
Leon XIV na Meetingu. Niekończąca się wdzięczność
Opowieść o wyjątkowym dniu spędzonym w pawilonach Targów w Rimini. Wśród podziękowań i zaproszenia Ojca Świętego do głębokiego uświadomienia sobie wzajemnych emocjiPolecenie ochroniarzy Leona XIV rozległo się stanowczo pod koniec spotkania w audytorium, wypełnionym po brzegi, podobnie jak wszystkie połączone zdalnie sale Targów w Rimini: „Zróbcie przejście, papież chce podziękować chórowi”. Ten gest, wykraczający poza protokół, a także słowa papieża – które w całości możecie przeczytać na stronie – odzwierciedlają również intensywność spotkania ludu Meetingu z papieżem Leonem XIV. Pamiętam słowa księdza Luigiego Giussaniego skierowane do grupy Włochów wyjeżdżających na misję do obcego kraju: „Zdobędziecie tych, których spotkacie, miłością i pięknem naszych pieśni”. Wizyta na Meetingu w Rimini kolejnego papieża „przybywającego z daleka”, czterdzieści cztery lata po wizycie Jana Pawła II, przeplatała się przez cały czas jej trwania – najpierw pieszo, szybkim krokiem przez długi odcinek („Miejmy nadzieję, że wsiądzie do samochodu – powiedział jeden z jego towarzyszy – w ten sposób będzie przemieszczał się wolniej”), a następnie elektrycznym papamobile – ze śpiewem tych, którzy czekali na niego od wielu godzin.
Słowo „spotkanie” ma szczególne znaczenie dla członków CL i można powiedzieć, że to wczorajsze z Leonem XIV było, w pełnym tego słowa znaczeniu, spotkaniem, meetingiem. Trafnie ujmuje to Monica Scholz-Zappa, kuratorka wystawy o świętym Augustynie: „Już sama praca nad wystawą była doświadczeniem przeżywania Meetingu z wyprzedzeniem, ponieważ zaangażowała profesorów, absolwentów studiów wyższych i doktorantów z różnych środowisk, a także przewodników, którzy z pewnością nie byli specjalistami (prawników, funkcjonariuszy obrony cywilnej i osoby najróżniejszych zawodów), a wszyscy starali się przedstawić zwiedzającym Augustyna, który przemawia do nas dzisiaj. Następnie przyjęcie papieża było odpowiedzią osobie, która przyjmując zaproszenie na Meeting, przyjęła nas już wcześniej. Po prostu odpowiedzieliśmy na jego przyjęcie. Nie musiałam papieżowi niczego wyjaśniać; on już wiedział wszystko o Augustynie; pozwoliłam mu się prowadzić, jego spojrzeniu, zainteresowaniu, jakie okazywał. Doświadczyłam współdzielenia: czasem cytatu, czasem jakiegoś fragmentu, czasem troski świętego Augustyna”. Krótko mówiąc, spotkania. „Samo wypowiedzenie tych słów raduje serce: «Spotkanie»! «Spotkanie przyjaźni»! «Przyjaźń między narodami»!” – powiedział w swoim przemówieniu, cytując Jana Pawła II z Meetingu w 1982 roku.
Kiedy przybył na wystawę o Léonie Harmelu – niezmiennie otoczony tłumem, witającym go śpiewem i ofiarowującym jakieś sympatyczne prezenty (studenci z restauracji rzymskiej, którą mijał, przygotowali dla niego talerz z napisem „Una fame da Leone – Głodny jak lew”) – jeden z kuratorów powiedział mu: „Ojcze Święty, ta wystawa to wina Ojca Świętego”. „Moja wina?” „Felix culpa (tu wybuchnął śmiechem), ponieważ cytując Leona XIII, przypomniałeś nam, co ksiądz Giussani powiedział o nim i o Rerum novarum: że Léon Harmel wyprzedzał swoje czasy o pięćdziesiąt lat i że był jedynym, za którym naprawdę podążał”. Towarzyszący mu podczas tych kilku minut objaśnień wystawy o pionierze społecznej doktryny Kościoła, którą papież Leon XIII zainspirował encykliką Magnifica humanitas, byli pod wrażeniem jego uważności. Gdy coś go uderzyło, przystawał, patrzył pytającym wzrokiem i podkreślał słowem, skinieniem głowy.
Potem nastąpiło spontaniczne, improwizowane pozdrowienie Wioski Młodzieży, wypowiedziane mocnym głosem: „Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję, że tu jesteście; dziękuję za to przyjęcie i za ten entuzjazm, który jest znakiem Ducha! (…) Świat potrzebuje was, waszego entuzjazmu, waszej miłości, waszej wierności”.
Następnie przeszedł do kolejnej sali: „Nie wiecie, jak pięknie jest widzieć was tu wszystkich razem”. Ponownie padło słowo: „Dziękuję”, powtórzone trzy lub cztery razy, i zaproszenie do głębokiego uświadomienia sobie wzajemnego wzruszenia, które wzbudziło tę wdzięczność: „Najgłośniejsze brawa należą się Jezusowi Chrystusowi: wszyscy jesteśmy uczniami Jezusa!”. Następnie odniesienie do wystawy o świętym Augustynie: jednej z „wielu okazji [jakie daje Meeting] do refleksji nad naszym życiem, nad społeczeństwem, nad wiarą” i pierwsza wskazówka dotycząca zadania: „Zawsze żyjcie z tym entuzjazmem, a zobaczycie, że naprawdę możemy budować świat pokoju i miłości”.
I o ile przesłanie Jana Pawła II do ludu Meetingu czterdzieści cztery lata temu brzmiało: „Budujcie, zawsze i niestrudzenie, cywilizację miłości”, tak wczoraj Leon XIV zaktualizował je w kwestii metody: „Niech wasz Ruch, grupy i wspólnoty będą dla was trampoliną, z której wskoczycie w sam środek rzeczywistości. Przeciwstawiajcie się temu, co chciałoby oddalać was od braci i sióstr o odmiennej kulturze, wrażliwości i pochodzeniu, zwłaszcza od najuboższych. Wy natomiast wychodźcie wszystkim na spotkanie!”.
Pewna kobieta, obecna w 1982 roku, a także wczoraj, skomentowała, wychodząc z audytorium: „Wezwał nas do wierności Chrystusowi, Kościołowi i charyzmatowi Giussaniego. Jestem pod wrażeniem, że powiedział to naszym wnukom, będącym pierwszym owocem usiłowania zbudowania cywilizacji miłości, historii w historii, która dzięki łasce nigdy się nie kończy”.