
Odważna sztuka Mastrovito
Kreatywność pcha go ku najwyższej wieży bazyliki Sagrada Família, a kibicowanie Atalancie sprowadza go na ziemię za sprawą poczucia przynależności. Spotkanie z mało ortodoksyjnym geniuszem. Z lipcowo-sierpniowych „Tracce”*Dziennikarz, krytyk sztuki i założyciel Stowarzyszenia Giovanniego Testoriego
Dwa główne punkty świata Andrei Mastrovito to 172-metrowa wieża Jezusa Chrystusa bazyliki Sagrada Família oraz trybuny północnego sektora stadionu w Bergamo, gdzie gra Atalanta. Wspiął się na najwyższą iglicę katedry Antoniego Gaudiego, aby umieścić tam swojego Agnus Dei, rzeźbę, którą stworzył po wygraniu międzynarodowego konkursu. Jeśli chodzi o Atalantę, to bardziej niż pasja jest to prawdziwa wiara, której poświęcił wiele twórczej energii, tworząc zachwycające choreografie dla zorganizowanych kibiców. Oto Mastrovito, można go lubić albo nie: o ile sztuka popycha go ku wzniosłym, teraz już globalnym horyzontom, tak piłka nożna sprowadza go z powrotem na ziemię, ku konkretnemu horyzontowi przynależności.
Z tym kulturowo nieortodoksyjnym tłem tożsamości Mastrovito, jak żaden inny artysta swojego pokolenia, w ostatnich latach otrzymywał liczne zlecenia od Kościoła. Ważne i wymagające zlecenia, za każdym razem podejmowane z pomysłowością i urzekającą hojnością. Weźmy jeden przykład: w 2014 roku poproszono go o zaprojektowanie dzieł, które miały znaleźć się w absydzie kościoła nowego szpitala w Bergamo. Odpowiedział na to wezwanie, tworząc „niemożliwe” dzieło: gigantyczne szklane panele ułożone na wielu poziomach, pomalowane starożytną techniką grisaille. W centrum Ukrzyżowanie; po prawej Maryja z pobożnymi kobietami po swojej lewej stronie, podtrzymywana przez papieża Jana XXIII, któremu kościół został poświęcony. Kawałeczki dmuchanego szkła, zamiast być spojone ołowiem, jak w dawnych witrażach, są połączone drobnymi stalowymi elementami, które są niewidoczne.
Artystyczna śmiałość tego dzieła wciąż porusza mnóstwo osób, które przychodzą modlić się w tym kościele, dźwigając ciężar swoich nadziei i obaw. Byłoby to jednak niemożliwe bez kunsztu pracowni szklarskiej, pracowni Lino Reduzziego, tej samej, która umożliwiła realizację równie złożonego projektu Agnus Dei dla bazyliki Sagrada Familia. Oczywiście pracowni z Bergamo i, jak można przypuszczać, w całości obsadzonej przez fanów Atalanty…
Osobista dygresja: z Andreą Mastrovito łączy mnie wielka i długa przyjaźń. W 2012 roku Andrea miał swoją pierwszą wystawę w Casa Testori, wypełniając wszystkie dwadzieścia pomieszczeń budynku. Odkrył, że jego urodziny przypadają tego samego dnia co urodziny Testoriego, 12 maja, i dlatego chciał oddać mu hołd, rekonstruując tego dnia rozgwieżdżone niebo w sypialni rodziców, gdzie urodził się pisarz. Mastrovito (który weźmie udział w jednym ze spotkań Arena Tracce podczas Meetingu) hojnie pozostawił cenne i niezatarte ślady w Casa, takie jak duży i niezwykły fresk przedstawiający całą rodzinę Giovanniego Testoriego, na którym pisarz czule obejmuje matkę. Obraz ten uderza kunsztem technicznym i porusza życiem, o którym opowiada.
Bergamo, Foyer Catholique w Brukseli, sanktuarium księdza Orione w Tortonie, a teraz praca dla jednej z najbardziej ikonicznych katedr XX wieku. Co dla Ciebie oznacza podejmowanie takich zleceń?
Oznacza to pracę w dziedzinie większej niż twoja własna, w której działali już o wiele więksi od ciebie mistrzowie. Trzeba zdawać sobie sprawę, że mierzysz się z ponad tysiącletnią historią sztuki i ikonografią, która cię poprzedzała w tym samym temacie. Uważam, że kluczem jest bycie jak najbardziej autentycznym. Kiedy tworzyłem szklane panele do przyszpitalnego kościoła w Bergamo, instynktownie pomyślałem o nadaniu twarzy Maryi wizerunku bliskiej przyjaciółki, której historia tak wiele mnie nauczyła. Twarz jednej z dwóch kobiet to twarz mojej matki. To życie przenika do serca dzieła. 
Przez półtora wieku Kościół i artyści nie rozmawiali ze sobą. Dziś wydaje się, że wiele się zmieniło. Jak to sobie tłumaczysz?
Moim zdaniem bardzo zmieniło się fundamentalne nastawienie tworzących sztukę. Przez wiele lat artyści nie zwracali uwagi na Kogoś Innego pisanego z dużej litery. Był to świat często zamknięty w sobie, nastawiony na lekkość i brak zaangażowania. Następnie w 1989 roku w Paryżu odbyła się wielka wystawa „Les magiciens de la Terre” (Magowie Ziemi), która ujawniła, jak ważna była przestrzeń sakralna w karierze wielu współczesnych artystów z każdego zakątka świata. Moim zdaniem wystawa ta odsłoniła świat sztuki i obaliła wiele uprzedzeń.
Również papieże odegrali swoją rolę. Począwszy od Pawła VI po dziś dzień zabiegają o relacje z artystami oparte na przyjaźni i zaufaniu…
Z pewnością. Miałem szczęście zostać zaproszonym na spotkanie papieża Franciszka z artystami 23 czerwca 2023 roku. Jego przemówienie było piękne, a zarazem pomysłowe. Przede wszystkim zapamiętałem jedną z jego próśb: aby zwracać się przede wszystkim do ubogich. Sztuka jest dziś często skierowana do „bogatych”, czyli kolekcjonerów – bez nich byśmy nie żyli… Nie może to jednak przesłaniać faktu, że przesłanie dzieła nie może być elitarne, ale głęboko ludzkie i skierowane do każdego człowieka. Mimo to uważam, że w naturze każdego artysty leży podążenie przodem i może się zdarzyć, że Kościół będzie miał trudności z dotrzymaniem mu kroku. To samo jednak przydarzyło się Michałowi Aniołowi…
Twój szklany Agnus Dei został już umieszczony na najwyższej iglicy bazyliki Sagrada Familia. Jak go wymyśliłeś?
Muszę przyznać, że po tym, jak dowiedziałem się, że zostałem wybrany jako jeden z pięciu artystów, spośród których miał zostać wytypowany artysta, któremu zostanie zlecone wykonanie tego tak symbolicznie ważnego dzieła, byłem przez długi czas sparaliżowany. Instrukcje pozostawione przez Gaudiego były proste: na szczycie Wieży Jezusa miał znajdować się Agnus Dei, który miał być źródłem światła dla miasta. Odblokowała mnie lektura książki, którą dostałem od Laury Mattioli, historyczki sztuki i kolekcjonerki. Chodzi o książkę astrofizyka Marco Bersanelliego, zatytułowaną Il grande spettacolo del cielo („Wielki spektakl nieba”). Laura zwróciła mi na nią uwagę, ponieważ jeden z rozdziałów dotyczył konkretnie bazyliki Sagrada Familia. Bersanelli wyjaśnia, w jaki sposób profil Wieży Jezusa i jej geometria oparta na hiperboloidach są spójne z teoriami formowania się galaktyk, a tym samym z tym, co do tej pory wiadomo o rozrastaniu się wszechświata. Gaudi geometryzuje naturalne formy. Zresztą zawsze postrzegałem bazylikę Sagrada Familia jako las, który nigdy nie przestaje rosnąć i się zmieniać. Zacząłem więc rysować: dla mnie punktem wyjścia jest zawsze rysunek, który pomaga mi wyciągać wnioski i uporządkować wszystko, także moje myśli. Narysowałem hiperboloidę, czyli cylinder skręcony w środku, i wyobraziłem go sobie jako wiązkę złotych promieni, pozwalając prowadzić się promieniom schodzącym na Ekstazę świętej Teresy Berniniego.
CZYTAJ TAKŻE: Siostra Clare: wolność płynąca z posłuszeństwa
To jest struktura, która zawiera Baranka. Ale opowiedz nam o samym Baranku, będącym sercem dzieła.
Jest nieco większy niż prawdziwy baranek, ma głowę zwróconą do tyłu w dół, ponieważ ma przedstawiać tęskne spojrzenie Chrystusa na ludzkość. Jest pokryty tysiącami szklanych odłamków, które, jak często robił Gaudi, są wykonane ze skromnych materiałów z odzysku. Zostały one osadzone, a raczej wbite, jeden po drugim i symbolizują wszystkie grzechy świata, które Chrystus wziął na siebie. Patrząc na nie od dołu, można również dostrzec czerwoną plamę rany. Te tysiące szklanych odłamków stanowiły najtrudniejsze wyzwanie techniczne tego dzieła, z którym ponownie zmierzono się w pracowni Lino Reduzziego, moim zdaniem najwybitniejszego szklarza na świecie. Następnie Baranek, zgodnie z zamysłem Gaudiego, zostanie podświetlony tak, że sam będzie wydawał się źródłem światła, a to dzięki współpracy z dużym londyńskim studiem, Studio Waldemeyer. Baranek jest wciągany ku górze, ku Ojcu, jakby porywany, a jednak odwraca głowę w dół, jakby ogarniała go tęsknota. Jego oczy są na wpół przymknięte, ale zostały pozłocone, aby odbijały światło. Lubię myśleć, że jego tęsknota jest również naszą tęsknotą, tęsknotą za czymś, co kiedyś znaliśmy, o czym wiemy, że istnieje, i ku czemu kierujemy wzrok.#Ślady