebę drugiego i bezwarunkowo na nią odpowiedzieć, a owoc jest stukrotny (jest czymś więcej, niż się oczekuje). W czasie pielgrzymowania doświadczyłam, iż mówiąc „tak”, staję się narzędziem Pana Boga, który nie gorszy się moimi ułomnościami i niedoskonałościami, ale przekracza je, by objawić swoją obecność i swoją miłość.

Anna, Kraków