©Unsplash/Marina Zvada

Współczynnik urodzeń. „Narodziny są wydarzeniem politycznym”

Ochrona współczynnika urodzeń jest jednym z najpilniejszych wyzwań dla kultury i przyszłości cywilizacji (z wrześniowych „Tracce”)
Sante Maletta*

*Adiunkt filozofii politycznej na Uniwersytecie w Bergamo

Każda refleksja nad narodzinami musi zaczynać się od faktu, któremu zaprzeczenie byłoby nierozumne: ten, kto się rodzi, nie stoi u swoich początków. Nikt nas nie pytał, czy chcemy istnieć, kiedy i gdzie się urodzić; nikt nie wybierał sobie rodziców i członków rodziny ani własnego dziedzictwa genetycznego, ze wszystkim, co się z tym wiąże.

W społeczeństwie, które czyni wolność wyboru podstawowym kryterium tego, co słuszne i niesłuszne, może to być uciążliwe i niepokojące. Współczesny człowiek zdaje się być coraz bardziej zawładnięty przez swego rodzaju bunt przeciwko własnej kondycji ludzkiej, przeciwko temu, co wydaje się „naturalne”, dane, niewybrane. Ciało jest często traktowane jako coś, co można dowolnie modyfikować za pomocą chirurgii plastycznej lub terapii hormonalnej, coś, co można dostosować do naszych pragnień lub udoskonalić, aby poprawić jego funkcjonowanie i wygląd. Chcemy stać się produktem samych siebie, coraz bardziej „naprawialnym” i dającym się udoskonalić, niczym nasze produkty technologiczne.

Dzięki rozwojowi genetyki i biologii molekularnej przekroczyliśmy próg ludzkiej reprodukcji. Sztuczne zapłodnienie pozwala na tworzenie gamet i innego materiału genetycznego z obietnicą wyeliminowania „wad” generacji i uzyskania „produktów” spełniających wymagania coraz bardziej kapryśnego i lukratywnego rynku noworodków.

Co jednak jest tak przerażającego w generowaniu? Chodzi o to, co jest nieprzewidywalne w każdych narodzinach jako takich. Noworodek jest wyjątkową i niepowtarzalną istotą ludzką, która wnosi do świata radykalną nowość. Narodzin nie da się przewidzieć; to wydarzenie w najgłębszym tego słowa znaczeniu i zawsze jest jedyne w swoim rodzaju. Dlatego najbardziej bezpośrednią i naturalną reakcją na narodziny noworodka, nawet dla rodziców, jest zaciekawienie, jak on wygląda i do kogo jest podobny.

Jest jednak coś więcej. Każdy nowy człowiek wnosi na świat samą zasadę nowości, czyli zdolność do inicjowania czegoś. Innymi słowy, każdy człowiek nosi w sobie przez całe życie zdolność do działania, niezależnie od tego, czy ją wciela w życie, czy nie. Ludzie są istotami zaskakującymi, w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Historii nie da się sprowadzić do nieskończonego i złożonego ciągu przyczyn i skutków; ludzkie działania rzeczywiście mogą na nią wpływać i zmieniać jej bieg.

Jeśli jednak wraz z narodzinami każdego człowieka wkracza w świat zdolność do działania, oznacza to, że ma ona nieunikniony wymiar publiczny. Co więcej, ponieważ działanie jest aktem politycznym par excellence, można powiedzieć, że narodziny są wydarzeniem politycznym.

Ponadto przychodząc na świat, każdy noworodek, jako dziecko, staje się częścią sieci relacji, wspólnego świata. Oznacza to, że istnieją matki, ojcowie, siostry, bracia itd. Jest to sieć przeznaczona do rozszerzania się na rozleglejszą wspólnotę społeczną sąsiadów, kolegów, przyjaciół i współobywateli. Świat ludzki składa się z niezliczonych, unikalnych i niepowtarzalnych jednostek; jest to świat pluralistyczny. Jednakże jednostki te są do siebie podobne; wszystkie są istotami ludzkimi, które mogą rozpoznać się nawzajem w swojej równej godności, właśnie ze względu na wspólne pochodzenie.

To właśnie ta równość w odmienności nadaje sens działaniu, któremu zawsze towarzyszy komunikowanie siebie i dialog na temat tego, co dobre i sprawiedliwe.

I właśnie w ten sposób każdy człowiek uczy się poznawać swoją tożsamość, to znaczy egzystując w świecie stanowionym przez rzeczy i słowa innych. Sens mojego życia może w istocie objawić się z pewną niestabilną jednością i stałością jedynie w tym, co inni mówią i opowiadają o mnie. Ta dziwna dynamika, która rozciąga się aż po śmierć i nawet dalej, wymyka się zatem kontroli i manipulacji jednostki, która mówiąc i działając, dostarcza innym materiału do mówienia i opowiadania. Nikt nie jest autorem własnego życia, ponieważ nie kontroluje jego znaczenia.

Narodziny są zatem dziwnym wydarzeniem. Choć każdy człowiek jest zależny od tego naturalnego wydarzenia, w chwili jego wystąpienia wkracza on w preegzystujący świat złożony z rzeczy i sieci relacji – czyli kultury. Narodziny są niczym „linia uskoku”, która jednocześnie odróżnia i łączy naturę i kulturę. Wprowadzając zdolność do rozpoczęcia czegoś nowego, narodziny towarzyszą człowiekowi przez całe jego istnienie.

Dotyczy to szczególnie tych czynów, które mogą uleczyć i ocalić zranioną ludzkość. Hannah Arendt nauczyła nas postrzegać właśnie w tych kategoriach takie działania, jak obietnica i przebaczenie. Dzięki obietnicy, która jest podstawą małżeństw i sojuszy, ludzie są w stanie nawiązywać nowe relacje między sobą, zmniejszając w ten sposób konflikty i nadając stabilny, choć kruchy, kształt ludzkiemu światu. Wraz z przebaczeniem dąży się do uzdrowienia zranionych relacji, uwalniając winną stronę od identyfikacji z winą i kładąc kres waśniom, które przekształciłyby ludzkie relacje w niekończący się ciąg działań i reakcji. W ten sposób działania ocalają i odnawiają świat. Nie ma form ludzkiego życia, nawet najprostszych, które nie obejmowałyby rytuałów związanych z obietnicą i przebaczeniem. I wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak bardzo nasz świat, tak pokawałkowany i pełen konfliktów, ich potrzebuje.

Aby narodziny mogły w pełni ukazać swój potencjał w budowaniu ludzkiego świata, nie możemy zrezygnować z postrzegania ludzi jako stworzeń. Jest to kluczowy punkt dla współczesnej kultury, fundamentalny wybór, od którego zależy wszystko inne, niezależnie od odmiennych przekonań filozoficznych czy wyznań religijnych. Nie chodzi tylko o podkreślenie iluzji, że ludzie sami mogą siebie stworzyć, i potępienie jej zgubnych konsekwencji moralnych i politycznych. Chodzi o pojmowanie istnienia jako daru, który jesteśmy powołani pielęgnować i czynić owocnym, nawet jeśli nie wiemy, skąd ani od kogo pochodzi.

Jeśli jednak istnienie jest darem, fundamentalną, właściwą postawą jest postawa wdzięczności. Wrodzony zachwyt istnieniem zawsze był uznawany w naszej kulturze za intelektualne i emocjonalne doświadczenie, pobudzające dociekania filozoficzne i naukowe. Jest to jednak również postawa, która predysponuje nas do autentycznej relacji z samym sobą i z innymi ludźmi, w ramach wielości tożsamości i różnic, możliwej dzięki wspólnemu pochodzeniu – Stwórcy, który dla jednych ma twarz, podczas gdy dla innych pozostaje zagadką.

CZYTAJ TAKŻE: Paradoks rodziny. Uszczęśliwia, ale wyszła z mody

Ostatecznie nie chodzi o ucieczkę od kondycji ludzkiej, jak chcieliby współcześni transhumaniści, lecz o życie, wychodząc od możliwości, jakie ona otwiera, działając w sposób, który chroni i odnawia świat – świat, który jest nasz, jedyny, jaki mamy i który kochamy. Współczynnik urodzeń, jako fundamentalny czynnik kondycji ludzkiej, jest dziś kwestią, wokół której toczy się najbardziej decydująca bitwa o ludzkość, bitwa, która musi również ukierunkowywać orientacje kulturowe i wybory polityczne. Choć może się to wydawać paradoksalne, ochrona kondycji ludzkiej i obrona współczynnika urodzeń, dalekie od posunięcia reakcyjnego, wydają się dziś najbardziej „postępowym” działaniem, ponieważ chronią zasadę każdego nowego początku.