(fot. Gabriela Piętka)

Wody codzienności

O stawianych sobie pytaniach, prowadzonych poszukiwaniach i odkrywaniu relacji pełnych życzliwości. O nadziei i pokoju. I chodzeniu po wodach codzienności – opowiada Ania

Na zakończenie inauguracji padło pytanie – czym dla mnie jest wspólnota ruchu CL?
Kilkakrotnie zadawałam sobie to pytanie i na nie opowiadałam. Zadawałam je na początku swojej drogi w Ruchu, i będąc już w drodze. Za każdym razem w odpowiedzi pojawiało się przede wszystkim piękno charyzmatu księdza Giussaniego. To było to, co mnie pochwyciło i porwało w wir darmowości i miłości, aby pójść za, razem z przyjaciółmi z Ruchu. Po długim poszukiwaniu, odkryłam swoje miejsce w Kościele, zawiązałam przyjaźnie, zobaczyłam jak mogą wyglądać relacje pełne życzliwości, otwarcia i zrozumienia. Relacje, w których mogłam czuć się bezpiecznie, otwierając się na bycie we wspólnocie, otwierając się na bycie ukochanym dzieckiem Boga.
Stałam się osobą, która zaczęła intensywnie poszukiwać w codzienności, w każdym drobiazgu, w każdej czynności swojego życia – Boga.

Odkrywałam ponownie swoje powołanie, w miejscu, w którym postawił mnie Bóg - w pracy, w swoim małżeństwie, w byciu żoną i matką, w relacjach z ludźmi zupełnie mi obcymi. Choć jesień, zagląda przez okno życia, dalej nieustannie jestem w drodze, zmierzając ku horyzontowi, a każdy dzień przynosi coś nowego, swoistą mieszankę ludzkiej egzystencji, ze swoim światłem i mrokiem, ale przede wszystkim przynosi nadzieję i pokój.

Choć często mi to umyka, a ja popadam w zwątpienie, lecz wtedy przyjaciele z Ruchu, którzy mnie otaczają, pozwalają dostrzec inną drogę, aby pójść za Jezusem. Na nowo odkrywam Bożą perspektywę, którą tracę biegnąc ku horyzontowi, tak niedoścignionemu. Jednak pamiętam o tym, że na swojej drodze nie jestem sama, otaczają mnie przyjaźni ludzie i tą przyjaźnią i tą miłością, która mnie napełnia, którą dostaję w nadmiarze, mogę obdarować innych, pragnących odnaleźć tę jedyną drogocenną perłę.

Bóg powołuje wtedy kiedy jesteśmy na to gotowi, naszym zadaniem jest tylko przyjąć jego łaskę, przyjąć jego miłość i to, że nas przynagla do działania, tak odkryłam, piękną chrześcijańską komunię, która mnie wyzwoliła. Odkrywałam na nowo komunię z parafią, z innymi ludźmi, niekoniecznie wierzącymi, przecież wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga i nie zapominajmy, że wszyscy jesteśmy równi, bez względu na to, jaka jest nasza samoświadomość.

Ksiądz Adam przywołał bardzo mi bliski obraz Piotra chodzącego po falach. Właśnie w tym fragmencie Ewangelii widzę siebie na niejednej fali mojego życia. Ilekroć zagubiłam Jego spojrzenie, pochłaniały mnie, mniejsze lub większe fale mojego życia. Tonęłam w drobiazgach, problemach, moich projektach, tracąc nadzieję. Wystarczyło jednak wyciągnąć rękę, a On od razu mnie chwytał i wyciągał na powierzchnię, żebym mogła na nowo spojrzeć w Jego oczy i chodzić po wodach codzienności.
Anna z Pyskowic