
Ameryka, 11 września
Dwadzieścia pięć lat temu atak na World Trade Center w Nowym Jorku na zawsze zmienił historię świata. Poniżej tekst od redakcji „Tracce” z tamtego okresu*Redaktor naczelny „Tracce” w latach 1994–2008
Atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone jest przede wszystkim straszliwym zaskoczeniem. Symbole światowej potęgi zostały zniszczone, pociągając za sobą tysiące ofiar śmiertelnych. Jakby władza, najwyższa manifestacja ludzkiej konstrukcji, była bezsilna wobec innej ludzkiej zdolności: zdolności niszczenia, unicestwiania wysiłków cywilizacji. W ten sposób mieszkańcy Zachodu, roztargnieni i zapominający o własnej kruchości, o złu i grzechu, które noszą w sobie, są oszołomieni przed telewizorami, oglądając realizację science fiction złych intencji „innych”. W rezultacie wszystkiemu, co ludzkie, grozi poważne niebezpieczeństwo, którego nie jest w stanie wyeliminować żadna gwiezdna tarcza. Nie z przyczyn technicznych, lecz z powodu trucizny – chrześcijanie nazywają ją „grzechem pierworodnym” – z powodu zawiści, którą człowiek skrywa w sobie wobec dobra i wobec samego siebie.
Trudno jest walczyć z tymi, którzy nie boją się śmierci, z tymi, którzy śmierć, samozniszczenie, wykorzystują wręcz jako absurdalną strategię afirmacji samych siebie. Zazwyczaj wojnę toczy się w imię pokoju. Jak to jest możliwe z kimś, kto nie ma już osobowości, z kimś, kto, choć żywy, świadomie kroczy jak trup, usunąwszy smak istnienia i wolności w całkowitym wyobcowaniu wobec czyjegoś planu? Czy też oddany swojemu bogu, albo, co gorsza, innym ludziom, nie istnieje; jest nicością wypełnioną materiałami wybuchowymi, która redukuje wszystko, co napotyka, do nicości. Ci, którzy go czczą, współdzielą jego niszczycielską siłę, która, jeśli nie zostanie skierowana przeciwko niemu, zostanie skierowana przeciwko innym. Jak powstrzymać degenerację, która w przemocy, także w doznawanej przemocy, dostrzega potencjał mnożenia się w nieskończoność?
Szoku i bólu po tym, co się wydarzyło, nie da się powstrzymać, a tym bardziej uśmierzyć, ani obojętnością, która sprowadza je do emocji rodem z filmu, ani zemstą, która może przekształcić je jedynie w słodko-gorzki smak druzgocącego i chwilowego zwycięstwa. Sprawiedliwości należy szukać wszelkimi ludzkimi środkami, ale nie według ludzkich założeń, lecz zgodnie z wolą Boga. Tego Boga przywołał papież, wraz z którym wielu uklękło na modlitwie: „Nawet jeśli moc ciemności zdaje się zwyciężać, wierzący wie, że zło i śmierć nie mają ostatniego słowa. Umocnieni wiarą, która zawsze prowadziła naszych ojców, zwracamy się do Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba, zbawienia Jego ludu, i z synowską ufnością błagamy Go, aby przyszedł nam z pomocą w tych dniach żałoby i niewinnego cierpienia”.
CZYTAJ TAKŻE: 11 września 2001. „Niech Bóg ocali świat”
Musimy na nowo odkryć samych siebie, czyli Tego, który pozwolił nam poznać dobro, radość życia, nasze własne „ja” jako nieodzowny czynnik w świecie, który należy komunikować nie tylko za pośrednictwem migoczących świateł, ale także poprzez świadectwo poświęcenia prawdzie. Jest to długa i trudna droga, ale prawdopodobnie jedyna.#Ślady