© Janis Laubergs/Unsplash

Widmo współczesnych tyranii

Chociaż liberalne demokracje gwarantują wolność religijną bardziej niż inne systemy, skłonne są do eliminowania publicznego wyrażania wiary. Tekst z lutowych „Tracce”
Martino Cervo*

*Zastępca redaktora naczelnego dziennika „La Verità”

Sługa Boży ksiądz Jacques Hamel jest prawdopodobnie „najczystszym” męczennikiem Starego Kontynentu, jeśli termin ten odnosi się do osoby, która zginęła za wiarę. 26 lipca 2016 roku francuski kapłan w podeszłym wieku (85 lat) został zamordowany przy ołtarzu w kościele św. Szczepana w Saint-Étienne-du-Rouvray w Normandii przez grupę islamskich terrorystów. Tego samego dnia do zamachu przyznało się ISIS.

W Europie zabójstwa, napaści lub nękania atakami czy prześladowaniami na tle religijnym od dawna nie są nowością. Jak każda mniejszość zabiegająca o poszanowanie, chrześcijanie również mają swoje obserwatorium – mniej znane – które monitoruje przypadki nietolerancji i dyskryminacji wobec nich. Obserwatorium nazywa się OIDAC (Observatory on Intolerance and Discrimination Against Christians – Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan) i ma siedzibę w Wiedniu. Jego najnowszy raport (do pobrania tutaj: rb.gy/85xkxs) koncentruje się na dwóch rodzajach zagrożeń wolności w krajach będących historycznym wyrazem cywilizacji chrześcijańskiej: z jednej strony tak zwanych przestępstwach popełnionych z nienawiści, odnotowywanych przez państwa lub organizacje pozarządowe, których liczba w 2024 roku wyniosła łącznie 2211; z drugiej strony na sumie restrykcyjnych przepisów, począwszy od zakazów dotyczących modlitwy w niektórych regionach przez ograniczenia prawa do praktykowania religii po ograniczenia wolności zrzeszania się, wolności rodziców w zakresie wychowania i sprzeciwu sumienia w instytucjach opieki zdrowotnej lub szkolnych.

Rozróżnienie jest kluczowe: w pierwszym przypadku są to oczywiście czyny, przed którymi „system” (prawo, organy ścigania, zdrowy rozsądek, opinia publiczna) naturalnie chroni ofiary; w drugim przypadku dzieje się dokładnie odwrotnie. Jeśli chodzi o dane z pierwszej kategorii, pomijając trudności w ich katalogowaniu i gromadzeniu, autorytatywne organizacje zajmujące się ochroną katolików od dawna są zgodne. Organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie od dawna donosi – na długo przed tym, jak weszliśmy w Trzecie Tysiąclecie – że Zachód w żadnym razie nie pozostaje „bez winy w kwestii pozbawiania wolności religijnej”, a w swoim najnowszym raporcie z 2025 roku obliczyła, że „w 2023 roku Francja odnotowała prawie tysiąc ataków na kościoły, Grecja ponad 600 aktów wandalizmu, a podobne przypadki miały miejsce również w Hiszpanii, Włoszech i Stanach Zjednoczonych: profanacje, ataki na duchownych i zakłócanie celebracji liturgicznych”.

Także instytucje ponadnarodowe, niepodejrzewane o sprzyjanie chrześcijanom, dochodzą do podobnych wniosków. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), która z kolei kataloguje przestępstwa na tle nienawiści w swoich 57 krajach członkowskich (27 krajach UE i 30 innych, w tym w Rosji i Stanach Zjednoczonych), opracowała „praktyczny przewodnik” (dostępny tutaj: rb.gy/e73p5k) zatytułowany: „Zrozumieć przestępstwa popełnione z nienawiści wobec chrześcijan i reagować na potrzeby bezpieczeństwa wspólnot chrześcijańskich”. Chociaż porównywanie z miejscami na świecie, gdzie katolicy są masowo prześladowani i mordowani, może brzmieć niemal lekceważąco, nie jest przesadą alarmowanie z powodu ograniczania wolności religijnej i możliwości wyrażania swojej wiary w pełnym zakresie także w krajach zachodnich.

I o ile rozważanie kwestii poszczególnych mniejszości zawsze naraża się na ograniczenia intersekcjonalności, to głębsze spojrzenie na ograniczenie prawa do życia duchowego, które ma miejsce w sferze publicznej, wskazuje na związek między współczesnym człowiekiem a jego odczuwaniem Boga oraz tego, w jaki sposób ten związek historycznie splótł się z naszą kulturą i systemami prawnymi. Problem ten istnieje od kilku stuleci, a jego natura jest dobrze znana Kościołowi. „Zmagamy się – pisał święty Hilary – z przebiegłym prześladowcą, uwodzicielskim wrogiem. Kusicielem, który nie chłoszcze pleców, lecz głaszcze brzuch; nie wygania nas na zawsze, lecz skazuje na śmierć, obsypując bogactwami; nie zamyka nas w więzieniu, dając nam prawdziwą wolność, lecz przyjmuje do swoich pałaców i w ten sposób zniewala; nie dręczy naszych lędźwi, lecz rządzi naszymi sercami; nie ścina głów ostrzem miecza, lecz zabija duszę złotem; nie grozi nam otwarcie spaleniem na stosie, lecz potajemnie ściąga na nas ogień Gehenny. Nie rzuca nam wyzwania, aby nie zostać pokonanym, lecz podstępnie zdobywa nad nami panowanie”.

Był IV wiek n.e., a wielki Doktor Kościoła, urodzony w Poitiers, po Soborze Nicejskim toczył zaciętą walkę z potęgą polityczną – cesarzem Konstantynem II – który domagał się, aby jego prawo stało się dogmatem wiary. Tak powstał Liber contra Constantium Imperatorem, z którego pochodzi powyższy cytat.
Prawdopodobnie przewidział on zjawisko, które miało osiągnąć pełnię po wzroście i upadku cywilizacji chrześcijańskiej i średniowiecznej wraz z rozwojem współczesnych demokracji. Choć niezaprzeczalnym jest fakt, że liberalny schemat stworzył ramy gwarantujące wolność religijną, jakiej nie oferują inne struktury, równie łatwo zauważyć, jak w tych samych ramach dąży się do wyeliminowania publicznego wyrażania wiary, co jest nieadekwatne do wszechogarniającej ekspansji kategorii państwowych i rynkowych w każdym wymiarze życia.

Naiwnością byłoby sprowadzanie tej dynamiki do ohydnej tendencji „zmiękczania” lub tonowania religijnych aspektów świąt, poprzez zmienianie tekstów bożonarodzeniowych piosenek dla dzieci lub odbarwianie tradycji budowania szopek. Z perspektywy władzy może ona zdziałać więcej i lepiej.
„Wyzwanie nowoczesności jest bezprecedensowym, radykalnym wyzwaniem, ponieważ zostaje sprowadzone do samego pojmowania chrześcijańskiego istnienia. – powiedział ksiądz Luigi Giussani w rozmowie z Angelo Scolą dla „30Giorni” z sierpnia-września 1987 roku. – W epoce nowożytnej człowiek, uważający się za miarę wszystkiego, wydaje się skazany na szamotanie się między dwojaką alternatywą: zarozumiałością a cynizmem. […] Istnieje jednak pewien wspólny mianownik dwóch opisanych właśnie ludzkich postaw: współczesny człowiek, zmuszony do życia w minimalnym porządku, ostatecznie przyznaje państwu wygórowaną, niemal boską władzę. Zarówno absolutne państwo o heglowskim rodowodzie, jak i dzisiejsze państwo społeczno-radykalne dążą ostatecznie do streszczenia i interpretacji wszystkich źródeł szacunku, honoru, nadziei i przewodzenia współczesnym ludziom. W ten sposób chrześcijanin potwierdza swoje prawo do istnienia – zarówno jako zwykłą możliwość, jak i jako znaczenie – w obliczu państwa, które jest mu nie mniej wrogie niż Cesarstwo Rzymskie w pierwszych wiekach. Co więcej, z pewnego punktu widzenia jest ono dziś wobec niego radykalniej wrogie”.

Wrogą ziemią jest dzisiaj geograficznie ta sama ziemia, na której chrześcijaństwo wydało prawdopodobnie najwięcej owoców w historii. Dziwny zwrot w samym sercu sposobu myślenia i odczuwania społeczeństwa, co dostrzegali ostatni papieże, począwszy od Jana Pawła II, który w adhortacji apostolskiej Ecclesia in Europa (2003) mówił o „różnych formach prześladowań”, charakteryzujących życie Kościołów Starego Kontynentu. I choć walka Jana Pawła II – przegrana – o uznanie chrześcijańskich korzeni w traktatach UE jest dobrze znana (wielu uważało ją za spojrzenie w przeszłość, tymczasem było to spojrzenie na teraźniejszość i w przyszłość), to właśnie Benedykt XVI wypowiedział w ONZ następujące słowa: „Dlatego nie do pomyślenia jest, aby wierzący musieli tłumić część siebie – swoją wiarę – aby być aktywnymi obywatelami; nigdy nie powinno być konieczne wyrzeczenie się Boga, aby móc korzystać z przysługujących sobie praw. Prawa związane z religią wymagają ochrony bardziej niż kiedykolwiek, jeśli uznaje się je za sprzeczne z dominującą ideologią świecką lub ze stanowiskiem wyłącznej większości religijnej. Pełna gwarancja wolności religijnej nie może ograniczać się do swobodnego sprawowania kultu; wręcz przeciwnie, trzeba należycie uwzględnić publiczny wymiar religii, a tym samym możliwość udziału wierzących w budowaniu porządku społecznego” (18 kwietnia 2008).

Ten rodzaj „prześladowań” jest obecnie dość powszechny: w imponującej eskalacji kontroli, która zdaje się dominować w brytyjskim rządzie, dochodzi do aresztowań, procesów i skazań osób eksponujących proste symbole religijne w pobliżu „bezpiecznych miejsc”, wyznaczonych przez władze w pobliżu klinik aborcyjnych (72-letniego Stephena Greena kosztowało to 2426 funtów, czyli około 2800 euro).
Kilka tygodni temu Francję ogarnęła ożywiona debata wywołana przesłuchaniem parlamentarnym i raportem Guillaume’a Prévosta, sekretarza ds. edukacji katolickiej, który w imieniu francuskiego Kościoła oskarżył rząd o zastraszające nadużycia podczas inspekcji szkół prywatnych w całym kraju. Guillaume Prévost, podejmując zdecydowanie temat wybrzmiewający w słowach jego rodaka, świętego Hilarego, mówił wprost o „nieproporcjonalnych przejawach siły” obejmujących wypytywanie uczniów o ich osobiste praktyki religijne i wywieranie presji, by usuwać symbole i odniesienia chrześcijańskie.

CZYTAJ TAKŻE: Proces beatyfikacyjny księdza Giussaniego: „Ogłoszenie wielkiego daru”

Właśnie sama edukacja – w jej aspektach dydaktycznych, kulturowych i ekonomicznych – wydaje się najważniejszym bastionem, jeśli chodzi o gwarancję wolności zarówno dla uczniów, jak i dla istnienia i trwałości szkół powstałych z doświadczeń wiary, w obronie możliwości zamieszkiwania bez ograniczeń Zachodniej Europy przez pojedyncze osoby i wspólnoty chrześcijańskie. I także zwalczania „różnych form współczesnej tyranii”, które „dążą do stłumienia wolności religijnej lub do zredukowania jej do subkultury pozbawionej prawa do wyrażania się w sferze publicznej”, jak powiedział papież Franciszek – papież znany z wielkiej otwartości na „świat” – w jednym z najbardziej symbolicznych miejsc dla narodzin współczesnej demokracji: Independence Mall w Filadelfii (26 września 2015).