Portret Franciszka namalowany w Sacro Speco w Subiaco (©Gerhard Rue/Mondadori Portfolio)

Święty Franciszek. Prawdziwym ubogim jest ten, kto kocha

Davide Rondoni, poeta, opowiada o ogromnym napływie pielgrzymów, którzy przybyli, by zobaczyć relikwie świętego w osiemsetną rocznicę jego śmierci (z październikowych „Tracce”)
Valentina Frigerio

Poeta Davide Rondoni od 2023 roku stoi na czele Krajowego Komitetu ds. obchodów 800. rocznicy śmierci św. Franciszka. To trzy lata pełne niespodzianek, dzięki pracom przygotowawczym, pozytywnemu przyjęciu programu wydarzeń oraz licznym spotkaniom, które z tego wyniknęły.

Jakie ma Pan wrażenia w związku z pełnieniem tej funkcji?
To przede wszystkim doświadczenie spotkań z różnymi ludźmi: od najwyższych rangą przedstawicieli rządu po ostatniego pielgrzyma, który zatrzymuje się w klasztorze. To także doświadczenie pełne zachwytu, ponieważ można zobaczyć mnóstwo pięknych rzeczy. Święty Franciszek jest lubiany przez wszystkich. I należy do wszystkich – nie dlatego, że każdy może coś o nim powiedzieć, ale dlatego, że wszyscy go potrzebujemy. Świadczy o tym jednogłośność, z jaką Parlament przyjął moją propozycję sprzed dwóch lat dotyczącą przywrócenia święta narodowego 4 października: to znak, że ludzi łączy świadectwo, a nie słowa. Franciszek jest świadectwem dla wszystkich.

Co podoba się w św. Franciszku?
Był radosnym człowiekiem, który zmarł śpiewając. A ta radość nie jest byle jakim szczęściem, lecz wskazuje – jak sugeruje etymologia słowa „letizia” (radość) wywodząca się od „letame” (obornik) – na życie płodne, które zawdzięcza nawozowi. Tym nawozem była dla niego miłość do Chrystusa i przyjaźń z braćmi. Świętego Franciszka nie da się zrozumieć bez jego przyjaciół; nie jest on odizolowanym nadczłowiekiem. W tym sensie jego zdolność do miłosierdzia – nawet pomimo surowości, jaką okazywał swoim towarzyszom – jest imponująca. Innym powodem, dla którego budzi on sympatię, jest to, że był człowiekiem całkowicie opanowanym przez poczucie, iż życie jest ogromną, najwyższą, wszechmocną tajemnicą, czymś, wobec czego jesteśmy nieproporcjonalnie mali.

Czy to właśnie dlatego podoba się młodym ludziom?
Podoba się z dwóch powodów. Pierwszym jest to, że jednym z kluczowych słów, a może nawet słowem kluczem, jest „stworzenie”. Czym jest stworzenie? Kimś, kto jest w porządku bez względu na wszystko, kimś, kto może istnieć na świecie jako istota pożądana, bez lęku, że musi koniecznie być dobry, że musi to udowodnić. Dominującym uczuciem dzisiejszej młodzieży jest niepokój: gdy zniknęło poczucie bycia stworzeniem, jasne jest, że na każdym kroku, w każdym lustrze, w każdej relacji oczekujesz potwierdzenia, że jesteś w porządku. Poczucie bycia stworzeniem, które Franciszek uosabia w miłości do stworzeń, jest natomiast alternatywą dla niepokoju, ponieważ jesteś w porządku bez względu na wszystko, dzięki czemu możesz próbować, popełniać błędy i zaczynać od nowa. Nieprzypadkowo to poczucie bycia stworzeniem znajduje potwierdzenie w doświadczeniu braterstwa, przebaczenia i miłosierdzia. Ponieważ takie doświadczenia są rzadkością, młodzież, gdy je dostrzega, czuje, że mogą one stanowić prawdziwą alternatywę dla niepokoju, jaki niesie ze sobą świat. Pasolini, który miał silne powiązania z franciszkanami w związku ze swoim filmem pt. „Ewangelia według św. Mateusza”, powiedział w 1973 roku: „Dziecko, które rodzi się dzisiaj, czuje się mniej błogosławione”. Przekształciliśmy narodziny z błogosławieństwa w traumę, którą należy zbadać. To straszne.

Davide Rondoni (©Meeting Rimini)

A jaki jest drugi powód?
Święty Franciszek jest człowiekiem radykalnym w swoich wyborach, w swoim sposobie życia, dlatego też ujawnia swoją radykalność. Nie jest jednak ekstremistą. Dowodem na to jest fakt, że stanowił prawdziwą alternatywę dla herezji katarów, czyli poglądu, że aby kochać Boga, trzeba nienawidzić świat. Franciszek natomiast kocha świat: kocha ciastka, kocha ludzi, kocha skowronki, kocha przyjaciół.

Porozmawiajmy o powołaniu Franciszka, między porywczością a pokorą...
Na początku Franciszek nie do końca rozumiał przesłanie krucyfiksu z San Damiano, które nie polegało na naprawieniu dachu kapliczki, ale na budowaniu Kościoła. Powołanie to wezwanie. To, co w nim uderza młodzież, to fakt, że to powołanie nie jest odwróceniem się od świata, ale odwróceniem się od praw świata. „Laudato si, mi’ Signore, cum tutte le tue creature”: głębokie uczestnictwo. W „Pieśni stworzeń” nie ma ani jednego zwierzęcia, ale są cztery podstawowe żywioły – woda, ziemia, ogień, powietrze – które dla starożytnych stanowiły elementy rzeczywistości. To głębokie wejście w świat jest powołaniem. A to przekształca się w pokorę, postawę życzliwości wobec świata, wobec każdego człowieka. Tak jak wtedy, gdy św. Franciszek mówi do swoich przyjaciół: „Nie wymagajcie od innych, by byli lepszymi chrześcijanami niż wy”, albo do brata Masseo, gdy ten go pyta: „Dlaczego cię naśladują?”, odpowiada: „Bo Bóg widział, że nie było nikogo gorszego ode mnie”. Na tym polega pokora, jest to osąd. Jest to pokora ubogiego. Jest on taki nie dlatego, że nie posiada dóbr, ale dlatego, że kocha wszystko bez przywiązania do posiadania. Prawdziwym ubogim jest ten, kto kocha. Nie posiada nawet samego siebie. I tylko ten, kto mówi: „nie należę do siebie”, może powiedzieć: „siostra śmierć”.

W powszechnej wyobraźni św. Franciszek zawsze kojarzony był z ubóstwem rozumianym jako nędza. Czy próbuje Pan obalić to stereotypowe przekonanie?
Tak. Kiedy to mówię, widzę, że ludzie to rozumieją i dostrzegają sedno sprawy. Kiedy Maradona, jako człowiek z ludu, odwiedził papieża Franciszka, wychodząc z Watykanu powiedział: „Ten zawsze mówi o ubogich. Podniosłem wzrok i zobaczyłem złoty dach”. Na tym polega nieporozumienie. Papież Franciszek nie sprzedał obrazów z Muzeów Watykańskich, by rozdać je ubogim, ponieważ ubóstwo to nie nędza. Święty Franciszek był człowiekiem, który pozbył się swojego majątku, który nie pragnął pieniędzy, to znaczy nie chciał traktować świata zgodnie z prawami świata, a więc zgodnie z prawami ekonomii. Dotyczy to zarówno ludzi, jak i dóbr, dlatego papież może mieszkać w najbogatszym pałacu świata, ale nie dlatego, że jest on jego własnością, lecz dlatego, że jest to dobro, które posiada i które może zostać zwrócone jako dobro dla wszystkich. W rzeczywistości ekonomia franciszkańska opiera się na idei zwrotu. Również ubodzy, nawet ci, którzy nie mają nic, mogą coś zwrócić: życie należy zwrócić. Giussani używał wyrażenia „oddać życie dla dzieła Innego”: na tym polega ubóstwo, że twoje życie jest przeznaczone dla dzieła Innego. Człowiek jest istotą religijną i zawsze nią pozostaje, nawet gdy – popełniając błąd – wykorzystuje Boga do wojny, to znaczy jako narzędzie.

Czego nowego dowiedział się Pan o św. Franciszku w ciągu tych lat bliskiego kontaktu?
Po pierwsze, o jego wzruszeniu wobec Chrystusa, o tym jego „beczeniu” w obliczu Dzieciątka Jezus przed szopką w Greccio, o jego życiu jako wzruszeniu, bez którego chrześcijaństwo nie jest interesujące. A po drugie, o jego poczuciu przyjaźni i braterstwa. Niesamowitą więź z braćmi, przez co, gdy otrzymał stygmaty, napisał z jednej strony pochwałę Boga, a z drugiej – błogosławieństwo dla brata Leona, na tej kartce, którą wciąż przechowujemy. Miał stygmaty na rękach, a mimo to pisał dalej – tak bardzo było to dla niego ważne, tak bardzo przyjaźń była powiązana z aspektem mistycznym. Bez połączenia tych dwóch rzeczy – doświadczenia powołania, Bożego wezwania oraz przyjaźni – nie da się zrozumieć, czym jest chrześcijaństwo.

Co ta rocznica mówi Włochom i Kościołowi?
Ze świeckiego i społecznego punktu widzenia cieszę się, że rząd podjął myśl, iż lepiej jest mieć patronów w niebie niż panów na ziemi. Oznacza to, że bez wymiaru religijnego życie staje się uboższe. Być może jest to również znak, że – w przeciwieństwie do tego, co sądzą niektórzy – nasze społeczeństwo nie jest zsekularyzowane. Chciano by je zsekularyzować, ale jest to społeczeństwo pełne pytań religijnych, pytań dotyczących sacrum.

Gdzie Pan je dostrzega?
Setki tysięcy pielgrzymów przybywających na publiczną ekspozycję relikwii świętego. Albo miliony ludzi w kinach oglądających film Nunziantego i Zalonego pt. „Dobra droga” o drodze św. Jakuba. To są znaki religijne. Człowiek jest istotą religijną i zawsze nią pozostaje, nawet gdy – popełniając błąd – wykorzystuje Boga do wojny, czyli instrumentalizuje Go. Należy podkreślić, że ma to znaczenie również dla współżycia społecznego. Dla Kościoła jest to wielkie wezwanie. Cieszę się, że Papież ogłosił Jubileusz franciszkański. Jest to okazja, by przede wszystkim powrócić do tego, co istotne – do wzruszenia Chrystusem oraz do bycia miejscem dla ludzi radykalnych, ale nie ekstremistów. A także, by być – tak jak to miało miejsce w ostatnich latach – miejscem gościnności, gdzie nie ma znaczenia, kim jesteś, ani co robiłeś do wczoraj.

Komitet ma również za zadanie tworzyć projekty, które przetrwają próbę czasu.
Oczywiście. Pracujemy nad licznymi publikacjami poświęconymi świętemu, prowadząc szeroko zakrojone prace związane z katalogowaniem i digitalizacją źródeł franciszkańskich. Zleciliśmy wykonanie dziesięciu figur św. Franciszka, które trafią do dziesięciu gmin, boiska piłkarskiego dla dzieci w Egipcie, programu dla niepełnosprawnych dzieci w Kenii, centrum studiów poświęconego św. Franciszkowi na Uniwersytecie w Urbino oraz więzienia dla nieletnich nazwanego imieniem św. Franciszka – to tylko kilka z naszych stałych projektów. Zajmujemy się również renowacją celi św. Franciszka w Rzymie. To wielka szansa dla wszystkich. Pracujemy też nad ujednoliceniem oferty szlaków św. Franciszka.

CZYTAJ TAKŻE: Wystawa o św. Franciszku

Jaką odpowiedzialność nakłada na nas, chrześcijan, ten franciszkański rok?
Abyśmy lepiej odkryli, czym jest radość, a więc możliwość prowadzenia radosnego życia, czyli abyśmy zrozumieli, że radość to właśnie ta płodność, ponieważ nawozi ją obornik. Zadajmy sobie zatem pytanie: jakiego nawozu używasz? Co cię użyźnia? Ty sam, wyobrażenie, jakie masz o sobie, twoje sukcesy, pieniądze, zdrowie, czy też coś innego, co spotkało cię po drodze? To wielkie pytanie, które stawia się chrześcijanom. Co użyźnia twoje życie?

Z czasopisma „Tracce – Litterae Communionis”, marzec 2026 r.