Ślady nr 2, marzec-kwiecień 2017

Zagubiona droga

Już od lat mówimy o „Europie”, a zarazem o „kryzysie”. Te dwa słowa tworzą już nierozerwalny związek, stałą parę, od kiedy projekt zapoczątkowany przez Ojców założycieli dawnej europejskiej Wspólnoty zaczął się obracać wokół własnej osi i stopniowo wyjaławiać: niepewność dotycząca euro, walka o konstytucję, następnie Grecja, imigranci, Brexit… Wszystkie etapy cofania się, pomimo oczekiwań narodów i słów – także mocnych – tego, kto zapraszał do odnalezienia drogi (tak jak ostatni papieże, którzy temu zagadnieniu poświęcili równie piękne i trafne, co pozornie nieoczekiwane wystąpienia).
Teraz dotarliśmy do rozdroża. 25 marca w Rzymie szczyt Unii miał uczcić 60-lecie traktatów stanowiących początek wspólnego projektu. Wydaje się jednak, że jest to rzecz odległa o całe lata świetlne od dnia dzisiejszego. Nie tylko dlatego, że nie ma za bardzo czego świętować, zważywszy na to, jak oddaliliśmy się od tego „marzenia”. Ale rzecz w tym, że wszystko działo się w cieniu niepewnych, mających odbyć się w najbliższym czasie wyborów (najpierw we Francji, potem w Niemczech oraz prawdopodobnie we Włoszech), które mogą zadać fatalny cios samej Unii, jeśli zwyciężą siły jawnie wrogie wspólnemu ideałowi.
Możemy udawać, że to nic, jakby temat nas nie dotyczył („Europa? Znowu?”). Albo też uświadomić sobie, że sprawa odnosi się do nas bezpośrednio, do nas wszystkich. Ponieważ rozgrywka toczy się o świat taki, jakim go poznaliśmy – i oglądaliśmy – w ciągu ostatnich 60 lat. Oraz o miejsce, które ze wszystkimi swoimi ograniczeniami stworzyło punkt stabilności, niespotykany nigdy dotąd w światowej historii pokoju.

W tym numerze spróbujemy podjąć wątek europejskiej kwestii oraz wielu pytań, które on ze sobą niesie. Próbując zrozumieć lepiej scenariusz czekający nas w najbliższych miesiącach. Ale przede wszystkim poszukując miejsc, doświadczeń, okoliczności, w których Europa istnieje, jest wciąż żywa i rodzi. „Przestrzeń wolności” dla tego, kto poszukuje prawdy oraz „nowego początku”, jak mówił ksiądz Julián Carrón w jednym z wystąpień, które stało się pierwszym rozdziałem jego książki La bellezza disarmata („Bezbronne piękno”) (pierwszym, jakby po to, by podkreślić, że Europa jest decydującym miejscem).
Zrobiliśmy to, wykraczając nieco poza znane już przykłady (takie jak wielka machina Erasmusa) i znajdując inne. Może mniej znane, z pewnością różnorodne – wspólnota naukowców, doświadczenie wiary – ale które łączy jeden fakt: ich matryca, miejsce, w którym zapuszczają korzenie. Bez wątpienia Europa. Oraz jej zdolność do „dialogowania, integrowania i rodzenia”, jak przypominał papież Franciszek w swoim wspaniałym wystąpieniu sprzed 10 miesięcy z okazji przyznania mu Nagrody Karola Wielkiego, którego ponowną lekturę wszystkim sugerujemy.

Jest też druga część tego numeru, która dotyczy właśnie Ojca Świętego. Opowiada o tym, jak przyjął go i oczekiwał Mediolan, gdzie Papież udał się 25 marca. Mediolan to Mediolanum, „ziemia środka”: miejsce „dialogu, integracji i płodności” od zawsze, z powołania oraz ze względu na historię naznaczoną wiarą. Jednym słowem, jest Europą w stu procentach. Mówiąc do setek tysięcy mediolańczyków, którzy go przyjęli, Franciszek zwrócił się do każdego z nich z osobna, tak jak on to potrafi. Ale mówił także do serca tej Europy, które w tym samym czasie znajdowało się w Rzymie. Musimy go słuchać. I za nim podążać.