
Nauczycielka ugodzona nożem, jej pierwsze słowa: „Nie żywię urazy”
Trescore: List otwarty Chiary Mocchi, która na szpitalnym łóżku dziękuje tym, którzy udzielili jej pomocy, i zwraca się do swoich uczniów: „Przygotowujcie się na swoją przyszłość bez strachu, tylko i wyłącznie z odwagą” (z „Corriere Della Serra”)Dziś, 26 marca, Chiara Mocchi, ugodzona nożem przez jednego ze swoich uczniów z trzeciej klasy gimnazjum w Trescore, została przeniesiona z oddziału intensywnej terapii na oddział w szpitalu Papa Giovanni w Bergamo. Czuje się lepiej i za pośrednictwem swojego adwokata Angelo Lino Murtasa postanowiła napisać te pierwsze przemyślenia, które publikujemy w całości.
Do Was wszystkich,
ukochanych uczniów, kolegów, rodziców, ratowników, personelu medycznego, władz, organów ścigania, członków rodziny, dziennikarzy i ludzi, którzy natychmiast otoczyli mnie miłością i solidarnością. Dyktuję te kilka linijek, wciąż słabym głosem, mojemu adwokatowi, ale z sercem pełnym wdzięczności.
Nigdy nie sądziłam, że pewnego dnia będę musiała opowiadać o tak wielkim bólu ani że przejdę przez tak wielką próbę. A jednak jestem tu, wciąż żywa. I zawdzięczam to tak wielu z Was. W jednej chwili nagły i niezrozumiały gest zburzył codzienną szkolną rutynę, zmieniając poranek, taki jak każdy inny, w koszmar. Te rany kłute zadane w szyję i klatkę piersiową mogły zakończyć moją drogę. Wiem, że scena została nawet nakręcona telefonem komórkowym; była równie dramatyczna, co nierealna. Ja sama z trudem przypominam sobie to nie bez drżenia. Jednak natychmiast wokół mnie poruszył się świat odwagi i człowieczeństwa.
Do kolegów, którzy interweniowali bez wahania, ryzykując życie, by mnie uratować: Wasze opanowanie i siła stworzyły barierę między mną a śmiercią. Do uczniów, którzy wołali o pomoc, którzy płakali, którzy byli przerażeni i którzy widzieli coś, czego żaden trzynastolatek nigdy nie powinien oglądać: wiedzcie, że nie noszę w sercu ani gniewu, ani strachu, a jedynie pragnienie, byście znów mogli dorastać spokojni i bezpieczni.
Do personelu lotniczego pogotowia ratunkowego, który zatamował śmiercionośny krwotok, ścigał się z czasem i przywrócił bicie mojemu sercu dzięki długiej transfuzji, podczas gdy z moich ran wypływała limfa życia: nigdy nie zapomnę Waszych pewnych rąk i opanowania. Do lekarzy, pielęgniarek i pracowników służby zdrowia, którzy mnie przyjęli, opiekowali się mną i operowali z delikatnością wykraczającą poza ich obowiązki: byliście rodziną. Do policji i władz, które pojawiły się natychmiast, uważne i pełne szacunku, które przywróciły porządek pośród chaosu i zapewniły wszystkim bezpieczeństwo. Mojemu bratu Giampaolo, który z drżeniem modlił się i czuwał przy mnie, nigdy nie tracąc nadziei. Do adwokata Angelo Lino Murtasa, który z wrażliwością i kompetencją towarzyszy mi w drodze, którą przechodzę, a której nigdy wcześniej nawet bym sobie nie wyobraziła.
Do rodziców, którzy do mnie piszą, którzy mnie przytulają, choćby z daleka, którzy nauczyli swoje dzieci wartości empatii i życia. Do wszystkich, którzy ślą mi wiadomości, modlitwy i myśli, nawet mnie nie znając: czułam, jak wszystkie one docierają do mnie, jedna po drugiej, niczym nici, które pozszywały moją duszę. Dziś wciąż jestem słaba, mój głos jest szeptem, moje ciało nosi głębokie, wciąż świeże rany. Ale mój duch żyje. A to życie jest darem, którego nie zmarnuję.
Wiem, że to, co się wydarzyło, wstrząsnęło wieloma z Was. Wzbudziło obawy, wątpliwości, a może nawet rezygnację. Dlatego mówię Wam: nie pozwólmy zwyciężyć się ciemności. Do moich ukochanych uczniów: nie zatrzymujcie się, nie poddawajcie się, uczcie się i przygotowujcie do swojej przyszłości nie z lękiem, ale z odwagą. Ta rana nie powinna stać się murem, ale mostem: ku uważniejszej szkole, ku bardziej zjednoczonej wspólnocie, ku nowemu sposobowi stawania u boku młodych, zwłaszcza tych, które zmagają się z największymi trudnościami, jak być może ten, który mnie ugodził, który w głębi duszy być może nawet nie wie dlaczego. Tak jak nie wiedzą tego jego rodzice.
Jeśli Pan mi pozwoli, wrócę. Wrócę do klasy, między ławki, gdzie zawsze czułam, że należę. Wrócę, aby uczyć, aby wierzyć w młodych ludzi, aby towarzyszyć im w ich trudnych krokach. Bo mimo wszystko nauczanie pozostaje moim marzeniem, moim powołaniem, moją największą radością.
Wam wszystkim z całego serca dziękuję.
Dziękuję, że mnie uratowaliście, wspieracie, myślicie o mnie, chronicie mnie.
Dziękuję, że daliście mi siłę, by patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość, a przede wszystkim marzenie o tym, by móc dalej robić to, co robiłam.
Z głęboką wdzięcznością,
Chiara Mocchi
Link do artykułu w „Corriere Della Serra”