
Liliana Cavani. „Nie sposób zrozumieć Franciszka bez Jezusa”
W marcowym „Tracce” wywiad z reżyserką trzech filmów o Świętym z Asyżu: „Mówiono o nim tysiące razy, często bez pełnego zgłębienia rewolucyjnego znaczenia jego świadectwa”To nie tylko historia wielkiej artystycznej fascynacji, opowiedziana przez reżyserkę, która poświęcił trzy filmy Biedaczynie z Asyżu. Liliana Cavani jest również wdzięczna Świętemu Franciszkowi za to, że pozwolił jej na nowo odkryć powołanie do pracy z kamerą filmową, któremu groziło ryzyko pozostania marzeniem schowanym do szuflady. Pierwszy film był miniserialem telewizyjnym, wyemitowanym w maju 1966 roku, w którym w rolę Świętego wcielił się szwedzki aktor Lou Castel. W drugim wystąpił Mickey Rourke, amerykański aktor, który znajdował się wówczas u szczytu swojej kariery. Natomiast trzeci, dojrzały film, został zrealizowany w 2014 roku we współpracy z Rai Fiction, z udziałem polskiego aktora Mateusza Kościukiewicza. Znaczące miejsce zajmuje w nim postać Świętej Klary. Jednak najbardziej odcisnął się w pamięci zbiorowej Franciszek z 1989 roku, nakręcony z myślą o dużym ekranie i mistrzowsko zagrany przez Rourke’a.
Starożytna mądrość Kościoła woli powierzyć rozeznanie świętości rygorowi tych, którzy, nieporuszeni wiarą, są mniej skłonni do hagiografii. W Świętym Franciszku Liliany Cavani doświadczenie nawrócenia bardziej niż ze śpiewem ptaków ma do czynienia ze szczękiem mieczy. „Nie można zrozumieć ekologii Franciszka w Pochwale stworzeń (Matka Ziemia i Siostra Woda; Brat Słońce i Brat Księżyc...) bez uprzedniego zrozumienia grozy, jaką odczuwał wobec wojny, krwi i ścinania głów, oraz miłości do świętości życia, którą to wszystko w nim rozbudziło”.
W świadectwie złożonym w Centrum Kultury San Carlo w Mediolanie w 1989 roku, zbiegającym się z premierą filmu, reżyserka wyznała, że w przygodach Franciszka dostrzegła „odpowiedź na przeznaczenie człowieka, którym jest piękno”. A dla niej, pochodzącej z Carpi w Emilii, to musi być piękne przeznaczenie, skoro już mowa o pięknie, o tym widoku z jej domu na Wyspę Tyberyjską, którym się cieszy. Franciszek, powiedziała jeszcze w tym wystąpieniu, opublikowanym w całości w „Litterae Communionis” (nr 10 z 1989 roku), „to świadectwo, które wciąż ma swoją siłę i palącą aktualność”.
W owym roku upadek Muru Berlińskiego zdawał się obiecywać pokojową przyszłość. Tymczasem wojna wybuchła ponownie. Czy świadectwo Franciszka jest nadal aktualne?
Nie aktualne, ale niezwykle aktualne. Nadzwyczaj aktualne.
Zacznijmy zatem od początku, od Pani pierwszego spotkania z nim.
Dorastałam w rodzinie moich dziadków ze strony matki. Mój dziadek był ateistą i działaczem związkowym, tymczasem babcia pochodziła z rodziny katolickiej. Zostałam uformowana w laickim duchu, ale wychowano mnie do wolności myśli i nawiązałam wiele przyjaźni z niezwykłymi katolikami. Ukończyłam literaturę w Bolonii, jednak pasjonowałam się historią. Iliada otworzyła mi oczy na okrucieństwo wojny przed wynalezieniem prochu. Po ukończeniu Eksperymentalnego Centrum Kinematografii wzięłam udział w konkursie dla menadżerów organizowanym przez RAI i wygrałam. Wygrałam, ale tak naprawdę nie chciałam zostać urzędniczką.
Jak udało się Pani robić to, czego Pani pragnęła?
Zawdzięczam to wspaniałemu menedżerowi RAI Angelo Guglielmiemu, pochodzącemu z Emilii Romanii tak jak ja. Powierzył mi filmy dokumentalne o III Rzeszy, Stalinie i ruchu oporu, które pozwoliły mi zrozumieć, że wojny XX wieku były jeszcze brutalniejsze niż starożytne, a ludzie bardziej agresywni i nieludzcy.
Dopóki nie pojawił się w Pani życiu Franciszek...
Tak właśnie było. Guglielmi powierzył mi realizację filmu dokumentalnego z okazji uroczystości Świętego Franciszka. Przypadkiem znalazłam na stoisku na bolońskim dworcu kolejowym książkę szwajcarskiego mediewisty Roberta Sabatiera z 1896 roku. Kupiłam ją i przeczytałem w pociągu. Bardzo mi się spodobała i dałam ją do przeczytania Guglielmiemu, mówiąc mu, że chciałabym nakręcić o tym film. Przeczytał książkę i dał się przekonać. Tak powstał mój pierwszy film, a zarazem pierwszy film RAI, wyemitowany w 1966 roku. W międzyczasie kontynuowałam poszukiwania i dwadzieścia lat później postanowiłam nakręcić drugi, a potem trzeci, który – nie wiadomo dlaczego – został wyemitowany przez RAI dwa lata później, dopiero po wyborze papieża Franciszka, który postanowił przyjąć imię Franciszek. Wieczorem po wyborze podjęto decyzję o emisji mojego trzeciego filmu Franciszek. Muszę przyznać, że miałam trzech wyjątkowych aktorów.
Widzowie pamiętają szczególnie rolę Mickeya Rourke’a.
Filmowi z 1989 roku poświęciłam dwa lata pracy. Najbardziej delikatnym momentem do nakręcenia było pojawienie się stygmatów. Zastanawiałam się nad niewierzącymi, częściowo z powodu mojej formacji. Wahałam się, czy umieścić tę scenę. Nakręciliśmy ją tylko raz i kiedy oglądnęliśmy ją wraz z operatorami zdjęć i innymi członkami ekipy, wszyscy byliśmy pod wrażeniem. Postanowiłam zatem włączyć ją bez żadnych zmian, taką, jaka była.
Na tym spotkaniu w 1989 roku powiedziała Pani, że tylko w chrześcijaństwie prawdą jest osoba, Jezus, a nie doktryna. I że tylko w ten sposób można zrozumieć Franciszka.
Zgadza się. Myślę też o scenie, w której Franciszek, niepewny sensu swojego życia, obejmuje krucyfiks z kościoła św. Damiana. Rourke był genialny, właśnie dlatego, że tak bardzo zafascynował się życiem Franciszka.
W każdym razie, tak Pani twierdzi, nawrócenie nie dokonuje się raz na zawsze.
Nawrócenie trwa całe życie i – paradoksalnie – stygmaty Franciszka pojawiły się w momencie kryzysu, zwątpienia. Pojawiły się, jakby po to, aby mu powiedzieć: „Franciszku, jesteś gotowy, jestem z tobą!”.
Czy to prawda, że Jan Paweł II wzruszył się, oglądając ten film?
Tak, bardzo. Płakał. Siedział po mojej prawej stronie w małej sali w Watykanie, gdzie było nas tylko kilkoro. Kilka razy podczas seansu uścisnął mi rękę, by podzielić się ze mną swoimi emocjami.
Wspomniała Pani, że do spotkania z Franciszkiem zainspirowały Panią filmy dokumentalne o II wojnie światowej, które nakręciła Pani wcześniej. W jaki sposób poznanie okrucieństwa wojny przygotowało Franciszka na spotkanie z Jezusem?
Dla Franciszka, jak dla każdego młodego mężczyzny z rodziny szlacheckiej w jego czasach, wojna była niezbędnym krokiem w dążeniu do awansu. Nie sądził jednak, że wojna może być tak okrutna, gdzie zwycięzcą jest ten, kto przeszyje wroga włócznią lub mieczem. Franciszek był pierwszym prawdziwym pacyfistą, być może jedynym, który jasno stwierdził, że wojna to horror. Chciał, aby jego naśladowcy głosili pokój.
Jak wyjaśniłaby Pani aktualność Świętego Franciszka dzisiaj?
Daje on świadectwo o nagiej i brutalnej prawdzie o niemożności pogodnego pielęgnowania pokoju. Jego aktualność jest aktualnością Ewangelii. Wiara Franciszka jest czymś bardzo konkretnym; jego idea braterstwa, oddanie się ubogim, miłość do natury to nie tylko poetyckie aspiracje, ale poważny program walki z przemocą wojny. Dla niego miłość, która nim kieruje, jest konkretna, tak jak konkretna była w nim groza wojny. Ci, którzy kochają życie, nie mogą odbierać go innym. Jezus uważa wszystkich ludzi za swoich braci i siostry, a świat za dar. Nie można pragnąć wojny, a potem iść na mszę św.
Jaka potrzeba zainspirowała Pani trzeci film?
Pragnęłam podzielić się także doświadczeniami ludzi, których życie zostało przemienione przez spotkanie z Franciszkiem. Tym, który naśladował Chrystusa i Jego apostołów. Pozwoliło mi to głębiej wniknąć w postacie trzech przyjaciół: Leona, Rufina i Anioła, „braci”, i dodałam Klarę, która również odegrała decydującą rolę w opracowaniu Reguły.
A co sądzi Pani o Świętej Klarze?
Klara wreszcie pojawiła się w przygodach Franciszka. Kobiety w tamtych czasach były mniej obecne w życiu społecznym i politycznym niż dzisiaj. Obecność Klary w życiu Franciszka jest bardzo ważna. Oznacza ona początek (jesteśmy w XIII wieku) obecności kobiet w hierarchii kościelnej. Z bardzo nielicznymi wyjątkami kobieta była wykluczana ze wszystkich stanowisk cywilnych. Mogła być chłopką, prowadzić dom i rodzić dzieci. Dla Franciszka „równość” wartości mężczyzny i kobiety była czymś normalnym, choć w Asyżu wielu, jak się wydaje, było zdumionych kobietami, które modliły się, ale także pracowały, aby się utrzymać i pomagać chorym i ubogim.
CZYTAJ TAKŻE: Rodzice Marco Gallo: „Zawsze należał do Boga”
Święty Franciszek pnie się teraz również na szczyty list bestsellerów w księgarniach. Czy wielcy popularyzatorzy, którzy się nim zajmują, mogą pomóc w poznaniu go, czy też istnieje ryzyko jego trywializacji?
O Franciszku opowiadano tysiące razy! Często bez zgłębienia rewolucyjnego znaczenia jego świadectwa. Nie czytałam najnowszych książek. Nie można jednak w pełni zrozumieć Franciszka bez poznania ludzkiej rzezi, której ludzie dopuścili się własnymi rękami na wojnach. Dziś o posiadaniu broni atomowej mówi się jakby nigdy nic, pobłażliwie, ignorując istnienie tysięcy głowic jądrowych. Nie możemy ograniczać się do dobrych uczynków, cudu z wilkiem i do śpiewu ptaków, nie zagłębiając się w to, co Święty Franciszek ma nam do powiedzenia, zwłaszcza dzisiaj.#Ślady