List Jana Pawła II do księdza Giussaniego

List z okazji 50. lecia narodzin ruchu Comunione e Liberazione,
22 lutego 2004
Jan Paweł II

Wasza Świątobliwość,
Początek tego nowego roku naznaczyły słowa Waszej Świątobliwości z orędzia na Światowy Dzień Pokoju, w szczególności te, w których jest mowa o chrześcijaństwie jako o "zwycięstwie" miłości Chrystusa i zaangażowaniu się każdego z nas w przyspieszenia tego zwycięstwa, za którym w gruncie rzeczy tęskni każde ludzkie serce.

Gdy chodzi o nas, nie możemy nie odczuwać tego zaproszenia, przynaglającego nasze życie w przedświt poranka tego roku, niosącego ze sobą pięćdziesiątą rocznicę owego niespodziewanego początku, który zrodził się i rozwinął jako "ruch". Poczynając od pierwszych spotkań w październiku 1954 r., w liceum mediolańskim, gdzie poprosiłem o możliwość nauczania religii, ogarnął on tysiące osób, młodych i starych, na całym świecie.

Naszą świadomość w tym momencie oświeca modlitwa z Liturgii ambrozjańskiej:

"Domine Deus, in semplicitate cordis mei laetus obtuli universa.
Et populum Tuum vidi, cum ingenti gaudio Tibi offerre donaria.
Domine Deus, custodi hanc voluntatem cordis eorum".


Oddajemy Panu pragnienie tej wierności, dzięki której nasze towarzystwo - uznane za drogocenny i szczególny dar Ducha Świętego - staje się sakramentalnym udziałem w przynależności do Kościoła.

Z wielkim drżeniem serca, po raz kolejny odczuwam potrzebę wyznania Waszej Świątobliwości głębokiego wzruszenia, jakiego doznałem w wyniku jasnego i miarodajnego osądu naszego pięćdziesięcioletniego doświadczenia, kiedy to w liście przysłanym mi 11 lutego 2002 r., z okazji dwudziestolecia papieskiego uznania Bractwa Comunione e Libezrazione, Wasza Świątobliwość napisał: "Ruch pragnął i pragnie wskazywać nie na jakąś drogę, ale na jedyną drogę prowadzącą do rozwiązania egzystencjalnego dramatu człowieka. Tą drogą jest Chrystus".

Nie tylko nigdy nie miałem zamiaru "zakładać" czegokolwiek, ale utrzymuję, że geniusz ruchu, którego narodzin byłem świadkiem, wynikał z odczucia przynaglenia i potrzeby głoszenia konieczności powrotu do podstawowych aspektów chrześcijaństwa, to znaczy z pasji do faktu chrześcijańskiego jako takiego, w jego najistotniejszych wymiarach. I to wszystko. I może właśnie to wzbudziło nieprzewidziane możliwości spotkania z ważnymi osobistościami świata żydowskiego, muzułmańskiego, buddyjskiego, protestanckiego i prawosławnego, od Stanów Zjednoczonych po Rosję. Dokonało się to z rozmachem zrodzonym z przygarnięcia i dowartościowania tego wszystkiego, co prawdziwe, piękne, dobre i słuszne ujawnia się w każdym, kto żyje przynależnością.

Podstawowym problemem dzisiejszego chrześcijaństwa, na co Wasza Świątobliwość wymownie wskazywał, poczynając od programowej encykliki swojego pontyfikatu Redemptor hominis, jest to, aby utożsamiało się ono z Faktem - z Wydarzeniem Chrystusa - a nie z ideologią. Bóg przemówił do człowieka, do ludzkości, nie w formie dyskursu, ostatecznie zrozumiałego dla filozofów i intelektualistów, ale w postaci faktu, wydarzenia, które można doświadczyć. Wyraził to Wasza Świątobliwość w liście Novo millennio ineunte: "Nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: Ja jestem z wami!" (nr 29). Jeśli nasz zapał wychowawczy i pasja do przekazywania prawdy ma jakąś naczelną cechę, to jest nią nieustanne przywoływanie do owego niewymownego focus (żaru) doświadczenia chrześcijańskiego, nad którym wielu się prześlizguje, uznając go za coś normalnego, za oczywistą przesłankę.

Włączając się w wielki nurt Kościoła, poprzez wierność jego Magisterium oraz Tradycji, chcieliśmy zawsze prowadzić ludzi do odkrycia - albo do łatwiejszego dostrzeżenia - że Chrystus jest obecnością. Dlatego też, prawdziwa odpowiedź na pytanie jaka jest droga do pewności, że Chrystus jest Bogiem, do przełamania zwątpienia, iż prawdą jest to, co On powiedział o sobie, znajduje się w postawie Apostołów. Oni bowiem zawsze stawiali to pytanie: "Kim On jest?". Ich doświadczenie zostało poruszone wyjątkowością tej obecności, która ogarnęła ich ludzkie życie.

W Liście do Bractwa, Wasza Świątobliwość napisał, że "chrześcijaństwo jest przede wszystkim wydarzeniem spotkania, a dopiero potem zbiorem doktrynalnych prawd czy reguł służących zbawieniu". Przez pięćdziesiąt lat postawiliśmy wszystko na tę oczywistość. Właśnie doświadczenie tego spotkania stoi u podstaw wielu powołań chrześcijańskich wśród naszych członków - do małżeństwa, do kapłaństwa, do dziewictwa - i rozkwitu świeckich osobowości zaangażowanych w życie. Osoby te charakteryzują się kreatywnością ogarniającą codzienność w trzech wymiarach wychowawczych, na które od samego początku zwracaliśmy uwagę. A są nimi: kultura, miłosierdzie (caritas) i misja.

Z tego powodu nie uważamy się za nosicieli jakiejś szczególnej duchowości, ani nie czujemy potrzeby, by ją wyodrębniać. Przepełnia nas wdzięczność za odkrycie, że Kościół jest życiem, które spotyka się z naszym życiem. Nie ma to nic wspólnego z teoretycznymi rozważaniami.

Kościół jest człowieczeństwem przeżywanym jako człowieczeństwo Chrystusa, a to wskazuje każdemu z nas na wartość braterstwa sakramentalnego, które, mimo iż tak trudne do urzeczywistnienia, nadaje jednak życiu nową jakość.

Dlatego też, ośmielam się przekazać na ręce Waszej Świątobliwości pragnienie służenia naszym charyzmatem Kościołowi, także poprzez niedoskonałość naszych ludzkich ograniczeń. To właśnie nasze słabości przynaglają nas do podejmowania odpowiedzialności nawrócenia w postaci przemiany mentalności, w postaci nowego, innego człowieczeństwa.

W owym nieustannym wydobywaniu nas z nicości i przywoływaniu do bytu, patrzymy na Tę, na którą Wasza Świątobliwość nieustannie wskazuje jako na drogę, metodę do nawiązania zażyłej więzi z Chrystusem - na Maryję. Jest Ona dla nas, jak mówi Hymn do Dziewicy Maryi Dantego, którego słowa często dzisiaj powtarzamy, "nadziei żywiącym napojem".

Dążenie każdego człowieka do dobra jest celem i nawróceniem, które Chrystus uczynił w świecie możliwym. Stąd, nawrócenie do Chrystusa, a co za tym idzie do Jego Kościoła, jest źródłem nadziei wpływającej na realne życie. Dla niej można oddać życie, jak to czynią chrześcijańscy męczennicy.

Wydaje się jednak, że ta wiara w ostatnich wiekach na tyle osłabła, że patrzy na życie i ludzką pracę tak, jakby były one prawie pozbawione wartości wiecznej i stojącej u ich podstaw nadziei. Dlatego trzeba, aby chwała Boskiego Słowa na nowo przenikała spojrzenie na każdą rzecz, aby przenikała zapał towarzyszący każdemu osiągnięciu, i aby zbawienie przyniesione przez Chrystusa - również przez różnego rodzaju krzyże - wkraczało w każdy nowy świt.

Wasza Świątobliwość, niech słowa z wersetu poezji Dantego "Tyś nam jest światła południowym zdrojem", realizują się we wszystkich relacjach, jakie lud chrześcijański może nawiązać, pod kierownictwem pasterzy, którzy potrafią przyzywać Ducha Chrystusa przez Maryję.

Niech nasz ruch, wzbudzony i urzeczywistniony przez Ducha Chrystusowego w posłuszeństwie i pokoju, bratersko inspiruje całą chrześcijańską społeczność tak, aby we wszystkich miejscach, gdzie głoszona jest wiara, można było dostrzec ślady świętości Matki Najświętszej ("W Tobie jest zbożność i w Tobie wspaniałość,/ w Tobie dobroci poryw miłosierny,/ w Tobie wszelaka stworzeń doskonałość").

Uznając się za najposłuszniejszego syna Waszej Świątobliwości, pokornie proszę o błogosławieństwo


Z Watykanu, 22 lutego 2004
Jan Paweł II