Kardynał Kevin Joseph Farrell Kevin Joseph Farrell (©Catholic Press Photo/Massimiliano Migliorato)

„Komunia – najpiękniejszy dar Ducha Świętego dla Kościoła”

Homilia napisana przez kardynała Kevina Josepha Farrella, prefekta Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, z okazji rekolekcji Bractwa Komunii i Wyzwolenia. Rimini, 18 kwietnia 2026 r.
Kevin Joseph Farrell*

*kardynał, prefekt Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia

Drodzy Bracia i Siostry,

czytania biblijne, których właśnie wysłuchaliśmy, oddają klimat światła i radości, w jakim Kościół żyje w okresie wielkanocnym.

Tekst Dziejów Apostolskich opowiada nam o wielkim wzroście wspólnoty chrześcijańskiej w Jerozolimie, wzroście, który stał się możliwy również dzięki komunii i zgodzie, jakie w niej panują. Dla utrzymania komunii konieczne jest dokonywanie mądrych i roztropnych wyborów. Tak dzieje się w obliczu prośby greckojęzycznych nowo nawróconych, aby nie zaniedbywać ich wdów. Byli to prawdopodobnie Żydzi niemieszkający w Jerozolimie, przebywający poza Palestyną, gdzie nabożeństwa w synagogach odprawiano po grecku, inaczej niż u miejscowych Żydów, mówiących po aramejsku. Nie uważano ich jednak za wierzących „drugiej kategorii”. Apostołowie wysłuchali ich prośby i zaproponowali, aby sami wytypowali odpowiednie osoby, wskazując jako kryterium obecność pewnych cech moralnych – „dobrej sławy” – oraz duchowych – „napełnienie Duchem i mądrością”. Ten aspekt jest interesujący: Dwunastu nie narzucało z góry osób, które sami wybrali, lecz poprosiło samą wspólnotę o zaproponowanie imion. W ten sposób wybrano siedmiu mężczyzn – odtąd nazywanych „diakonami” – wszystkich o greckich imionach, najwyraźniej ze względu na ich zdolność do nawiązywania relacji z greckojęzyczną kulturą tej części Kościoła. Następnie zostali oni przedstawieni Apostołom, którzy „wyświęcili” ich do nowej posługi poprzez włożenie rąk. Istnieje tu synergia między wyborem „z dołu”, dokonanym przez wspólnotę, a potwierdzeniem „z góry”, dokonanym przez osoby sprawujące władzę.

Jest to pouczający epizod: przypomina nam przede wszystkim o tym, jak ważne jest, by nie zaniedbywać potrzeb i trudności, z jakimi borykają się różne grupy we wspólnocie chrześcijańskiej. Nikogo nie należy ignorować ani odsuwać na bok. Niedogodności, jeśli nie dąży się do zaradzenia im, mogą z czasem stać się przyczyną niepokoju, a nawet odłączenia od wspólnoty. To słuchanie jest jednak częścią głębszego pragnienia zachowania komunii w Kościele.

Komunia ma swoje korzenie w relacji, jaką każdy człowiek nawiązał z Bogiem, a która jednoczy również braci i siostry. Ksiądz Giussani wyraził to w prosty sposób, stwierdzając: „Duch komunii [w Kościele] to rozpoznanie samego siebie, ponieważ Bóg dotknął ciebie tak, jak dotknął mnie, a ty rozpoznałeś Go tak, jak ja, i rozpoznajesz siebie razem ze mną” (Luigi Giussani, Un volto nella storia. Il compito della Chiesa nel mondo (1969-1970), Rizzoli, Milano 2025, s. 57). To znaczy, rozpoznaję w innych to samo fundamentalne doświadczenie Boga, które naznaczyło moje życie, które tworzy między nami szczególną duchową harmonię i które teraz czyni nas braćmi.

Ta komunia jest najpiękniejszym darem, jaki Duch Święty dał Kościołowi Chrystusowemu, dlatego Apostołowie troszczą się o to, by z miłością i roztropnością ją zachować. W Kościele mogą istnieć różne komponenty kulturowe, różne wrażliwości, różne „dusze” – podobnie jak w swoim czasie chrześcijanie kultury greckiej i żydowskiej – ale komunia w Chrystusie jest ponad wszelkimi różnicami kulturowymi, ponad wszelką wrażliwością duchową, ponad wszelkimi subiektywnymi sposobami pojmowania doświadczenia chrześcijańskiego. Różna wrażliwość, różne ukierunkowanie myśli nigdy nie mogą stać się okazją do szerzenia roszczeń, uraz i walki o władzę, lecz muszą zostać przywrócone do tej jedności w wielości, która jest typowa dla Kościoła katolickiego we wszystkich jego wymiarach.
Ten epizod przypomina nam również o znaczeniu wyboru właściwych osób, które byłyby prawdziwie pożyteczne i wspierające dla wspólnoty, wskazując jasne kryteria wyboru i wymagane cechy. Widzimy również, że głównym celem, który inspirował wszystkie decyzje Kościoła wczesnochrześcijańskiego, była misja: wybór siedmiu diakonów pozwala podtrzymywać żywą podwójną misję głoszenia i posługi, czyli głoszenie Słowa Bożego przez Dwunastu oraz niesienie pomocy potrzebującym przez diakonów. To zawsze misja ukierunkowuje decyzje i czyni je mądrymi i owocnymi, a nie inne kryteria czy prywatne interesy, czy to grupowe, czy indywidualne.

A zatem słuchanie wszystkich, pragnienie zachowania komunii, dobór odpowiednich osób do różnych posług, priorytetowe ukierunkowanie na misję. Są to cechy, które są widoczne w Kościele wczesnochrześcijańskim i pozostają inspiracją i wzorem również dla nas.

Ewangelia opisuje sytuację uczniów, którzy po intensywnym dniu misji z Mistrzem próbują wrócić do swoich domów w Kafarnaum. Jest już ciemno, a oni zostają zaskoczeni przez wzburzone morze i silny wiatr. W tej pełnej niepokoju sytuacji widzą Jezusa zbliżającego się do nich, kroczącego po wodzie, i ogarnia ich strach. Wydaje się niemal, że prawdziwym powodem lęku jest nie tyle wzburzone morze, co nieoczekiwany i niepokojący sposób, w jaki Jezus się objawia. W Nim ukazuje się potężna manifestacja samego Boga, Boga, którego Pismo Święte opisuje jako Tego, który „sam rozciąga niebiosa, kroczy po morskich głębinach”, jak głosi Księga Hioba (Hi 9, 8). Psalmy często opisują Boga jako władcę morza (por. Ps 107, 23-25; Ps 93, 4), które w Biblii symbolizuje siłę chaosu i zła działającego na świecie. Bóg „władca morza” jest teraz obecny w Jezusie – w Nim ukazuje się Bóg wyjścia, który otworzył swojemu ludowi drogę zbawienia przez morze. I to budzi lęk.

Jeśli się nad tym dobrze zastanowimy, to samo często przydarza się i nam. Trudne okoliczności, w których się znajdujemy, niejednokrotnie nas niepokoją: choroby, trudności finansowe, problemy rodzinne, nieporozumienia w relacjach. Jednak, gdy Bóg ukazuje się nam jako Ten, który może uciszyć wszystkie burze naszego życia, paradoksalnie, zamiast znaleźć pocieszenie, odczuwamy lęk. Nasze serca utraciły zażyłość z Bogiem i niewinne zaufanie, jakie mieliśmy do Niego przed grzechem. Grzech pierworodny pozostawił w nas niemal „podejrzliwość” wobec Boga: „Nie można Mu w pełni zaufać!” – zdaje się mówić głos w naszym wnętrzu, także gdy w naszych próbach ukazuje się On jako nasz Wyzwoliciel.

Jednak Jezus w tej sytuacji okazuje się pełen miłosierdzia. Objawia się uczniom pod boskim imieniem w najwyższym stopniu: „Ja jestem” (por. Wj 3, 15). Co oznacza: „Prawdziwie Ja jestem Bogiem!”. Wszystko jest w moich rękach! Możemy odnieść do tej sceny fragment z proroka Izajasza, który mówi: „Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą” (Iz 41, 10). To jest siła, którą Jezus pragnie wlać w Apostołów i pewność, którą pragnie obdarzyć nasze serca.

Epizod kończy się dość niespodziewanie: Apostołowie chcą zabrać Jezusa do łodzi, aby mieć Go ze sobą, ale wydaje się to niepotrzebne; łódź niemal natychmiast dociera do brzegu. My również chcielibyśmy wpuścić Boga w każdy zakątek naszego istnienia, aby wypaczenia, niekompletność i rany, które mamy, mogły zostać uleczone. Chcielibyśmy mieć Go „w łodzi”, to znaczy, chcielibyśmy, aby wszystkie nasze problemy zostały rozwiązane, zanim ruszymy dalej. Nie jest to jednak konieczne. Wystarczy, że Bóg objawi się „z daleka”, wypowie swoje autorytatywne słowo: „Ja jestem”, czyli Ja „jestem obecny przy tobie!”. I to wystarczy, by ponownie wyruszyć w drogę i szybko dotrzeć do celu.

Najdrożsi, to jest pewność, którą wlewa w nas okres wielkanocny. Zmartwychwstały Chrystus zbliża się do nas wszystkich i mówi nam: „Ja jestem!”, a Jego obecność zmienia wszystko! Nawet jeśli Chrystus nie „wszedł do łodzi”, nawet jeśli wydaje się, że pozostał obcy, nawet jeśli wiele obszarów naszego istnienia pozostaje ciemnych, a wiele problemów nierozwiązanych, z Nim wszystko się zmienia. Z Nim dociera się do brzegu i osiąga się cel życia. To właśnie pewność orędzia wielkanocnego dodaje nam odwagi i wszyscy jesteście zaproszeni, by ją przyjąć, indywidualnie i jako Ruch. Pewność co do obecności Zmartwychwstałego Chrystusa – którą żyjemy w Kościele – pomaga nam przezwyciężyć każdą ciemną noc, każde wzburzone morze, każdy przeciwny wiatr, także te, których doświadczamy czasem jako wspólnota chrześcijańska.

Zachęcam was zatem, abyście zawsze wznosili wzrok ku Chrystusowi, ufali Mu, wzywali Go w chwilach próby i trwali mocno zakotwiczeni w łodzi Kościoła, którą On zawsze prowadzi ku zbawieniu.

Amen.