
Roszczenie zastąpienia człowieka
Przezwyciężanie biologicznych ograniczeń przy pomocy rozwoju technonaukowego – zagrożenie skłaniające Kościół do zastanowienia. (z majowych „Tracce”)*Profesor teologii systematycznej na Uniwersytecie Kościelnym San Dámaso w Madrycie
Oszałamiające przyspieszenie technologii i postęp współczesnej nauki budzą uzasadnione zdumienie nad ludzkimi możliwościami. Jednak podziw ten współistnieje z równie głębokim poczuciem niepewności. Kruchość, na którą jesteśmy narażeni, ujawniła się podczas pandemii, w kryzysie ekologiczno-środowiskowym czy w obliczu konfliktów zbrojnych, których jesteśmy świadkami. Obserwujemy rozwój wymagający pilnego rozeznania etycznego i duchowego, aby wyjaśnić, w jakim stopniu stajemy w obliczu prawdziwego postępu czy też nieuniknionego regresu.
W połowie XX wieku Martin Heidegger sformułował paradoks, który dziś nabiera niemal proroczego znaczenia: „Żadna epoka nie wiedziała tyle i tylu różnych rzeczy o człowieku, co obecna; ale żadna epoka nie wiedziała mniej o tym, czym jest człowiek, niż obecna”. Niemiecki filozof nie ograniczał się jedynie do stwierdzenia problemu, ale dostrzegał w tym paradoksie szansę na zastanowienie się nad człowieczeństwem we wszystkich jego wymiarach. Jesteśmy wezwani do podjęcia tego samego zadania w tej pierwszej tercji XXI wieku.
Rozwój technonaukowy dał początek propozycjom „rozszerzonego człowieczeństwa”, które nie zatrzymuje się wobec granic biologicznych czy społecznych. Trendy kulturowe i filozoficzne, takie jak transhumanizm i posthumanizm, dominują obecnie w globalnej wyobraźni zbiorowej. Transhumaniści wierzą, że człowiek może wykorzystać technologię do całkowitego przezwyciężenia swoich fizycznych ograniczeń, zwłaszcza starzenia się i samej śmierci. Jest to jednostronna antropocentryczna wizja i, w pewnym sensie, naiwnie optymistyczna, granicząca z roszczeniem. Posthumanizm natomiast jest mroczniejszy: krytykuje tradycyjny humanizm do tego stopnia, że neguje istnienie ludzkiej formy godnej zachowania jako takiej. Kładąc nacisk na cybernetykę i zacierając granicę między człowiekiem a maszyną, posthumanizm wydaje się pesymistyczny co do naszej konkretnej kondycji.
Te nurty w jakiś sposób odzwierciedlają niewątpliwie „ludzkie” aspiracje: pragnienie wyjścia poza, osiągnięcia pełni przeczuwanej, ale nieposiadanej. Tylko istoty ludzkie są świadome własnej skończoności. Tylko my jesteśmy zdolni skonfrontować ją z nieskończonością, jakkolwiek różne są odpowiedzi na to nieuniknione pełne napięcia dążenie, o czym dobrze wiedział Kierkegaard. Jednak oba te nurty skłaniają nas do pytania, czy to pragnienie czegoś „nadludzkiego” nie prowadzi raczej do tego, co „nieludzkie”. Problem nie leży w pragnieniu wyjścia poza, które wszyscy współdzielimy, ale w próbie zastąpienia człowieka, zgodnie z imperatywem Nietzschego: „Głoszę wam nadczłowieka. Człowiek jest czymś, co należy przewyższyć”.
Dziś niewątpliwie dysponujemy zasobami, które zmieniają nasze rozumienie samych siebie. W przeciwieństwie do innych technonaukowych skoków, nie są to już po prostu rzekomo neutralne narzędzia, które można wykorzystać dobrze lub źle. Konwergencja NBIC (nanotechnologia, biotechnologia, informatyka, kognitywistyka – przyp. red.) stanowi „środowisko życia” kształtujące i zmieniające nasze fundamentalne relacje: z naturą, tworząc iluzję, że przestaniemy zależeć od praw fizycznych i biologicznych; z innymi ludźmi, zastępując ciepło żywej wspólnoty globalną, zimną i bezosobową więzią; z samymi sobą, redukując ludzką tożsamość do zbioru optymalizowalnych danych; z Bogiem, przesłaniając ludzką i boską tajemnicę blaskiem technologicznego samotworzenia. W miarę tego, jak delegujemy poznanie na sztuczną inteligencję, wiedza krytyczna słabnie, a z kanonu epistemologicznego często wyklucza się wszystko, czego algorytm nie jest w stanie przetworzyć z dużą szybkością, na przykład filozoficzne lub religijne „dlaczego”.
Widoczne są również możliwości. Współczesna teologia zaprasza do towarzyszenia rozwojowi humanizmu, który przekształci go w prawdziwy postęp. Decydującym krokiem jest między innymi odzyskanie pamięci (anamnesis) o życiu osobistym i społecznym. Musimy na nowo odkryć tę tajemniczą, nieredukowalną głębię świadomości, w której rozciąga się czas – przeszłość, teraźniejszość, przyszłość – przywołując wieczność w obliczu ulotnej i wszechogarniającej chwili w internecie. W urban age (epoce miejskiej), gdzie połowa ludzkości żyje w hiperpołączonych megalopoliach, konieczne jest ponadto zachowanie żywych tradycji rodzinnych i narodowych, aby nie zostały one zastąpione anonimową więzią w globalnej „infosferze”.
Międzynarodowa Komisja Teologiczna w swoim niedawnym dokumencie Quo vadis humanitas? potwierdza typowo ludzką otwartość na nieskończoność poprzez relacje z innymi i z Kimś Innym, czyli z Bogiem. Dante opisał ten proces jako niewysłowione „tranhumanar – przeczłowieczenie”, obiecane w niebie tym, którzy wzrastają tutaj w doświadczeniu łaski. W naszym życiu obietnica ta jest antycypowana w wymianie „wezwania i odpowiedzi” między Bogiem a człowiekiem. W tym dialogu istnienie jawi się jednocześnie jako dar i zadanie, które czyni nas protagonistami niepowtarzalnej przygody, jaką jest każde życie osobiste i wspólnotowe.
Z tej perspektywy Komisja wzywa do współpracy z przedstawicielami wiedzy, nauki i sztuki we wspólnym wysiłku na rzecz kształtowania integralnego człowieczeństwa. Niedawno, podczas forum światowych liderów sektora informatycznego, w którym miałem zaszczyt uczestniczyć, jeden z ekspertów do spraw rewolucji cyfrowej zadał nam, teologom, inspirujące pytanie: „Jak możecie komunikować to, co nam tu mówicie, i pomóc kierującym dużymi firmami technologicznymi odkryć na nowo to bogactwo ludzkiego doświadczenia?”. Nie odrzucił on chrześcijańskiej propozycji; zastanawiał się, jak przenieść ją do centrów potęgi technologicznej i ekonomicznej. Sześćdziesiąt lat po zakończeniu Soboru Watykańskiego II teologia proponuje tę interdyscyplinarną pracę na rzecz dobra wspólnego.
CZYTAJ TAKŻE: Iskra niemożliwa dla robotów
Świat nie potrzebuje jakościowego skoku w kierunku posthumanizmu, lecz raczej integralnego i wspierającego rozwoju całej istoty ludzkiej ze względu na wszystkich ludzi. Tylko w ten sposób możemy żyć zgodnie z tą „nieskończoną wielkością”, która podtrzymuje i karmi naszą cenną skończoność. Dante po raz kolejny wskazuje nam drogę, podobnie jak Ulisses swoim towarzyszom: „Zważcie plemienia waszego przymioty. / Nie przeznaczono wam żyć, jak zwierzęta, / Lecz poszukiwać i wiedzy, i cnoty” (Boska Komedia, Piekło, pieśń XXVI, w. 118–120, tłum. E. Porębowicz).
(Artykuł został opublikowany na łamach hiszpańskiego dziennika „ABC”)#Ślady