Novella Scardovi (w środku) z Adele Tellarini (po lewej) w 1996 r., kilka dni przed otwarciem Izby (©Educare Insieme Onlus)

Novella Scardovi. Tutaj, gdzie każdy kamień ma imię

Kilka tygodni temu rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. Zmarła w 1996 roku, dwa miesiące po otwarciu ośrodka pomocy. Jej działalność kontynuowali ludzie, których zaangażowała
Anna Leonardi

Rukola posadzona w ogródku obok dużej kuchni ładnie wyrosła. Novella z dumą pokazała ją swojemu synowi Paolo, który przyjechał ją odwiedzić w Casa di accoglienza [Domu Przyjęć – przyp. tłum.], który założyła w Castel Bolognese zaledwie dwa miesiące wcześniej. Również to miejsce, choć dopiero co powstałe, „dobrze się rozwijało”. Novella Scardovi zamieszkała tam wraz z mężem Giuliano, dwiema córkami i czterema dziewczynkami, które miała w opiece zastępczej. A za kilka dni miała przyjąć troje rodzeństwa skierowanego przez służby socjalne z Faenzy. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, w ten tak obiecujący poranek, 8 maja 1996 roku, że Novella, zaledwie kilka godzin później, w wieku 46 lat, straci życie w wypadku drogowym, wracając z cotygodniowej wizyty u dwojga starszych ludzi w Lugo.

Patrząc dziś na Dom, trzydzieści lat po tej tragedii, nie sposób nie zadać sobie pytania, jak to dzieło, które teraz nosi jej imię, mogło nie tylko przetrwać, ale i rozwijać się bez serca tej, która tak bardzo pragnęła jego powstania. „Mogliśmy to wszystko zamknąć” – opowiada Adele Tellarini, przyjaciółka i współpracownica Novelli, obecnie odpowiedzialna za różne projekty. „Ale wszyscy, których ona zaangażowała w budowę tego dzieła, od fundamentów po kierownictwo, poczuli się w jakiś sposób powołani. Bo to, co zrodziło się dzięki niej, to nie były tylko ściany, projekt, ale wspólnota. Miała w sobie coś takiego, co sprawiało, że czułeś się przyjęty. I to właśnie to spojrzenie sprawiało, że nadal czuliśmy się razem, zjednoczeni. Novella była osobą, która zasypywała cię telefonami, gdy trzeba było znaleźć basen na lato dla dzieciaków. Jej niestrudzone pragnienie piękna pozostało w nas. W noc, kiedy zmarła, pobiegłam do jej domu, by być z dziewczynkami. I już stamtąd nie wyszłam”.

Adele, emerytowana neuropsychiatra dziecięca, przejmując wówczas dziedzictwo Novelli, była świadkiem rozszerzania się działalności, powstawania kolejnych placówek mających na celu zaspokojenie coraz bardziej specyficznych potrzeb w zakresie opieki. Pierwotny Dom św. Józefa i św. Rity przyjmuje nastolatków odseparowanych od rodzin. Obok znajduje się „La Pietra” – pięć pomieszczeń przeznaczonych dla matek w trudnej sytuacji wraz z ich dziećmi. Na tym samym dziedzińcu powstał „Il Fienile”, który każdego popołudnia przyjmuje około pięćdziesięciu uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych skierowanych tam przez służby socjalne, oferując im pomoc w odrabianiu zadań domowych i dbaniu o siebie. Na wzgórzach nad Castel Bolognese znajduje się „La Maccolina”, stara farma przekształcona w ośrodek dzienny dla osób dorosłych z poważnymi zaburzeniami psychicznymi.

„Za funkcjonowaniem tych placówek stoi około stu osób, w tym wolontariusze, pracownicy, specjaliści i wychowawcy” – opowiada Francesco Biondini, prezes spółdzielni, która zrzesza wszystkie te placówki. „Każdego dnia, dzięki nim, staramy się patrzeć na każdą ze 120 osób, które przychodzą do naszych placówek, tak jak chciała na nie patrzeć Novella: ze względu na ich nieskończoną wartość, a nie na posiadane przez nie umiejętności czy sprawność. A to wymaga czasu, szkoleń, energii, koordynacji i zasobów. Świadczymy usługi społeczno-edukacyjne na rzecz instytucji publicznych, z którymi współpracujemy, ale stawką jest o wiele więcej: przyjęcie z otwartymi ramionami jest najbardziej ludzkim gestem, jaki można wykonać, ponieważ przekazuje radość życia”.

I rzeczywiście, po trzydziestu latach działalności i śmiałym rozwoju wszyscy tutaj twierdzą, że prawdziwym sekretem, by iść naprzód i nie dać się zastraszyć sukcesom ani porażkom, jest „zawsze zwracaj uwagę na drobiazgi, gdyż to właśnie w nich kryje się zalążek wielkich rzeczy”. Co to oznacza, można zrozumieć, odwiedzając „La Maccolinę”, gdzie każdego ranka przybywa z domów rozsianych po całym terenie Faento około dwudziestu mężczyzn w wieku od 20 do 40 lat z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Czekają na nich proste, ale naprawdę przydatne zajęcia: mała grupa udaje się do supermarketów, aby odebrać nadwyżki żywności, inni pozostają na ogródkach, dbając o uprawy, a jeszcze inni zajmują się sprzątaniem pomieszczeń. Wszyscy są pod czujnym okiem wychowawców, nawet podczas wykonywania najdrobniejszych czynności. W tym ośrodku są rzeczy, które wydają się oczywiste, ale w rzeczywistości są wynikiem ogromnej pracy. Na przykład witanie się, mycie zębów czy wspólny obiad w tej samej sali.

„Wcześniej dzieliliśmy ich na małe grupy, bo przebywanie w dużym gronie zawsze budziło w nich niepokój” – wyjaśnia Barbara Nannini, koordynatorka ośrodka. „Z czasem nauczyliśmy się radzić sobie z frustracją związaną z tą sytuacją, na przykład zawsze siadając razem z nimi do posiłku. Nie chcemy, by nasza pomoc miała charakter czysto opiekuńczy; pragniemy, by każda czynność stała się dla dzieci okazją do rozwoju. Jeśli umyjesz sobie tutaj samodzielnie zęby, potrafisz to zrobić również w domu. Są rodziny, które nam dziękują, ponieważ po raz pierwszy udało im się pójść z dziećmi do restauracji”. Nie zawsze jednak jest to łatwe – zdarzają się dni, kiedy Stefano potrzebuje godziny, by zdecydować się na wejście do autobusu, albo Giorgio, który potrzebuje pobyć sam w swoim własnym pokoju. „Wystarczy jeden dzień spędzony z tymi chłopcami, by zrozumieć, że problemem nie jest sprawienie, by „funkcjonowali”. Nie można posiadać drugiej osoby. Oczywiście nasze działania mają na celu nabycie przez nich umiejętności, ale prawdziwą umiejętnością jest przeżywanie życia takim, jakim jest, z jego oczekiwaniami i frustracjami. I to, by w tym życiu mogli być szczęśliwi”.

Ogród przed Casa Novella w Castel Bolognese, Rawenna (©Educare Insieme Onlus)

Właśnie to widać na twarzy Simona. Ma trzydzieści lat, a do dziewiętnastego roku życia uczęszczał do szkoły rolniczej, gdzie spędzał czas na oglądaniu kaset wideo. Dla niego stało się to jedyną formą aktywności. W „La Maccolina” zaczął opiekować się dwoma labradorami, które klub Rotary podarował na potrzeby terapii z udziałem zwierząt. Simone codziennie rano zabiera je na spacer, przygotowuje posiłki, a potem myje miski. W sklepie, do którego chodzi po karmę dla psów, właściciele zaproponowali mu, żeby został i zobaczył, jak wygląda pielęgnacja psów. „To drobne więzi, ale niezwykle ważne. Nie możemy zburzyć barier autyzmu, ale te w świecie – tak. Wyjście na zewnątrz wiąże się z wieloma zmiennymi, to prawda, ale nawiązywanie relacji ma dla naszych dzieci nieocenioną wartość edukacyjną. I faktycznie, Simone już rzadko prosi o obejrzenie kasety wideo” – kontynuuje Barbara.

Obserwowanie dziecka pozostaje najcenniejszym źródłem wsparcia również w domu „La Pietra”, być może najtrudniejszym i najbardziej dramatycznym miejscu w całej „Casa Novella”. Przez to miejsce przeszło mnóstwo matek ze swoimi dziećmi i całym bagażem rozpaczy: niechciane macierzyństwa, nadużywanie substancji psychoaktywnych, problemy psychiatryczne, izolacja społeczna, maltretowanie. „Pracujemy i kibicujemy, aby dzieci nie były oddzielane od matek” – opowiada Adele. „Niestety nie zawsze tak się dzieje. Ale jeśli nawiązuje się między nami a nimi więź, możemy stawić czoła wszystkim trudnościom”.

Maria, w ciągu dwóch lat spędzonych w „La Pietra”, bardzo się angażowała w opiekę nad swoją córeczką. Jednak podczas wspólnego życia ujawniło się wiele ograniczeń, z których ona sama była coraz bardziej świadoma. Kiedy sędzia postanowił powierzyć dziewczynkę innej rodzinie, Maria to zaakceptowała, stawiając potrzeby córki ponad wszystko. „Było to bolesne, ale ta kobieta mogła iść dalej, bo wiedziała, że tutaj ktoś nadal będzie ją kochał i przyjmował z otwartymi ramionami. To, co postrzegała jako pozytywne dla córki, widziała również dla siebie. Kiedy wraca, by nas odwiedzić, pokazuje nam zdjęcia swojej córeczki: dobrze się rozwinęła i wie, że to także jej zasługa”.

Pracownicy „Casa Novella” przekonali się, że te więzi wytrzymują nawet najtrudniejsze próby, podczas powodzi w 2023 roku, kiedy to ich budynek, wraz z całą miejscowością, znalazł się pod wodą. Gdy niebezpieczeństwo minęło, przed bramą zaczęły pojawiać się liczne kobiety, które były tu przyjmowane w poprzednich latach. Chciały pomóc w oczyszczeniu „swojego” domu z błota. Jak opowiada Grace, która jako nastolatka przebywała tu przez długi czas, dając Adeli i wszystkim wychowawcom nieźle do wiwatu. Teraz pracuje i mieszka sama, stała się niezależna, ale nie ma żadnego świątecznego przyjęcia, podczas którego nie chciałaby zasiąść przy wielkim stole w salonie Domu św. Józefa i św. Rity: „Długo mi zajęło, żeby to przyznać, ale w końcu się poddałam: to właśnie w tym miejscu odkryłam samą siebie. I wracam tu za każdym razem, gdy potrzebuję znaleźć dla siebie nadzieję”.

Obecnie w tej placówce mieszka osiem nastoletnich dziewcząt, które zostały zabrane z rodzin. Panuje tu atmosfera zwykłego domu: dziewczyny, każda z osobna, przychodzą po szkole, jedzą obiad w mgnieniu oka, podczas gdy wychowawczynie próbują zadać im kilka pytań. Odpowiadają jednosylabowo, po czym wymykają się do swoich pokoi. „Każda z nich to wszechświat do odkrycia” – opowiada Nicoletta Bocchini, koordynatorka projektów dotyczących nieletnich. „W swojej historii czuły się zdradzone przez dorosłych i często skupiają się na tym, czego nie miały, albo na więzi, którą chciałyby odzyskać”. To wywołuje opór wobec wszelkich prób sprawienia, by poczuły się jak w domu.

Zoe, 16 lat, angażuje się w niekończące się słowne potyczki, wymyślając wymówkę za wymówką, ponieważ nie chce nosić koszulek, które kupiła jej Adele: chce tylko te od matki. „To jednak sugeruje mi, że nie mogę narzucić jej więzi rodzic-dziecko, nie może to być celem projektu, jest to coś, co się wydarza, jeśli ma się wydarzyć” – wyjaśnia Adele. „Jedyne, co musimy zrobić, to stanąć u boku tych dziewcząt i rozbudzić w nich pragnienie dobra. A kiedy widzisz, jak ono się w nich rodzi, to jest to piękne”. Giulia, po tym jak przebywała w różnych rodzinach, kilka miesięcy temu trafiła do „Casa Novella”. Wydawało się niemożliwe, by dostrzec wyjście z głębokiej samotności, w którą się wycofała. Jednak pewnego wieczoru, podczas kolacji, zwracając się do Adele, powiedziała: „Kiedy dorosnę, chcę być taka jak ty”. Adele pomyślała, że dziewczyna ma na myśli jej zawód: „To znaczy, chcesz zostać lekarką?”, zapytała. „Nie, chcę żyć po to, by kochać ludzi”.

Obok tych domów, gdzie „każdy kamień ma swoje imię”, jak zawsze powtarzała Novella, wyrosły inne domy bez murów. Najnowszy z nich to projekt powstały na prośbę kilku gmin w celu przeciwdziałania przedwczesnemu kończeniu nauki i zachowaniom antyspołecznym. „Chodzimy do parków, gdzie gromadzi się młodzież zagrożona demoralizacją. Poznajemy się, gramy kilka meczów siatkówki i jeździmy na deskorolkach po rampach” – opowiada Nicoletta. To swobodna wymiana doświadczeń, która zaczyna odbudowywać sieć zaufania ze światem dorosłych. Do tego stopnia, że niektórzy młodzi ludzie zaangażowali się w warsztaty kulinarne, zdobienia paznokci i muzyki rapowej. Wydaje się to niewiarygodne, ale to właśnie oni proszą o dodanie ich do grup na WhatsAppie przez prowadzących zajęcia, ponieważ kiedy nadchodzi zima, jak sami mówią, trudniej jest się „spotkać”.

CZYTAJ TAKŻE: Wdzięk tej coraz bardziej znajomej twarzy

Właśnie od tych parków rozpoczęła również Novella. Wielokrotnie, przejeżdżając przez nie na rowerze, pochylała się nad narkomanem lub pytała matkę, czy potrzebuje pomocy. Ona, która ukończyła jedynie pięć klas szkoły podstawowej, po spotkaniu z chrześcijaństwem odnalazła sens życia. Pokonała nawet depresję, na którą cierpiała w tamtym czasie, czując się przyjęta przez przyjaciół z Ruchu. To właśnie sprawiło, że odczuła pilną potrzebę bycia z innymi. Nie wymagało to wysiłku, ani nie było aktem wielkoduszności. „Zabranie kogoś do domu nie jest niemożliwe” – powiedziała podczas spotkania organizacji „Famiglie per l’accoglienza” w 1995 roku. „Ale przyjęcie go jest naprawdę trudne, bo już po godzinie zdajesz sobie sprawę, że jesteś wyprowadzony z równowagi”. Dla Novelli, której proces beatyfikacyjny rozpoczął się w maju, zawsze chodziło o coś innego: „Jedynym pytaniem, jakie sobie stawiam, dotyczy doświadczenia tego, kim jestem i do Kogo należę, abym mogła się tym naprawdę dzielić z tymi, których spotykam”.