
„Moje trzydzieści lat w sercu Rosji”
Arcybiskup Paolo Pezzi opowiada o przygodzie, która po upadku Związku Radzieckiego zawiodła go w samo serce kraju, „aby na nowo odkryć przebaczenie, komunię i dar jedności budowanej w drodze”Z postsowieckiej Syberii do ogarniętej wojną Rosji. Po prawie trzydziestu latach w Moskwie i dziewiętnastu latach jako arcybiskup Archidiecezji Matki Bożej, arcybiskup Paolo Pezzi zrezygnował z kierowania archidiecezją z powodów zdrowotnych. 2 maja 2026 roku papież Leon XIV przyjął jego rezygnację. Misjonarz z Bractwa św. Karola Boromeusza, który przybył do Rosji w 1993 roku, był jednym z protagonistów odrodzenia rosyjskiej wspólnoty katolickiej po rozpadzie Związku Radzieckiego. W ostatnich latach doświadczył jednych z najważniejszych kart najnowszej historii: ubóstwa Syberii w latach 90., dialogu ze światem prawosławnym, aż po konflikt między Rosją a Ukrainą. W tym wywiadzie wspomina decydujące momenty swojej drogi: odkrycie przebaczenia, znaczenia komunii i pewności, że „jedność buduje się w drodze”.
Księże Arcybiskupie, wiadomość o rezygnacji pojawiła się niespodziewanie: dlaczego Ksiądz Arcybiskup się na nią zdecydował?
Brakuje mi już sił, by zarządzać diecezją, którą kocham i o której wiem, że potrzebuje odpowiedniego zarządzania. W każdym razie nie opuszczam Rosji: zostaję w Moskwie, a obecny administrator apostolski, biskup pomocniczy Nikołaj Dubinin, zaoferował mi możliwość mieszkania w budynku Kurii z moim przyjacielem księdzem Giampiero, tak jak przez ostatnie piętnaście lat.
Co teraz będzie Ksiądz Arcybiskup robił?
Oddaję się w pełni do dyspozycji administratora apostolskiego w posłudze, o którą mnie poprosi: celebracji, wizytacji parafii. Będę również nadal odprawiał msze św. w katedrze, ale nie te główne.
Ksiądz Arcybiskup przybył do Rosji wkrótce po upadku ZSRR. Od tego czasu minęło ponad trzydzieści lat. Proszę pomóc nam odtworzyć etapy tej misyjnej przygody.
U źródeł wszystkiego leżało Kolokwium Ruchów w Bratysławie, zainicjowane przez Jana Pawła II, poświęcone odrodzeniu chrześcijaństwa w Europie Wschodniej i dowartościowaniu ruchów kościelnych. Pamiętam wzruszające świadectwa tak wielu osób, które przybyły na to spotkanie z Litwy, Estonii, Łotwy i Białorusi. To właśnie tam zrodził się pomysł misji Bractwa św. Karola Boromeusza w Rosji. W ten sposób w 1991 roku wyjechałem z księdzem Massimo Camisascą do Nowosybirska, gdzie spotkaliśmy księdza Paulusa Bitautasa, litewskiego kapłana, który ożywił lokalną wspólnotę katolicką i podzielił się swoim wzruszającym świadectwem podczas Meetingu w Rimini. To on zapytał o możliwość przysłania księży lub zakonnic, aby wesprzeć wspólnotę syberyjską. Ksiądz Giussani poprosił więc kilku przyjaciół o wysłanie misjonarzy do Nowosybirska. Pierwsza wyjechała Elena Fieramonti z Memores Domini, a potem przybyliśmy także my, kapłani z Bractwa św. Karola Boromeusza. To była bardzo odważna decyzja w regionie, w którym Kościół dopiero zaczynał wychodzić z podziemia.
Jaką Rosję zastał Ksiądz Arcybiskup?
Rosję tamtych czasów. Mam dwa przebłyski z tamtego okresu. Oto pierwszy z nich: pamiętam, jak weszliśmy do sklepu, w którym półki były zupełnie puste. Sklep obsługiwały jednak dwie sprzedawczynie. Jedna z nich zapytała nas, co chcielibyśmy kupić. Byłem pod wrażeniem. To była jej praca, godność jej pracy, nawet jeśli nie było nic do sprzedania. Stopniowo rozpoczęła się nasza syberyjska misja, która dla mnie trwała od 1993 do 1998 roku. W porozumieniu z biskupem objęliśmy opieką parafie na obrzeżach obwodu nowosybirskiego. Mówię o około dwudziestu wspólnotach katolickich: największa liczyła czterdziestu lub pięćdziesięciu wiernych, najmniejsza ograniczała się do dwóch rodzin. Kolejnym zadaniem było towarzyszenie początkom lokalnej wspólnoty Ruchu. I to jest przygoda, która naznaczyła mnie na całe życie. Patrzenie na to, jak ci młodzi ludzie dorastają, odważnie wkraczają w życie, patrzenie na to, jak zakładają rodziny lub jak ktoś zaczyna weryfikować powołanie do dziewictwa… Zrozumiałem wtedy, co ksiądz Giussani miał na myśli, mówiąc o „rodzeniu ludu”.
A drugi przebłysk?
Nauczyłem się, co znaczy pozwolić się korygować. Pewnej niedzieli pojechałem w towarzystwie dwóch sióstr zakonnych do odległego miasteczka o nazwie Talmenka, aby odprawić tam niedzielną mszę św., ponieważ proboszcz był nieobecny. Siostry zapytały mnie, czy mógłbym odwiedzić pewną staruszkę w jej domu, babuszkę, która znajdowała się w trudnej sytuacji. Wyjaśniły mi, że nie może już chodzić i że ma niemieckie pochodzenie, należała do grupy Niemców nadwołżańskich, deportowanych przez Stalina na Syberię w latach 30. XX wieku. Jej dwaj synowie zostali zamordowani na jej oczach. Kiedy dotarliśmy, wyspowiadałem ją, udzieliłem jej Komunii, i w swojej arogancji, głupio zapytałem: „O czym pani myślała, kiedy zamordowano pani dzieci?”. Spojrzała na mnie i odpowiedziała: „Co myślałam? Wtedy nie myśli się o niczym, wtedy trzeba tylko przebaczyć. Przebaczyłam Stalinowi i wszystkim, którzy uczestniczyli w zabójstwie moich synów. W przeciwnym razie nie mogłabym dłużej żyć”. Wciąż jestem wzruszony, gdy o niej myślę. Odszedłem w milczeniu. Nie odezwałem się ani słowem w drodze powrotnej.
To była lekcja także na nadchodzące lata…
Tak. Jeśli przez te lata nie robiłem nic innego, jak tylko głosiłem bezwarunkowe przebaczenie, bez proszenia o nie, to dlatego, że nauczyłem się od tej kobiety, że jeśli chcesz budować, odbudowywać i zaczynać od nowa, jest to możliwe tylko dzięki całkowicie darmowemu przebaczeniu.
Czy dostrzegał to Ksiądz Arcybiskup również w swojej roli rektora seminarium w Petersburgu, a następnie biskupa?
Oczywiście. Dla mnie był to dar; wciąż zachwycam się latami, w których mogłem wychowywać i towarzyszyć młodym w drodze do kapłaństwa w Petersburgu. Z niektórymi z nich nadal utrzymuję piękne relacje. Kiedy przyjąłem sakrę biskupią w 2007 roku, po tej „szalonej” decyzji papieża Benedykta XVI, miałem zaledwie 47 lat: papież podjął spore ryzyko! Na moje biskupie motto wybrałem słowa: „Gloria Passio Christi”, sformułowanie zawarte w listach św. Pawła, a także bardzo drogie księdzu Giussaniemu, który wykorzystał je również jako życzenia skierowane do nas, kapłanów z Bractwa św. Karola Boromeusza. Powiedział nam: „Obyście żyli pasją do chwały Chrystusa i niech wasze życie będzie świadectwem tej pasji”.
Co to oznaczało w ostatnich, bolesnych latach, które naznaczyły życie tak wielu Rosjan?
Zaraz po rozpoczęciu konfliktu, w 2022 roku, nadeszła Wielkanoc. W Wielki Czwartek, po wieczornej mszy św., usiadłem w konfesjonale, aby spowiadać. Przyszło wiele osób. Uderzyło mnie, że dla wielu problemem nie było tyle samo przebaczenie, co raczej brak wiedzy, jak przezwyciężyć narastającą w ich sercach nienawiść, która doprowadzała ich do nienawiści do wszystkiego i wszystkich. W kilku przypadkach zaprosiłem do wspólnego odmówienia „Ojcze Nasz”, aby się uspokoić, a następnie, ewentualnie, wrócić do spowiedzi. Do jednej z tych osób powiedziałem: „Być może trudno jest wymazać i pokonać tę nienawiść. Być może nie warto nawet z nią walczyć, próbować ją przezwyciężyć, a poza tym, o własnych siłach, jest to niemożliwe. Mogłoby to jednak pozostawić miejsce na inną hipotezę: że można kochać, zamiast nienawidzić wszystkiego i wszystkich; można starać się kochać wszystko i wszystkich”. Osoba ta wybuchła płaczem, a potem wyspowiadała się.
Czego Ksiądz Arcybiskup nauczył się, posługując jako biskup w tak dramatycznych czasach?
Rosnącej świadomości, że zostałem powierzony temu ludowi, ale przede wszystkim tego, że życie w komunii jest niezbędne. Nie mógłbym być biskupem poza komunią przeżywaną z moimi braćmi kapłanami, z wiernymi, osobami konsekrowanymi, moimi przyjaciółmi i moimi rodzinami. W czasach konfliktów i kryzysów – nie tylko wojennych, ale także tych, które pojawiają się w rodzinach, wspólnotach i parafiach – komunia nie jest strategicznym antidotum. Jest jedyną możliwością, by rozpoczynać i zaczynać od nowa, by budować i odbudowywać. Kiedyś powiedziałem prowokacyjnie: „Możecie kochać i przebaczać, ile chcecie, ale bez tej komunii pozostałoby to jedynie indywidualnym aktem. Jeśli nie pojmujecie siebie w komunii, nie przynosi to żadnego efektu. Ani dla was, ani dla wspólnoty, rodziny, świata, narodów, ludów”.
CZYTAJ TAKŻE: Wiara przeżywana po hebrajsku
Czym zatem jest ta przeżywana komunia?
To ofiarowanie swojego życia, to uznanie, że jesteśmy w komunii z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Jeśli ofiarujemy samych siebie tajemnicy Boga, ten niedostrzegalny akt zmienia nas i świat.
Z jaką pewnością patrzy Ksiądz Arcybiskup na przyszłość Kościoła w Rosji?
Z cierpliwą pewnością. Jedność buduje się w drodze, powierzając drogę Duchowi. To On określi metody i czas trwania podróży. On pokieruje krokami.


