
Aleppo. „Punkty światła pod bombami”
Wojna powraca, by wzniecać ogień w syryjskim mieście, spustoszonym latami konfliktu. Nowe powody, inni pretendenci do władzy. Można jednak pozostać, nie tracić nadziei i dalej budowaćAleppo, miasto symbolizujące wojnę w Syrii, ponownie stało się frontem. Już nie przeciwko dżihadystom, jak w najtrudniejszych latach konfliktu, ale w nowym i kruchym porządku syryjskim, który wyłonił się po upadku reżimu Baszara al-Assada. Syrią rządzi obecnie Ahmed al-Sharaa, prezydent rządu przejściowego i były przywódca islamistycznej grupy rebeliantów Hayat Tahrir al-Sham, który doszedł do władzy w 2024 roku.
Na początku stycznia siły rządowe i kurdyjskie milicje starły się w mieście kontrolowanym na różne sposoby, które od 2017 roku charakteryzuje rozdrobnienie geograficzne.
Jean-François Thiry, przedstawiciel Stowarzyszenia Pro Terra Sancta w Syrii, mieszka tu od dwóch lat. Zaledwie kilka dni temu walki toczyły się niecałe dwieście metrów od jego domu. „Od 2017 roku – opowiada – dwie dzielnice, Sheikh Maqsood i Ashrafie, znajdują się w rękach Kurdów. To tak, jakby to było inne państwo w mieście: punkty kontrolne, nikt nie mógł tam wejść”. Po upadku reżimu rok temu pojawiła się możliwość zawarcia porozumienia: „W marcu podpisano porozumienie: do 31 grudnia wszystkie kurdyjskie siły zbrojne miały połączyć się z armią rządową, a kontrolowane przez nie obszary we wschodniej Syrii miały zostać ponownie włączone do państwa syryjskiego”.
Porozumienie nie zostało utrzymane. Kilka dni przed Bożym Narodzeniem rozpoczęły się pierwsze potyczki i doszło do eskalacji. „4 stycznia armia rządowa podjęła próbę odzyskania kontroli nad tymi dwiema dzielnicami Aleppo. Walki trwały pięć dni i były bardzo zacięte: moździerze, broń ciężka, czołgi. Kurdowie odpowiadali ogniem, ale w sposób chaotyczny, w wyniku czego zostały również trafione sąsiednie dzielnice, także te chrześcijańskie”. Na szczęście, jak wyjaśnia, ludność mogła opuścić niebezpieczne obszary dzięki dwóm korytarzom humanitarnym utworzonym przez rząd, który ostrzegł o rozpoczęciu operacji.
Thiry opuścił dom na cztery noce. „Bałem się i nie chciałem być sam. Pojechałem do zaprzyjaźnionej rodziny. I paradoksalnie, było też pięknie: jak podczas pandemii covidu. Nie odczuwaliśmy strachu sami. Przekształciliśmy go w okazję do bycia razem, do lepszego poznania się”.
Dziś Aleppo ponownie znalazło się pod kontrolą rządu. „Wciąż oczyszczają teren, a ludzie jeszcze nie wrócili do swoich domów. Problem nie został rozwiązany – został jedynie przeniesiony. Teraz walki trwają na wschodzie kraju”. I to właśnie tam toczy się decydująca rozgrywka: „Kurdowie kontrolują tam około 25% powierzchni Syrii, obszary wydobycia ropy naftowej w Kamiszli i Hasace. Ani stary reżim, ani nowy rząd nie mają tam żadnych wpływów. I z pewnością nie są jedynymi aktorami na scenie. Są amerykańskie interesy związane z ropą naftową, jest Turcja, która nie chce państwa kurdyjskiego. Ryzyko polega na tym, że osiągniemy zwycięstwo militarne, a nie porozumienie”.
Perspektywa ta głęboko niepokoi Thiry’ego. „Najbardziej obawiam się tego, że jeśli jedna ze stron wygra, używając wyłącznie siły i przemocy, nieuchronnie położy to podwaliny pod przyszłe wojny. Bez prawdziwego porozumienia, bez dialogu uwzględniającego interesy wszystkich, nie będzie trwałego pokoju”. I wybiega wzrokiem poza Syrię: „Uderza mnie, jak wszędzie użycie siły jest teraz pierwszą opcją. Rosja, USA, Izrael… Na świecie dominuje logika najsilniejszego. Na szczęście Kościół nadal mówi inaczej, inwestując w możliwość spotkania z innymi, dialogu, rozbrojonej konfrontacji”.
Mówiąc to, myśli kieruje ku chrześcijańskiej wspólnocie w Aleppo, która jest teraz okrojona, ponieważ bardzo dużo osób uciekło za granicę w ciągu ostatnich piętnastu lat. „Niewielu chce teraz zostać. Każde starcie utwierdza w przekonaniu, że nie ma tu przyszłości dla rodzin. Starcia takie jak te z ostatnich dni tylko wzmacniają determinację tych, którzy już zdecydowali się opuścić Syrię. Ci, którzy pozostają, mówią jednak: «Właśnie dlatego musimy bardziej się zaangażować»”.
Właśnie w tym napięciu kształtuje się nieoczekiwane doświadczenie: Szkoła Wspólnoty, w której Jean-François i Renzo, mieszkający z nim od półtora roku, uczestniczą co tydzień wraz z małą grupą siedmiu lub ośmiu syryjskich przyjaciół. „Spotykamy się w każdy poniedziałek. W czasie starć pracowaliśmy nad ósmym rozdziałem Zmysłu religijnego, nad «zerwaniem» z przeszłością”. Ksiądz Giussani opisuje tam «zerwanie z przeszłością» jako utratę pamięci o tym, co przeżyliśmy, która sprowadza człowieka do czystej reakcji na wydarzenia. Bez związku z własną historią i pierwotnym doświadczeniem zmysłu religijnego, górę biorą strach i okoliczności. I właśnie to nam się przytrafiło: byliśmy przepełnieni strachem, nie pamiętając już, że nasze życie jest dobrem, bez związku z naszą historią”.
Szkoła Wspólnoty staje się wówczas osądem rzeczywistości. „Powiedzieliśmy sobie: nie jesteśmy tym strachem. Nie jesteśmy tą reakcją. Jesteśmy naszą historią, naszą przynależnością do Kościoła, naszą wiarą. Ta mała grupa pozwoliła nam przypomnieć sobie nasze chrześcijańskie doświadczenie, to, co naprawdę nas ratuje w czasie wojny. Sprawiła, że znów podnieśliśmy wzrok”.
To samo spojrzenie towarzyszy teraz codziennej pracy. Podczas bombardowań jadłodajnia zorganizowana przez franciszkanów i wspierana przez Pro Terra Sancta nie zawiesiła działalności. „Rozdajemy tysiąc posiłków dziennie. Pomimo bombardowań, ten kto mógł, przychodził do pracy. Dostarczaliśmy jedzenie starszym osobom uwięzionym w domach i przesiedleńcom, którzy znaleźli schronienie w kościołach i meczetach. W nagłych wypadkach znajdują się zasoby, o których istnieniu nie miało się pojęcia”.
Jednak to właśnie później pojawiają się „punkty światła”. „Współpracowaliśmy z innymi organizacjami pozarządowymi, aby odbudować zniszczone domy: jedna baza danych, podzieliliśmy przypadki. Poczucie, że nie jest się samemu, zmienia wszystko”. A potem osobiste spotkania: „Odwiedziłem chrześcijańskie małżeństwo z trójką małych dzieci. Prowadzą projekt oferujący wsparcie psychologiczne, teatr i media. To był piękny wieczór. Ludzie, którzy myślą o przyszłości, którzy chcą zostać. Kiedy spotykasz takich ludzi, chcesz przejść z nimi część drogi”.
CZYTAJ TAKŻE: „Nadzieja nie neguje śmierci, ale ośmiela się wierzyć, że nie jest ona panem”
Można więc zostać w Aleppo i pracować, nawet wiedząc, że nie zobaczysz owoców swojej pracy. „Naprawdę nie wiem, co wydarzy się w przyszłości. Wiem jednak, że to, co pozwala mi tu pozostać, to spotykani ludzie, z którymi mogę współdzielić drogę. To oni są punktami światła. Sprawiają, że wracam do domu, nawet o północy, szczęśliwy i pewien, że istnieje dobra możliwość, nawet w tym umęczonym kraju”.