
„Przed obliczem Chrystusa – tajemnica ludzkiej wolności”
Homilia arcybiskupa metropolity Perugii-Città della Pieve, Ivana Maffeisa, wygłoszona podczas rekolekcji Bractwa Komunii i Wyzwolenia. Rimini, 11 kwietnia 2026 r.*arcybiskup metropolita Perugii-Città della Pieve i doradca duchowy Bractwa CL
Na stronicach Ewangelii znajdujemy ponurą litanię, naznaczoną „brakiem wiary i uporem”. Można by powiedzieć, że na niewiele zdał się pośpiech Marii Magdaleny, by ogłosić Zmartwychwstałego „tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym”. Nie zmienił tego również radosny pośpiech dwóch uczniów z Emaus. Zrezygnowawszy z wieczerzy, wracają oni, by opowiedzieć, „co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba”. Rezultat jest taki sam: uczniowie, tak jak „nie uwierzyli” Marii Magdalenie, „nie uwierzyli też im”. Pozostają pogrążeni w smutku – subtelnej pokusie… – który, jak zauważa autor z II wieku, jest „matką zwątpienia i błędu”. „Wielki Piątek przyciąga tłumy liczne i pobożne” – zauważył z ironiczną goryczą ksiądz Mazzolari, mówiąc o ludzkości, która – tęskniąc za życiem – zatrzymuje się sparaliżowana śmiercią, być może dlatego, że śmierć – w przeciwieństwie do życia – „nie angażuje…”.
Jest to tajemnica ludzkiej wolności, która niekiedy ryzykuje wciągnięciem nawet ludzi Kościoła w te „redukcje”, o których mówił nam ksiądz Emanuele: z jednej strony „tendencja do ograniczania postaci Chrystusa do sfery duchowej”; z drugiej – redukcja moralistyczna, która „traktuje Jezusa jedynie jako wzór do naśladowania”. Na tej drodze łatwo popada się w samotność rodzącą się z obojętności: „nie uwierzyli”; „nawet oni nie uwierzyli”.
Na tym tle naszą pierwszą myślą musi być głęboka wdzięczność za to, co dane nam było spotkać i co pozwala nam na nowo odnajdywać siebie w świetle jaśniejącym w oczach Marii Magdaleny i w żarze ożywiającym serca dwóch uczniów na drodze do Emaus. Powtarzając słowa księdza Emanuele: „Jesteśmy razem, aby pamiętać o tym, co nam się przydarzyło, aby coraz głębiej poznawać Chrystusa i prosić o Łaskę, abyśmy mogli się do Niego upodobnić”.
Z doświadczenia odpowiedniości między potrzebami naszych serc – poczynając od pragnienia szczęścia – a wydarzeniem Chrystusa rodzi się misja polegająca na tym, że „nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli”, zgodnie z tym, co Piotr i Jan odpowiadają kapłanom, starszym i uczonym w Piśmie z Sanhedrynu. Ta wolność jest owocem wydarzenia paschalnego, wobec którego znika jak poranna mgła stare przysłowie Koheleta, zgodnie z którym „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem”. Doświadczenie Ruchu świadczy o „wydarzeniu”, które – jak pomaga nam rozpoznawać ksiądz Giussani – jest „afirmacją pozytywności rzeczywistości; jest pełną miłości afirmacją rzeczywistości”.
Wielkanoc przywraca nas do rzeczywistości ze świadomością, że On, Chrystus, „ma związek z każdym aspektem naszego życia”, jest nam bliski w konkretności naszej codzienności. Znaki tego rozpoznajemy w tych, którzy przyjmują życie i towarzyszą mu w jego wychowawczej drodze; w tych, którzy podchodzą do pracy z „dlaczego”, a zatem z pasją i odpowiedzialnością; i w tych, którzy ofiarowują gesty miłosiernej miłości, potwierdzając, że „życie ma wartość tylko wtedy, gdy jest ofiarowywane…”.
Ta wiara podtrzymuje życie i czyni z nas Kościół, spotkany w szczególnej formie Ruchu; uzdalnia nas do konfrontacji i współdzielenia z każdym człowiekiem, który poszukuje i kocha prawdę i piękno; czyni nas uważnymi na sprawę pokoju, pozwalając zachować świadomość nieskończonej godności każdego ludzkiego życia i naszego udziału we wspólnym przeznaczeniu.
Co łączy pozorną sprzeczność między tym uznaniem udziału we wspólnym przeznaczeniu a różnorodnością, której każdy z nas czuje się zazdrosnym wyrazicielem? Czy, będąc tak różni, naprawdę możemy spotkać się w jedności rodzącej się z komunii?
Ślad odpowiedzi możemy znaleźć w obrazie, drogim naszej pamięci, a przez to powszechnym w wielu naszych domach. Przedstawia on wizerunek Piotra i Jana, ich dwie wychylone wprzód postacie, biegnące razem do grobu pośród krajobrazu rozświetlonego brzaskiem „pierwszego dnia po szabacie”. W ich pełnych niepokoju i zdumienia spojrzeniach dostrzegamy obawę Kościoła, w której współistnieją różne temperamenty, różne oczekiwania i wrażliwości. Jest miłość Marii Magdaleny, powolność Piotra, intuicja Jana… Różne dary duchowe ze względu na wielość, która jest możliwa w Kościele, jeśli jest przeżywana w miłości do Chrystusa i ukierunkowana na dobro wspólnoty, na drodze Kościoła, która staje się poszanowaniem, poważaniem, podążaniem za i wiernością.
Przeczytałem ponownie słowa Giussaniego, które towarzyszyły temu wielkanocnemu plakatowi sprzed kilku lat. Oto one: „Ledwie zarysowane nowe człowieczeństwo, u tego, kto ma szczere spojrzenie i serce, staje się widoczne w towarzystwie tych, którzy uznają Jego obecność, Boga-z-nami”. To właśnie to „ledwie zarysowane nowe człowieczeństwo” może budzić zdumienie i fascynację. Spotykając wspólnotę, która wyznaje zmartwychwstałego Chrystusa i jest silna głębią przyjaźni przeżywanej w komunii, nawet człowiek naszych czasów zostanie pociągnięty pięknem tego biegu docierającego do mety wraz z Janem, umiłowanym uczniem, który – jak głosi Ewangelia – „ujrzał i uwierzył”.
Dzięki temu doświadczeniu wszystko – absolutnie wszystko – staje się znowu możliwe.