
Tajemnica, która „wprawia w ruch” Boską Komedię
Ukryta przez wieki geometryczna struktura ujawnia, że centrum poematu stanowi wolność człowieka w relacji z Bogiem. Wyjaśnia to profesor Ambrogio Camozzi (z lipcowo-sierpniowych „Tracce”)Być może nie wiecie, ale Boska Komedia nie opowiada o Bogu, świętych i potępionych. Albo lepiej: mówi również o Bogu, świętych i potępionych. Prawdziwe centrum stanowi jednak wolna wola, wolność człowieka. Jest to dobrze przemyślany wybór samego Dantego Alighieri. Nie wierzycie? Zrozumiałe. Również dlatego, że odkrył to (dopiero w 1965 roku) amerykański badacz Dantego Charles Singleton, który w końcu dostrzegł coś, co pozostawało ukryte przez ponad sześć wieków, choć było widoczne dla wszystkich: złożoną symetryczną strukturę w sercu Komedii, w samym centrum Czyśćca. Wraz z liczbą 13, która staje się kluczem do zrozumienia różnych kombinacji numerologicznych w całym tekście. Co więcej: ta symetryczna struktura ma dwa wersy na początku i na końcu, skupione wokół słów „wolna wola”. To zestawienie słów pojawia się w całej Komedii tylko dwa razy. Krótko mówiąc, Dante naprawdę niczego (absolutnie niczego) nie pozostawił przypadkowi.
Pieśń XVII drugiej części, stanowiąca centrum całej Boskiej Komedii, liczy 139 wersów. 1 + 3 + 9 równa się 13. Ta pieśń z kolei znajduje się w centrum serii siedmiu pieśni, ułożonych niczym lustrzane odbicie pod względem długości (145 wersów dla dwóch pieśni, a następnie 151 wersów). Jest to ewidentnie celowa konstrukcja, zbieżna dokładnie z tematem, który Dante uważał za centrum swojej twórczości: wolną wolą właśnie. Nie Bogiem, lecz ludzką wolnością. „Sekwencja istniała, a jednak nikt jej wcześniej nie widział – wyjaśnia Ambrogio Camozzi Pistoja, profesor nadzwyczajny języków i literatur romańskich na Uniwersytecie Harvarda, który wystąpi podczas Meetingu (którego tytułem jest ostatni wers Boskiej Komedii) wraz z astrofizykiem Marco Bersanellim. – To nie tylko numerologiczna ciekawostka. Ta struktura to okno otwarte na laboratorium poety. Ponieważ te sekwencje są znakiem, że Dante zaplanował całą Komedię, zanim zaczął ją pisać. Jak architekt, który widzi ukończoną katedrę, gdy istnieją tylko fundamenty. Taki sam proces miał miejsce w przypadku Antoniego Gaudiego i Sagrady Familii.
To odkrycie radykalnie zmieniło nasz sposób patrzenia na dzieło. Przez wieki czytelnicy Dantego podziwiali majestat wizji, siłę postaci, potęgę języka. Jednak pod tym wszystkim wyłania się teraz coś równie zaskakującego: rygorystyczne planowanie. A odkrycie tego planu zajęło prawie 700 lat. „Musimy zaakceptować fakt – kontynuuje Camozzi – że Dante miał plan dzieła w głowie od pierwszej do ostatniej pieśni i nigdy nie stracił go z oczu. Nie jest więc przypadkiem, że jedna pieśń kończy się na przykład na 139 wersach, a inna na 151”. Dante zdecydował i pomyślał o wszystkim. Zanim zaczął pisać. A potem przez 20 lat wypełniał ją wers po wersie, jakby była strukturą geometryczną. Do tego stopnia, że ta liczba, 13, ciągle się powtarza. Jakieś przykłady? „Komedia – zauważa Camozzi – liczy 14233 wersów, a 1 + 4 + 2 + 3 + 3 równa się 13. Wszystkich tercyn jest w sumie 4711, a 4 + 7 + 1 + 1 znowu równa się 13. Pieśni w sumie jest 100 i różnią się długością. Ale ile długości pieśni używa Dante w Komedii? Oczywiście 13. I znowu: jeśli podzielimy 14233 wersy Komedii na strony po 13 tercyn, ile stron to da? 365 – jedną na dzień”. A liczba 13 to tylko jeden z numerologicznych przykładów, które stale powtarzają się w Komedii. Bo w tym poemacie nad poematami nic nie jest improwizowane, wszystko jest przemyślane, ustrukturyzowane i zorganizowane. Powierzone ludziom, którzy to przeczytają, bo Alighieri z pewnością nie cieszył się uznaniem krytyków i sukcesem za życia. Tak, bo Dante był wygnańcem z rodzinnej Florencji, zmuszonym przenosić się z jednego dworu na inny, uwikłany w polityczne walki tamtych czasów i skazany na śmierć przez przeciwników. Czyli poeta nie miał pewności, czy będzie w stanie ukończyć swoje dzieło. A jednak je zaprojektował, wymyślił, zorganizował, jakby widział je już ukończone.
„Mamy do czynienia z kimś, kto stworzył coś, czego wcześniej nie było – zauważa Camozzi. – Dante stworzył tercynę, stworzył pieśń, stworzył kantyk, stworzył ideę poematu podzielonego na sto części. Wszystko rymowało się łańcuchowo. Pisząc, Dante tworzy”. Nie tylko opowieść, ale Dante nadaje kształt czemuś, co jeszcze nie istnieje. „A jeśli się nad tym zastanowić – podsumowuje Camozzi – naprawdę niewielu jest ludzi, którzy potrafią sprowadzić na świat rzeczy, które wcześniej nie istniały. W tym tkwi siła i moc Dantego – kontynuuje Camozzi. – Planuje dzieło, zaczyna je pisać i nawet nie wie, czy uda mu się je ukończyć. Bo nie wie, czy dotrze do setnej pieśni. Nie wie, gdzie będzie mieszkał w następnym roku. Nie wie, czy będzie mógł wrócić do Florencji. Nie wie nawet, czy przetrwa polityczne walki, które zmusiły go do ucieczki”.
Tak naprawdę, pamiętajmy o tym, Dante to ten, który wtrącił do Piekła praktycznie wszystkich współczesnych sobie wpływowych ludzi, z ich imionami i nazwiskami, w tym papieży. „Dlatego za życia nie miał czytelników. Mimo że pozostawił po sobie dzieło, które zadziwia, fascynuje i do dziś nas urzeka”. Nie tylko geometryczną strukturą, o której mówiliśmy, ale także językiem. Używanym jak nikt przed nim (a może nawet po nim) go nie używał. Poemat, który rezonuje z każdym z nas, wieki później.
Profesor Camozzi to potwierdza: „Moi studenci pochodzą z całego świata. Dotyka ich, szczególnie w ostatnich latach, problem napięć tożsamościowych, a co za tym idzie, różnic rasowych, płciowych i politycznych. W tym klimacie wręcz unika się zabierania głosu z obawy przed urażeniem kogoś. Jednak Dante od początku swojej podróży mówi o «drodze naszego żywota». To «naszego» czytam głośno. I nie stwarza to żadnych problemów. Dlaczego? Jak Dante może mówić «naszego» i nikt się nie buntuje, mimo że dzieli nas od siebie dystans 700 lat, ocean pomiędzy, inny język i epoka, w której jesteśmy tak wrażliwi właśnie na wszelką odmienność? Co nas wszystkich łączy, nawet dzisiaj, 700 lat po Dantem? Otóż to jest jego siła, to jego wielki trud. Znalezienie właściwych słów, właściwej formy. A ze studentami właśnie tam zaczyna się droga zabierająca ich w podróż, w której na nowo odkrywają, że są głęboko zainteresowani tym, czym jest człowiek, człowieczeństwo”.
Słowa te wprawiają nas w drżenie, rozbrzmiewają w nas, w każdej epoce i na każdej szerokości i długości geograficznej, pozwalają nam zakosztować wieczności. Eugenio Montale powiedział nawet, że po Dantem nie ma już nic do powiedzenia, nic do dodania. Jest jednak wciąż wiele do odkrycia. Jak pokazał nam Singleton w 1965 roku. I jak sam Camozzi wraz z Bersanellim pokaże nam podczas Meetingu w Rimini.
Spotkanie, podczas którego będą ostrzegać przed ryzykiem osłabienia także ostatniego wersu Boskiej Komedii. Bo „Miłość, która wprawia w ruch słońce i gwiazdy”, jest w istocie peryfrazą, by powiedzieć „Bóg”. „Jednak jednym ze słów, które mogą zredukować Komedię, jest właśnie słowo Bóg – zauważa Camozzi. – Nie dlatego, że Dante nie mówi o Bogu, ale dlatego, że ten ostatni wers jest bardziej konkretny, niż sobie wyobrażamy. To znaczy, nie ma ruchu, jeśli nie ma gwiazd. Ruch w próżni nie istnieje. Jeśli coś się porusza, to dlatego, że zostaje wprawione w ruch”.
CZYTAJ TAKŻE: Święty Augustyn. „Późno Cię umiłowałem”. Nie mogę się doczekać
Jakby to ująć: nacisk zostaje położony na relację. I nie jest to przypadek – jak już zrozumieliśmy – że na geometryczne centrum Komedii Dante wybrał właśnie wolną wolę, wolność człowieka wobec Boga. Relacja. Jakby sugerując, że wolność nie rodzi się z braku więzi, lecz z relacji mającej znaczenie. To wprawiało w ruch Dantego. I to wprawia w ruch nas dzisiaj. Nie tylko słońce i gwiazdy.#Ślady