(©Unsplash/Nhat Anh Nguyen Chi)

Wobec otchłani naszych serc

„Potrzeba wspólnoty wychowawczej, grupy dorosłych, którzy współdzielą życie jako drogę ku odkryciu tego, co nieodzowne”. List Matteo Severgniniego, odpowiedzialnego za GS, w związku z dramatycznymi wydarzeniami w Trescore (z „La Verità”, 29 marca)
Matteo Severgnini*

*Dyrektor szkoły i odpowiedzialny za Gioventù Studentesca

Szanowny Panie Dyrektorze, krew rozlana na korytarzach jednej ze szkół w Trescore Balneario i list pani Chiary Mocchi to nie tylko doniesienia medialne. To brutalne zderzenie z naszym spokojnym życiem, obnażające naszą kondycję. Kiedy trzynastolatek próbuje zabić swoją nauczycielkę, a ona następnego dnia pisze list pełen spokoju i „serdecznej wdzięczności”, nie możemy poprzestać na analizie przyczyn i środków zaradczych, lecz trzeba zejść w otchłań ludzkiego serca, zdolnego do wszystkiego: któż może to nasze serce, tak potężne i pełne sprzeczności, ogarnąć, zrozumieć, przeniknąć do głębi?

List napisany przez chłopaka odpowiedzialnego za napaść stawia nas w obliczu ogromnej tragedii. Potrzeby wyrażone w pierwszych linijkach, jeśli nie pozwolą się otworzyć na spojrzenie zdolne je uchwycić, wydobyć na powierzchnię i pokochać do głębi, mogą przybrać gwałtowny i nieprzewidywalny obrót, który doprowadził do znanego wszystkim finału. W tym sensie i na tym poziomie dzisiejsza młodzież nie różni się tak bardzo od młodzieży z przeszłości, nawet jeśli podlega znacznie silniejszej presji kulturowej i medialnej. Trzydzieści lat temu dwudziestoletnia dziewczyna postanowiła odebrać sobie życie, pisząc na kartce papieru: „Miałam w życiu to, co konieczne i zbędne, ale nie to, co nieodzowne”. Dziś nadmiar jest wszechobecny, ale to, co nieodzowne – owa więź łącząca trud wstawania rano z poczuciem sensu i dobrym przeznaczeniem – wydaje się coraz bardziej nieobecne. Bez tego przeważa desperacja przeradzająca się w gniew, który może przeobrazić się w przemoc, skierowaną przeciwko sobie lub innym.

Musimy sobie zatem nawzajem pomóc w rozpoznaniu prawdziwego pytania młodych ludzi, tego, które wyraził Pavese: „Czy warto, aby słońce wzeszło nad morzem i aby rozpoczął się długi dzień?”. Odpowiedzi na to egzystencjalne pytanie z pewnością nie udzieli nowa strategia kontroli, ale jedynie obecność: kobiet i mężczyzn zdolnych do objęcia serca aż po najgłębsze korzenie, po to nieusuwalne pragnienia dobra.

Głęboko poruszyły mnie słowa, które Chiara Mocchi wypowiedziała na szpitalnym łóżku: „Wiedzcie, że nie noszę w sercu ani gniewu, ani strachu… ta rana nie powinna stać się murem, lecz mostem”. W tych słowach dostrzegamy miłość, która w niewiarygodny sposób przekracza ból fizyczny i moralny. Choć rany wciąż palą, Chiara nie poddaje się urazom, lecz potwierdza swoje „powołanie”: „Wrócę, aby uczyć, aby wierzyć w młodzież”.

To jest świadectwo niezłomnej nadziei dla nas wszystkich. To jest dobrowolne i zaskakujące ofiarowanie tego, czego wszyscy oczekujemy. Mówi nam, że życie jest po to, by je dawać, że powołanie jest zadaniem podjętym wobec świata, którego się nie porzuca nawet w obliczu najbardziej niepojętego zła. To dowód na to, że istnieje spojrzenie zdolne do nieredukowania innych – nawet tych, którzy zadali ci cios – do ich błędów.

Ksiądz Luigi Giussani powiedział: „Gdyby istniało wychowanie narodu, wszystkim byłoby lepiej”. Jego obserwacja była taka: problem współistnienia ludzi, na wszystkich poziomach, zawsze wynika z problemu wychowania. Gdybyśmy my, dorośli, na nowo wyruszyli w drogę, by być autentycznymi wychowawcami, gdybyśmy pokornie pomagali sobie nawzajem w codziennej drodze, aby nauczyć się dawać świadectwo o wartości tego, co nieodzowne, gdybyśmy wspierali się nawzajem w życiu powołaniem do bezwarunkowej miłości – świat byłby lepszy. Jednak oczywiste jest, że nauczyciel, osoba ograniczona, taka jak my wszyscy, nie może udźwignąć tej otchłani w pojedynkę. Potrzebna jest wspólnota wychowawcza, grupa dorosłych, którzy współdzielą życie jako drogę ku odkrywaniu tego, co nieodzowne, co wypełnia otchłań naszych serc.

Wydarzenie z Trescore Balneario prosi nas, dorosłych, nauczycieli i innych, abyśmy nie odwracali głowy. Rzuca nam wyzwanie, abyśmy stanęli wobec dzieci, dając świadectwo, że dobro istnieje i że nie jesteśmy sami w walce z ciemnością. W swoim liście pani Mocchi przypomina nam, że my również potrzebujemy Kogoś, kto nie ucieka wobec tej otchłani, ale mówi nam: „Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą”. To jest właśnie to, co niezbędne, z powodu czego ​​warto, by jutro słońce znów wzeszło nad morzem.

„La Verità”, 29 marca 2026